Rozmowa z Agnieszką Cegielską, prezenterką telewizyjną, prowadzącą program "Naturalnie" o zdrowym stylu życia

PAULINA PUCHALSKA

––––––––––

Jak wygląda twój poranek?

To zależy, czy idę do pracy. Teraz na przykład wróciłam z porannego dyżuru, nie ma południa, a ja już mam na sobie ciężki telewizyjny makijaż, którego w dzień wolny nigdy bym nie zrobiła. Kiedy rano mam mało czasu, ograniczam się do kilku prostych kroków. Tonik, krem, podkład, od wielu lat ten sam – Sisley Phyto-Teint Éclat. Sprawdza się nie tylko do makijażu dziennego, ale też telewizyjnego, a w składzie ma dużo składników roślinnych.

Staram się, by większość kosmetyków, których używam, była naturalna. To nie zawsze jest możliwe, bo trudno, żeby lakier do włosów, który mam na wizji, był w stu procentach naturalny. Dlatego chociaż po godzinach staram się stosować roślinną pielęgnację.

A co robisz z włosami?

Jeśli muszę wstać ok. 4.30, trudno mi wygospodarować czas na mycie i suszenie włosów. Zresztą w naszym klimacie grozi to zapaleniem zatok. Robię to więc wieczorem. Suszę superszybką suszarką Turbo Digital Babyliss. Ten sprzęt to fantastyczne ułatwienie. Czas przed wschodem słońca wolę głównie poświęcić na przygotowanie ciepłego posiłku na następny dzień. To dla mnie niezwykle ważne. Włosy traktuję rano idealnym wynalazkiem dla pracujących mam – suchym szamponem. Kupuję go w ilościach hurtowych. Jestem przywiązana do tego marki Klorane z wyciągiem z pokrzywy. Delikatnie rozjaśnia włosy.

Telewizja rządzi się swoimi prawami. Nawet jeśli najpiękniejsze jesteśmy sauté, to bez odpowiedniego makijażu na ekranie, przy mocnych telewizyjnych światłach wypadniemy słabo. To samo dotyczy włosów – świeżo umyte i puszyste na ekranie nie wyglądają korzystnie. A suchy szampon lekko je podnosi, dodaje im objętości, łatwiej jest je ułożyć. Oszukaństwo wpisane jest w ten zawód.

PAULINA PUCHALSKA

Zmywasz telewizyjny makijaż od razu po nagraniu?

Od razu nie, bo zajmuje to za dużo czasu. Nie wyrobiłabym się na przykład dziś na nasze spotkanie. Zmyłabym go chętnie teraz, gdyby nie to, że po południu wracam do studia.

Jak wygląda twoja poranna pielęgnacja, gdy nie idziesz do pracy?

Na twarz nakładam olejek do twarzy z wyciągiem z róży lub kadzidłowca. Tworzy je moja przyjaciółka ze studiów Karolina. To małe kosmetyczne dzieła sztuki pod nazwą My Magic Essence. Karolina zna się doskonale na aromaterapii, ma pięknego bzika na punkcie jakości składników – ściąga esencje roślin z całego świata i sama przygotowuje kosmetyki. To jest uczta dla zmysłów i ciała. Do tego Karolina jest absolutnie cudownym człowiekiem, a to dla mnie też ma ogromne znaczenie, bo przygotowuje wszystko z niezwykłą energią i dobrymi intencjami.

PAULINA PUCHALSKA

Kupuję głównie produkty polskich firm, które nie należą do wielkich koncernów. I nawet jeśli sięgam po Sisleya, to także dlatego, że to marka rodzinna i do tego mająca polskie korzenie.

Została założona przez państwa d’Ornano, których miałam przyjemność poznać wiele lat temu. Niezwykli ludzie. Mam słabość do ich emulsji ekologicznej, ale nie tylko. Moje ulubione perfumy Soir de Lune są też marki Sisley. Używam ich od wielu lat i nigdy nie myślałam, że pojawi się zapach, który będzie mógł z nimi konkurować. A jednak tak się stało za sprawą Sisley Soir d’Orient, które przypominają mi moje ukochane miasto – Barcelonę.

Zatrzymajmy się przy polskich firmach, bo widzimy tu kilka interesujących słoiczków.

Genialny antyperspirant LillaMai o zapachu trawy cytrynowej, bez chemii. Używam go od ponad roku i sprawdza się fantastycznie. Do tego krem pod oczy z kofeiną – ujędrniający, rozświetlający, tej samej firmy.

PAULINA PUCHALSKA

Drugie odkrycie – Resibo, zwłaszcza wegański balsam do ciała. Powąchajcie tylko! Mam też od nich mgiełkę, balsam do ust i płyn micelarny. Każdy produkt jest wspaniały. Lubię też balsamy do ciała Pat & Rub by Kinga Rusin, szczególnie kokosowy i żurawinowy.

PAULINA PUCHALSKA

Cieszy mnie, że pojawia się na naszym rynku coraz więcej naturalnych kosmetyków. Po co kupować chemiczne specyfiki wielkich korporacji, skoro możemy korzystać z dobrodziejstw, które oferują nam rodzime firmy?

Skąd się wzięło u ciebie zamiłowanie do naturalnej pielęgnacji?

Bliska jest mi ajurweda – obecnie szkolę się nawet na konsultanta medycyny ajurwedyjskiej. A substancje, z których korzysta się w praktyce ajurwedyjskie, w dużej mierze pochodzą z roślin, ich korzeni, liści, owoców. Jakie na przykład?

PAULINA PUCHALSKA

Między innymi te, które znajduję również w swojej kuchni. Np. olej sezamowy, który ma właściwości oczyszczające, czy olej z czarnuszki, którego używała już Kleopatra. Ponoć w grobowcu Tutanchamona znaleziono nawet woreczek z czarnuszką.

Z kolei chcąc odżywić i nawilżyć ciało i włosy, sięgam po nierafinowany olej kokosowy.

Słyszałyśmy wiele dobrego o oleju z czarnuszki. Jak go stosujesz?

To dość drogi produkt – mała buteleczka dobrego olejku kosztuje około 40 zł. Smaruję nim wyłącznie twarz, do ciała starczyłby pewnie na dwa razy. Zawiera dużo antyoksydantów – czyli działa przeciwstarzeniowo, ale też antyseptycznie.

Zakładamy, że to na noc. A czego używasz do pielęgnacji twarzy rano?

Muszę zachować ostrożność, stosując kremy do twarzy. Większość z nich nie współgra z makijażem telewizyjnym. Boję się ryzykować i dlatego właściwie od początku pracy w telewizji, czyli od kilkunastu lat, stosuję ten sam krem, jedyny, który mnie nie zawiódł – emulsję ekologiczną Sisleya. Przestałam próbować innych, bo kończyło się tak, że musiałam zmywać makijaż i robić go od nowa. Emulsja od lat sprawdza się fantastycznie. Bardzo dobrze nawilża, nie zostawiając przy tym ani lepkiej, ani błyszczącej powłoki. Pachnie ziołowo, trochę aptecznie. Łapię się na tym, że gdy smaruję nią twarz, przykładam dłonie do nosa i ją wdycham. Działa na mnie aromaterapeutycznie.

PAULINA PUCHALSKA

Emulsję Sisleya odkryłam w Barcelonie, gdzie mieszkałam przez dwa lata. Polska wchodziła w tym czasie do UE, myślałam, że zostanę tam dłużej i dokończę studia. Wszystko miałam zaplanowane. Ale powiedz Panu Bogu o swoich planach, a ześle ci męża. No i wróciłam. Emulsja ze mną.

Jest coś, co oprócz emulsji ekologicznej przywiozłaś ze swoich podróży?

Dzięki temu, że spędziłam również dwa lata w Japonii, miałam szansę obserwować, jak tamtejsze kobiety pielęgnują urodę. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie duże wrażenie. Tylko naprawdę nie wiem, jak one z tymi wszystkimi etapami się wyrabiają. Pewnie szukam usprawiedliwienia, zasłaniając się dużą ilością obowiązków.

Ale umówmy się – Japonki też pracują i mają dzieci, też żyją w biegu i korkach. I dają radę to wszystko pogodzić. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia i nawyków, które przechodzą z pokolenia na pokolenie.

Najpierw butelka nr 1 z mleczkiem, potem mokry ręczniczek, emulsja, serum, krem. Nie znam tych etapów dokładnie, ale wiem, że jest ich co najmniej dwa razy więcej niż moich. Z jednej strony podziwiam, a z drugiej – zastanawiam się, czy moja skóra przyjęłaby tyle bodźców.

 

Co przywiozłaś z Japonii?

Zalotkę Shu Uemura. Jest ze mną od 20 lat, bo w Japonii mieszkałam tuż po maturze. Z tego, co słyszałam, ta marka należy teraz do dużego koncernu, ale wówczas były to malutkie sklepiki, w których kusiła absolutnie każda rzecz. Zamiast cieni lub szminki, które się zużyją, postanowiłam kupić coś, co będzie służyło dłużej i będzie pewnego rodzaju pamiątką. To był strzał w dziesiątkę. Mój synek jest zawsze zaniepokojony, gdy mam ją w użyciu, czy przypadkiem nie obetnę sobie rzęs. To dla niego również znak, że szykuję się do pracy. Ostatnio powiedział mi coś, co przyjmuję jako najpiękniejszy komplement:

„Wiesz, mamunia, ja to ciebie wolę taką potarganą, jak wstajesz rano”.

PAULINA PUCHALSKA

Jest jeszcze jakaś zagraniczna marka, którą możesz polecić?

Weleda! Cieszę się, że pojawiła się w Polsce i już nie muszę przywozić jej z Niemiec. Mam nadzieję, że zostanie u nas na dłużej.

A jak się relaksuje pracująca mama?

Tych kilkanaście minut tylko dla mnie, gdy wracam do domu po pracy, spędzam w wannie – nalewam wodę, wsypuję kilogram soli himalajskiej lub morskiej. Wlewam kilka kropel olejku, zapalam świeczki. Biorę żel pod prysznic z cytrusami, peeling rumiankowy i czuję się jak w najlepszym spa.

Ale przed kąpielą pewnie demakijaż. Jak się do niego zabierasz?

Trochę po japońsku! Używam olejku Resibo, ale ponieważ telewizyjny makijaż jest tak mocny, że trzeba go zdejmować niemalże szpachelką, to nie wystarczy. Po olejku używam żelu do mycia twarzy, a na koniec płynu micelarnego. Jeżeli mam czas, robię delikatny peeling. Potem tonik, emulsja Sisleya i na to na zmianę krem lub olejek My Magic Essence.

PAULINA PUCHALSKA

Nawet pod tą warstwą podkładu i pudru widać, że masz ładną cerę.

Często błędnie myślimy, że czynnikiem odpowiedzialnym za problemy z cerą jest nadużywanie ciężkiego makijażu. Z pewnością cera tego nie lubi, ale myślę, że najważniejsze jest to, czym karmimy skórę i ciało od wewnątrz. I nie chodzi mi wyłącznie o myśli, ale też o to, co jemy, co pijemy, jakimi ludźmi się otaczamy, ile w tym jest toksyn, stresu.

W jaki sposób dbasz o siebie od środka?

Traktuję to intuicyjnie i holistycznie – jem głównie to, co sama przygotowuję w domu. Pilnuję składników, które mają dla mnie znaczenie – unikam nabiału i glutenu, bo ich nie toleruję, co potwierdziły trzykrotnie zrobione testy. Powtarzałam je dla stuprocentowej pewności. Jeśli nie możesz spożywać glutenu, jajek, mleka krowiego, to masz trochę utrudnione życie. Przynajmniej tak mi się na początku wydawało, bo ostatecznie znalazłam sporo dobrych stron. Zaczęłam odkrywać nowe smaki, nowe połączenia, co zaowocowało większą ilością energii, ale też poprawą cery. Zdrowe odżywanie to temat bliski memu sercu, stąd też wybór kierunku studiów podyplomowych: coaching zdrowia i zdrowego stylu życia, oraz zainteresowanie ajurwedą. Rozpoznanie i mądre wyeliminowanie produktów, z których trawieniem nasz organizm sobie nie radzi, procentuje poprawą samopoczucia.

PAULINA PUCHALSKA

Co polecasz na śniadanie osobom z takimi dolegliwościami jak twoje?

Często sięgam po różne kasze: jaglaną, gryczaną. Po komosę ryżową na zmianę z ryżem jaśminowym i basmati. Przygotowuję je na słodko, z cynamonem cejlońskim, kardamonem, owocami, daktylami, aronią, żurawiną, lub na ostro – z cebulą, czosnkiem, cukinią, dynią i przyprawami rozgrzewającymi i wzmacniającymi odporność, jak kurkuma, imbir, kumin, chili.

Czy miewasz dni, że wszystko źle, cokolwiek byś przy sobie zrobiła?

Oczywiście, jak chyba każda kobieta w określonej fazie Księżyca. I zupa za słona, i włos się nie układa. Ale zamiast się obrażać, można to zaakceptować, a nawet sobie z tego pożartować. Za sprawą nauczyciela seminarium, w którym kiedyś brałam udział, uświadomiłam sobie, że to część życia. Wszystko przemija, nawet gorsze momenty. Żyjemy jednak w takim pędzie, że mało w nas akceptacji dla zmian, zmęczenia, gorszej formy.

Jakie kobiety przyciągają twoją uwagę?

Z sentymentem wspominam Hiszpanki. Lubiłam korzystać z komunikacji miejskiej w Barcelonie, bo było to wymarzone pole obserwacji starszych pań – to głównie one jeździły autobusami. Zawsze pięknie ubrane, uczesane, z dużą dozą nonszalancji, z pieskami, z przyjaciółkami albo z partnerami. I te zmarszczki, i ten siwy włos, niezwykła biżuteria, kolory.

PAULINA PUCHALSKA

Polki są piękne, ale nie wiem, dlaczego wiele z nich tak źle wykorzystuje zabiegi medycyny estetycznej. Hiszpanki, Francuzki potrafią to nieuniknione starzenie się przekuć w zaletę – długie, siwe włosy, pogodzenie ze sobą, ze zmianami, które widać. Powtarzam: nasze kobiety są równie cudowne i piękne. Widać w nich jednak brak poczucia własnej wartości. Innego wytłumaczenia na niepotrzebne majstrowanie przy twarzach nie znajduję.

Co jeszcze szpeci?

Trudność w przyjmowaniu komplementów – rzadko która odpowiada na nie: „Dziękuję”, a jeszcze rzadziej: „Wiem, dziękuję, doceniam, że to zauważyłaś/eś”. Jesteśmy pozamykane z każdej strony. Wiele z nas z tego powodu robi sobie krzywdę.

Czy nienaturalnie napuchnięte usta są ładne? Czy czoło świecące od wyprasowania jadem kiełbasianym potrafi jeszcze w sposób naturalny się czymkolwiek zachwycić? Gdy widzę taką poprawioną kobietę na ulicy, to mam ochotę ją przytulić. Bo dla mnie jest to oznaka braku miłości do samej siebie i braku akceptacji. Dlaczego się nie akceptujesz, dlaczego się nie kochasz?

Jaki ty masz stosunek do starości?

Uważam kobiety dojrzałe za najpiękniejsze na świecie. Uwielbiam się nimi otaczać i mam to ogromne szczęście, że mi ich nie brakuje. Poznałyście przed chwilą moją ciocię. Ma prawie 70 lat, a kiedy jakiś czas temu chciałam przekazać jej zaproszenie do salonu z różnymi zabiegami, odpowiedziała, że jeśli miałoby to być coś inwazyjnego, to nie skorzysta, bo chce się starzeć z godnością.

Z zapartym tchem obserwuję Ewę Ewart – reporterkę TVN 24. Każde spotkanie z Ewą unosi mnie energetycznie, ten błysk w jej oczach i ciekawość świata jest niezwykła.

Uwielbiam panią dr n. med. Danutę Myłek, alergolożkę i dermatolożkę, z którą na tematy dotyczące żywienia możemy rozmawiać godzinami. Pani Danuta ma 73 lata, do czego otwarcie się przyznaje. Cały czas jest aktywna zawodowo. Ostatnio rozmawiałyśmy o tym, jak genialnie sprawdza się olej kokosowy nierafinowany jako balsam do ciała.

To są kobiety, które mnie inspirują, pogodzone ze sobą, spokojne, bo spokój daje siłę. A przy tym aktywne. Są dla mnie wyznacznikiem tego, jaką energią chciałabym emanować za kilkanaście lat, jak wyglądać.

Na koniec zdradź nam, kiedy czujesz się najbardziej atrakcyjna?

Z pewnością nie upatruję tej atrakcyjności w makijażu. Oczywiście, kiedy pojawia się specjalna okazja i jestem pomalowana przez makijażystkę, z którą pracuję od lat, uczesana przez fryzjera i w pięknej sukience od zdolnych projektantów, to czuję się atrakcyjnie, ale też zdaję sobie sprawę, że to potrwa chwilkę, a prawdziwe życie toczy się na innych torach.

Najważniejsze to czuć się atrakcyjną, piękną, gdy uczestniczymy w prozie dnia codziennego, a to zależy już tylko od nas. Po drugiej stronie ekranu jest ta potargana Agnieszka, którą tak bardzo lubi mój syn. Taka, która akurat nie idzie do pracy i wysmaruje się pachnącym olejkiem, nałoży wygodny strój, a potem zawiezie syna do szkoły. Kiedy praktycznie nie mam makijażu oprócz podkładu i mascary. I wtedy, gdy mogę pojechać na bazarek, zrobić zakupy albo pójść do lasu na spacer. To są momenty, które nazywam luksusem XXI wieku. Doceniam świeże powietrze, proste, zdrowe jedzenie, naturalne kosmetyki. Cieszę się, kiedy mogę zrobić coś dobrego dla siebie. Uczę się cały czas zdrowego egoizmu, bo to ważny element w okazywaniu sobie miłości. Każda z nas zasługuje na takie chwile, bądźmy dla siebie dobre, doceniajmy siebie, bo zasługujemy na wszystko, co najlepsze.

 
Kiedy obserwuję to, co dzieje się bliżej i dalej w kraju i na świecie, wierzę, że jeśli nie my, to nasze dzieci dożyją czasów, gdy kobiety będą rządzić światem.