"Sezon bikini czas zacząć!” – krzyczą zewsząd reklamy kostiumów. A na moim ciele efekty przedłużonego zimowego snu widać gołym okiem. Do listy kompleksów oprócz nieprzeczytania „Ulissesa”, ciągłego mylenia czasów we francuskim, odstających uszu dochodzi cellulit na udach. Ale czy wszystkie musimy wyglądać jak z taśmy fabryki lalek?
Wchodzę na Instagram. Serwis, który opiera się na kulturze wizualnej, może mieć sporo do przekazania w tej kwestii. A konkretnie jego użytkowniczki, dla których postrzeganie ciała ma znaczenie. Miesięcznie z tej platformy wymiany zdjęć i myśli korzysta aż 700 mln użytkowników.

W Polsce 63 proc. instagramerek to kobiety (wynika z badań IRCenter „Social Media 2016”). Dziewczyny z - całego świata dyskutują na Instagramie i się wspierają.

Siostrzaństwo na Insta

Na przykład te z podbijającego media społecznościowe ruchu Body Positive. Dla nich ciało jest dobrym przyjacielem, o którego – jak to o dobrych przyjaciół – należy dbać. Ma im służyć, być dla nich piękne – i to one mają się w nim czuć dobrze. Nic więcej.
„Body Positive to myślenie o człowieku z życzliwością, bez względu na to, jak wygląda. Akceptacja własnego ciała to nie samouwielbienie czy ślepa fascynacja sobą. Jest to raczej świadomość własnych zalet i wad, możliwości i ograniczeń. A przede wszystkim jest to pozwolenie sobie i innym na korzystanie z życia, bez względu na to, w jakim ciele przychodzi nam je przeżywać. Tak po prostu, bez oceniania” – pisze Agata z Instagrama Grubsze Sprawy.

Miasto cellulitu

Jest 15 czerwca 2016 roku. Ashley Graham, amerykańska modelka plus size, wrzuca na swój profil zdjęcie, którym zgarnia 150 tys. polubień. Uśmiechnięta, w kolorowej tunice?i białych conversach jedzie na rowerze. -Sukienka jest krótka, a nogi modelki od kos-tek do ud –?ozdobione cellulitem. Wiele mówi?pod-pis: „Trochę cellulitu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Przestań się?oceniać, pokochaj rzeczy, które inni nazywają »brzydkimi«”.
W jednym z wywiadów Ashley śmieje się, że ktoś kiedyś nazwał jej uda „miastem cellulitu”. Jej ciało to narzędzie pracy – dba o nie jednak nie tylko z tego powodu, ale też, jak przyznaje, dlatego że bardzo je kocha. Nie pozwa-la, by ktoś jej dyktował, jak powinno wyglądać.

– Moje uda to moja prywatna sprawa. Są ważniejsze sprawy na świecie niż cellulit. Nie dajmy się zwariować – twierdzi.

Lekcja kochania rozstępów

Jest marzec 2017 roku. Lexi Mendiola z Filipin ma 23 lata i jest studentką, która między egzaminami dorabia jako modelka. Właśnie bierze udział w sesji dla marki kostiumów kąpielowych. Jedno ze zdjęć musi zostać poddane obróbce graficznej – na pupie dziewczyny widać bowiem siatkę rozstępów. Lexi, zamiast usunąć z dysku pierwotną wersję -fotografii, wrzuca ją na Instagram.

„Jak mogłam chcieć wyrzucić to zdjęcie tylko z powodu tygrysich pasków na pupie?

Uczę się kochać te linie od 23 lat, to cała ja. Bez nich by mnie nie było” – pisze.
Po apelu Lexi marka Costa Swimwear -dodaje zdjęcie z „tygrysimi paskami” do oficjalnego katalogu, a Lexi staje się jedną z ikon ruchu Body Positive.


Rozstępy i cellulit są bardziej demokratyczne niż ustrój w antycznych Atenach – nie oszczędzają nikogo: nastolatek, bezglutenowców, modelek, weganek. I choć za pomo-cą ćwiczeń, masaży, kosmetyków, zdrowej diety i zabiegów niedoskonałości można zmniejszyć, członkinie ruchu Body Positive wychodzą z -założenia, że zanim wypowie się im wojnę, trzeba je pokochać.

Cellulit na sobotę

Jest październik 2016 roku. Kanadyjka Kenzie Brenna wrzuca na Instagram zdjęcie. Od jakiegoś czasu pokazuje w sieci swoją walkę ze zbędnymi kilogramami i powrót do zdrowia po zaburzeniach odżywienia. W sumie udaje jej się zrzucić aż 25 kilogramów. Kilka razy w tygodniu chodzi na siłownię, prawie kocha już cardio, stara się jeść zdrowo, a używki ogląda tylko w serialach. Cellulit i rozstępy jednak nie chcą jej opuścić. Zamiast się nimi zadręczać, robi z nich swój znak rozpoznawczy. Wrzuca zdjęcie, na którym pokazuje -nogi z pomarańczową skórką, potem kilka kolejnych. Wszystkie opisuje stworzonym przez siebie hashtagiem #CelluliteSaturday. Od tego czasu w każdy weekend zamieszcza na Instagramie zdjęcie swojego nieidealnego ciała. A w ślad za nią podążają kobiety z całego świata.

- Droga dziewczyno! Mam nadzieję, że celebrujesz dzisiaj swoje ciało. Szczególnie tę jego część, której nie mówiłaś miłych rzeczy przez te wszystkie lata. Twoje ciało tego potrzebuje - pisze

Kenzie, podobnie jak mnóstwo innych internautek, zamieszcza na Instagramie reportaż z pola walki. Z jednej strony, mówiąc językiem coachów, to walka „o najlepszą wersję siebie”, z drugiej – o to, co w tym wszystkim najważniejsze, czyli o samoakceptację.

27-latka uwielbia swoje nowe „zdrowe ja”, choć doskonale wie, że „jej ciało i cellulit to dwoje najlepszych przyjaciół, którzy pewnie lubią -chodzić ze sobą na piwo”.

Choć po zrzuceniu wagi zjawiskowa mogłaby -zamieszczać zdjęcia w pięknych ubraniach i dobrej bieliźnie, na których wyglądałaby niemal idealnie, nie zamierza tego robić. Chce pokazać to, co się dzieje pod ubraniem u tracącej dużo kilogramów kobiety. Przed nią jeszcze długa droga. Ale nie zamierza się poddawać – walka o zdrowie nie jest usłana różami. „Jestem kobietą z krwi i kości, nie tworem różdżki Photoshopa” – twierdzi.

Instagram bez wstydu

Historia każdej z tych dziewczyn z Instagrama jest inna. Łączy je jedno: ośmieliły się wyjść z cienia i zawalczyć o siebie mimo kompleksów. Wiele z nich nie odważyłoby się na pierwszy krok, gdyby nie inne kobiety.
Sarah z Instagrama Fat Girls Hiking nigdy nie nosiła rozmiaru S ani M, ale od dziecka kochała ruch na świeżym powietrzu. Gdy weszła w okres dojrzewania, przestała uprawiać sport pub-licznie. Wszystko dlatego, że wydawało się jej, iż „gruba dziewczyna” nie wygląda wtedy atrakcyjnie. Dziś ma 30 lat i -zamieszcza na Instagramie zdjęcia, na których wspina się, uprawia trekking, biega z psem i pływa.
„Codziennie pracuję nad tym, aby odzyskać dziecięcą radość. Cieszę się, gdy oglądam swoje zdjęcia. Widzę silną dziewczynę, która robi to, co kocha, bez strachu, wstydu i poczucia winy. Już nikt nie może mnie zatrzymać” – pisze Sarah.
Z kolei Megan z Instagrama Bodyposipanda pisze o swoim -ciele po ciąży:

„Hej, branżo dietetyczna! Przestań pieprzyć i --wmawiać kobietom, że naturalne i cudowne zmiany ciała podczas -ciąży muszą być przez nie naprawiane”.

Dystans i poczucie humoru

„Nikt nie jest doskonały” - chciałoby się powtórzyć najsłynniejsze zdanie z „Pół żartem, pół serio”. I na szczęście nikt nie musi być. Z nogami obłożonymi cellulitem też można jeździć na rowerze, podróżować, tańczyć i - przede wszystkim - zdobywać świat. Sprawdzałam to wielokrotnie. A nawet gdybym mogła wybierać, z pewnością stanęłabym w kolejce po poczucie humoru niż najdoskonalsze nogi.

***

Uważamy, że nasze ciała są gotowe na plażę. I na ulicę, i do pracy, i na basen, i do łóżka. Są gotowe, bo są nasze. Są prawdziwe, niedoskonałe i wspaniałe. Jeśli macie dość absurdalnego poczucia, że coś z waszym ciałem jest nie tak, prześlijcie nam swoje zdjęcia w kostiumie na: wysokieobcasy@wyborcza.pl lub wrzućcie na Instagram  (profil wysokieobcasy.pl) z #cialogotowenplaze. Redakcja "Wysokich Obcasów"