Patrycja Krzymińska jest jedną z nominowanych w plebiscycie Superbohaterka Wysokich Obcasów 2019. Swoją nagrodę przyznają także czytelniczki i czytelnicy. By zagłosować, kliknij TUTAJ

Patrycji Krzymińskiej nie trzeba nikomu przedstawiać. 32-letnią krawcową spod Gdańska, o której Jerzy Owsiak powiedział, że „pozszywała ludzkie serca”, zna cała Polska. To dzięki niej do „ostatniej puszki Pawła Adamowicza” udało się w ciągu tygodnia zebrać ponad 16 mln zł. 14 stycznia, w dniu śmierci prezydenta Gdańska, Patrycja zainicjowała na Facebooku zbiórkę pieniędzy pod hasłem „Zapełnijmy ostatnią puszkę Pana Prezydenta dla WOŚP”.

Krzymińska prowadzi pracownię krawiecką w Kolbudach. Ma męża i dwoje dzieci. Wcześniej już pomagała w adopcji psów ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Promyk” w Gdańsku. Z fundacji spod Warszawy ma psa Kajko. Wspólnie z sąsiadami organizowała zbiórki zabawek do domu samotnej matki, ubrań do noclegowni dla bezdomnych czy koców do schroniska dla zwierząt. Zabawki, z których wyrosły dzieci, przekazuje do dziecięcego hospicjum. Z całą rodziną zbiera nakrętki od butelek.

Jej 11-letnia córka Julka pomaganie ma we krwi. W przyszłym roku chce zbierać do puszki z czerwonym serduszkiem WOŚP, a jak dorośnie – pracować dla fundacji Jurka Owsiaka. Jest zachwycona, że mogła go poznać.

Za pieniądze zebrane do „ostatniej puszki” zostanie kupiona m.in. karetka dla wcześniaków, która trafi do Szpitala św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie. Na całe województwo pomorskie jest tylko jedna taka karetka. Ma trzy lata, rocznie wyjeżdża około tysiąca razy. Nowa kosztuje prawie milion złotych. WOŚP nie podjął jeszcze decyzji, na co wyda pozostałe miliony

– W siedzibie fundacji wolontariusze sprawdzają, gdzie jest jakie zapotrzebowanie na sprzęt, ile co kosztuje, na co wystarczy pieniędzy – mówi Patrycja.

Co z tym obiadem?

– To miała być kameralna zbiórka – przyznaje.

Zaczęło się od tysiąca złotych – tyle chciała zebrać do „ostatniej puszki Pawła Adamowicza”, prezydenta zamordowanego na scenie 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Targu Węglowym w centrum Gdańska.

– W niedzielę siedziałam przed telewizorem, widziałam radość pana prezydenta z pobicia własnego rekordu z puszki. Zrobiło mi się bardzo przykro, że nie będzie mógł zagrać z WOŚP w przyszłym roku i w kolejnych latach. Chciałam wrzucić coś do jego puszki, bo wcześniej wrzucaliśmy z rodziną pieniądze do puszek innych wolontariuszy. Miałam potrzebę, żeby dorzucić coś jeszcze do tej jednej konkretnej puszki. I tak to się zaczęło – opowiada Patrycja.

Ta akcja przywróciła jej wiarę w ludzi. Powtarza, że „ludzi o dobrych sercach jest więcej niż tych, którzy mają coś głupiego do powiedzenia”.

Ona z kolei stała się w oczach ludzi specjalistką od zbiórek. Jest administratorem otwartej grupy na Facebooku „Orkiestra Pana Prezydenta”. Grupa liczy 7 tys. członków, skupia ludzi, którzy wrzucili pieniądze do „ostatniej puszki”, ale chcą pomagać dalej. Teraz mają do uzbierania 13 tys. zł na rehabilitację dwuipółletniego Ptysia, chłopca z wrodzoną wadzą mózgu i układu moczowego. Co dwa tygodnie organizowane są kolejne zbiórki ratujące zdrowie i życie ludzkie.

Wspólnie z Fundacją Gdańską Patrycja Krzymińska zebrała na Facebooku pieniądze na wsparcie ECS. Chciała zebrać 3 mln zł – tyle resort kultury zabrał ECS-owi. W ciągu jednego dnia na liczniku pojawiło się prawie 1,5 mln zł.

– To nie był mój pomysł. Pisały do mnie setki ludzi, którzy wpłacali pieniądze do „ostatniej puszki” – przyznaje Patrycja. – Prosili mnie, żeby zebrać pieniądze na, jak większość z nich pisała, ukochane dziecko pana prezydenta, czyli Europejskie Centrum Solidarności. W ostatnim czasie dostawałam bardzo dużo wiadomości, żeby nie zostawiać tematu ECS-u i coś z tym zrobić.

Zrobiła. Podniosła słuchawkę i zadzwoniła do pełniącej obowiązki prezydenta Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Razem dopracowały szczegóły zbiórki #WspieramECS. 3 mln zł uzbierało się w 36 godzin.

Teraz Krzymińska nie nadąża odpisywać na wiadomości z gratulacjami i podziękowaniami, mimo że dziennie poświęca na to co najmniej trzy godziny. W pozostałym czasie stara się szyć, bo ostatnio zrobiło jej się dużo zaległości w pracy. Nie ma też czasu na robienie zakupów, choć w domu to ona odpowiada za zaopatrzenie. Mąż Piotr, przedstawiciel handlowy, w czasie zbiórek wspiera żonę, gotując obiady.

„No dobra, telewizja telewizją, ale co z tym obiadem?” – zapytał, gdy tuż po zakończeniu zbiórki do „ostatniej puszki” chodziła od programu do programu, żeby dziękować darczyńcom. Na co dzień Patrycja i Piotr wspólnie ustalają, co gotują na obiad.

Pomnik wspólnego dzieła Polaków

ECS – instytucja powstała dzięki staraniom Pawła Adamowicza – decyzją wicepremiera oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego miała w 2019 roku działać z budżetem mniejszym o 3 mln zł (o 44 proc.).

Basil Kerski, dyrektor ECS, jeszcze przed uruchomieniem zbiórki mówił: – Nie mam pieniędzy na program upamiętniający europejską rewolucję, której głównym aktorem była Polska. To jest prawdziwy skandal.

Wicepremier Gliński postawił warunek: przywróci dotację, jeśli będzie miał większy wpływ na działalność ECS. Chciał mieć możliwość wyboru wicedyrektora instytucji oraz większość swoich przedstawicieli w radzie ECS lub kolegium historyczno-programowym. W Europejskim Centrum Solidarności miałby również powstać dział im. Anny Walentynowicz, w którym miałoby pracować dziesięć osób.

Członkowie rady – głównie działacze opozycji PRL – uznali, że jest to nie do przyjęcia. Na nadzwyczajnym, zwołanym w sobotę 2 lutego posiedzeniu rady ośmioma głosami (na obecnych dziewięciu członków rady ośmiu głosowało za, jeden wstrzymał się od głosu) odrzucili propozycje wicepremiera Glińskiego. Za odrzuceniem głosował również przedstawiciel NSZZ „Solidarność”. Z kolei przedstawiciel szefa resortu kultury wstrzymał się od głosu.

Fragmenty uchwały rady odczytał Bogdan Lis, po śmierci Pawła Adamowicza przewodniczący rady ECS:

„Wiązanie wysokości dotacji z żądaniem podziału instytucji i wyodrębnienia specjalnej części, podlegającej ministrowi, prowadzić musi do rozbicia jedynej instytucji będącej pomnikiem wspólnego dzieła Polaków”.

Władysław Frasyniuk z kolei przypomniał słowa Che Guevary: „Lepiej umrzeć, stojąc, niż żyć na kolanach”.

Decyzję rady brawami przyjęli stojący na balkonach i w holu ECS ludzie, którzy tego dnia tłumnie przyszli obejrzeć wystawę stałą. Patrycja ani przez chwilę nie wątpiła, że rada ECS odrzuci propozycje rządu.

ECS uruchomił subkonto, na które można dokonywać wpłat darowizn na rzecz realizacji programu obchodów 30. rocznicy wyborów 1989 roku. Pieniądze można wpłacać na konto: Bank Polska Kasa Opieki SA – nr rachunku 75 1240 1268 1111 0010 8791 2761. W tytule: „rocznica 1989”.

Do subkonta ECS odsyłają dwa wydarzenia na Facebooku – „4 czerwca jestem w ECS” oraz „Wesprę ECS, jeśli minister poskąpi”.

Do tej pory ze zbiórki #WspieramECS oraz z wpłat od darczyńców na subkonto instytucji wpłynęła niemała suma – ponad 6 mln zł. Pracownicy ECS odebrali telefon od starszej kobiety, łączniczki AK w powstaniu warszawskim, która powiedziała, że przekazała na Europejskie Centrum Solidarności połowę swojej emerytury.

Wiadomo, że pieniądze ze zbiórek zostaną przeznaczone na obchody 30. rocznicy demokracji w Polsce.

Miałam dziurę w sercu i mi ją zaszyli

Zanim dobre serce Patrycji poznała cała Polska, znali je ludzie z jej najbliższego otoczenia – rodzina, znajomi, sąsiedzi z Borkowa, gdzie mieszka „specjalistka od zbiórek”.

Kiedy dzwonię do niej, żeby umówić się na rozmowę, słyszę w tle papugę. To Gustaw zwany pieszczotliwie Gutkiem. Mieszka w pracowni Patrycji, od kiedy odkupiła go od nieznajomego człowieka – dał w internecie ogłoszenie, że zmienia pracę i nie ma co zrobić z ptakiem. Gustaw bardzo lubi słuchać muzyki, przypadły mu do gustu zwłaszcza piosenki Pawła Domagały, najbardziej ze wszystkich lubi „Wystarczę ja”. Kiedy kończy się playlista, Gustaw głośnym piskiem domaga się muzyki.

– Zamiast „dzień dobry” Gustaw niedługo zacznie mówić „wystarczę ja” – żartuje Patrycja. – Od męża usłyszałam, że nie chce widzieć tego ptaka na oczy. Zawsze kiedy jest mowa o tym, żeby pomóc jakiemuś zwierzakowi, mówi mi, że skończę jak Violetta Villas (śmiech). Tak „nie chciał widzieć Gutka na oczy”, że skręcił mu klatkę i zabezpieczył szybkami z pleksi, żeby dzieci nie wkładały palców. Pewnie się do tego nie przyzna, ale pokochał Gutka. Wie, jaka jestem, że mam sto pomysłów na minutę, ale niech nie mówi, że tylko ja coś ciągle wymyślam, sam działa podobnie – od pomysłu do realizacji jest u niego krótka droga. Już mi chodzi po głowie nowy pomysł, ale na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że nie będzie to zbiórka pieniędzy. Nie chodzi o to, żeby pomagać nie wiadomo jak wielkim kosztem. Więcej można zdziałać, jak dużo ludzi robi małe rzeczy – dodaje.

Patrycja od dziecka lubiła pomagać. Nie przez przypadek z wykształcenia jest ratownikiem i opiekunem medycznym. Nigdy jednak nie pracowała w zawodzie. Zanim w zeszłym roku przeszła na samozatrudnienie, przez siedem lat pracowała w hurtowni książek. W zawodzie ratownika i opiekuna medycznego nie pracowała, bo już na praktykach w szkole policealnej w Oświęcimiu zorientowała się, że nie da rady, że to nie na jej nerwy. Nad każdym pacjentem płakała, każdemu chciała pomóc. Do dziś pamięta starszą kobietę, która czekała w szpitalu, aż zwolni się miejsce w hospicjum – rodzina nie chciała się nią zaopiekować.

Pracownię krawiecką Patrycja prowadzi od listopada. Szyje czapki, torby, kocyki, plecaki z króliczymi uszami, a ostatnio nerki z motywem stoczniowych żurawi, ale też kopalni, bo urodziła się na Śląsku. Jej rodzice przeprowadzili się do Gdańska, kiedy była w szkole podstawowej.

Przyszła na świat z wadą serca – ubytkiem między przedsionkami i przerostem prawej komory. Wadę odziedziczył po niej syn Jaś, który jeszcze w tym roku będzie miał operację w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie, tam gdzie trafi karetka dla wcześniaków kupiona za pieniądze z „ostatniej puszki Pawła Adamowicza”. Dzieci Patrycji miały robione w tym szpitalu przesiewowe badanie słuchu na sprzęcie z czerwonym serduszkiem.

Patrycja przeszła operację serca dopiero jako dorosła osoba, trzy lata temu.

– Miałam dziurę w sercu i mi ją zaszyli – śmieje się. I dodaje: – Ale nic się nie zmieniło. Jak miałam zwariowane pomysły, tak mam. Cały czas jestem tak samo otwarta na ludzi, co nie zawsze jest dobre. Nieraz się na tym przejechałam.

Przez cały czas rozmawiamy w pracowni Patrycji, w niepozornym pawilonie stojącym w bok od głównej drogi. Klienci wchodzą i wychodzą. Jedna z klientek, starsza pani, i zaczyna narzekać, że córki i zięcia całymi dniami nie ma w domu, że ona musi wychodzić z psem, że korzonki ją połamały. – Życie jest paskudne – stwierdza na koniec.

– A gdzie tam, wcale nie jest paskudne, tylko czasem coś się przyplącze – przekonuje ją Patrycja Krzymińska z uśmiechem od ucha do ucha.

Swoją córkę też tego uczy: nie ma w życiu sytuacji tak beznadziejnych, żeby nie znalazło się z nich wyjście, ani takich tragedii, których nie można by przekuć w coś dobrego.

Europejska Nagroda Obywatelska dla Patrycji?

Janusz Sibora, historyk, ekspert protokołu dyplomatycznego, proponuje, by przyznać Patrycji Krzymińskiej Europejską Nagrodę Obywatelską. Jest to medal honorowy przyznawany od 11 lat przez Parlament Europejski. Kandydatów do nagrody zgłaszają europosłowie. Każdy może zgłosić jedną osobę. Nagroda jest wyróżnieniem za m.in. codzienną działalność odzwierciedlającą wartości zawarte w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

„Doceniając postawy godne naśladowania i bezinteresowną troskę o innych, bardzo proszę eurodeputowanych o zgłoszenie tej nominacji” – napisał na Twitterze.

– Pani Patrycja jest bardzo autentyczną osobą – powiedział Janusz Sibora. – Obie te zbiórki pokazują, jak się buduje społeczeństwo obywatelskie, że nie jest to pusty frazes. Na przykładzie pani Patrycji widać, że możemy wziąć władzę we własne ręce. Jedna i druga akcja pokazały, że państwo to my. Powinny one dać do myślenia politykom, że ich rola jest gdzie indziej, że powinni służyć społeczeństwu. Jako obywatele pokazaliśmy władzy, że możemy się bez niej obejść. Na przykładzie ECS widać, że instytucja potrafi działać bez dotacji ministra kultury. Politycy w jakimś sensie zostali postawieni do kąta. To jest dla mnie przełom, rewolucja w myśleniu. Pokazaliśmy, że władzę mamy my, obywatele. Omnipotencja państwa przestała istnieć.

Europejską Nagrodę Obywatelską otrzymali m.in. Jacek Łuczak, współzałożyciel hospicjum Palium, największego ośrodka opieki paliatywnej w Poznaniu, Aleksandra Banasiak, pielęgniarka, uczestniczka – jako siostra Awana – wydarzeń poznańskiego Czerwca 1956 roku, bonifratrzy, Polska Akcja Humanitarna, a także Komitet Obrony Demokracji.

W ubiegłym roku Europejską Nagrodę Obywatelską odebrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Kandydaturę WOŚP zgłosił m.in. europoseł Janusz Lewandowski. W tym roku nagroda nie zostanie przyznana ze względu na wybory do Parlamentu Europejskiego. Lewandowski obiecuje zgłosić ją za rok