Także wielu z nas, obywateli kraju, w którym są powiaty „wolne od LGBT”, a biskupi nazywają ludzi LGBT tęczową zarazą, dzięki niej, nauczycielce Anecie Sulwińskiej, uwierzyło w siebie.

Uwierzyliśmy, że możemy być lepsi. Dała nam niezwykłą lekcję: tolerancji, otwartości i miłości.

Mogła wybrać milczenie. Mogła powiedzieć swojemu synowi: - Synku, nie mów nic nikomu, będzie nam łatwiej.

A ona, nauczycielka w dwutysięcznych Błaszkach, powiedziała głośno: - Wspieram mojego Mateusza, jestem przy nim. Ma prawo być gejem i normalnie żyć. Jest moją dumą.

Bezkompromisowo trwa przy swoich wartościach i poglądach. W małej miejscowości, nie w wielkim mieście, gdzie mogłaby być anonimowa. Nie boi się napiętnowania, krzywych spojrzeń, utraty stanowiska. Choć pewnie to wszystko ją boli.

Ma odwagę być dobrych człowiekiem.

- Odwaga? Jaka odwaga? Ja po prostu kocham mojego syna. Robię to, co trzeba - mówi.

Pani Aneto, dziękujemy za niezwykłą lekcję nadziei, że można nie dać się zniszczyć, skorumpować, złamać. Dała Pani wsparcie synowi, a wzmocniła miliony ludzi tęskniących za normalnością, życzliwością, szacunkiem.

Nawet Pan sobie nie wyobraża, jak bardzo jesteśmy pani wdzięczni.