Pani Basiu, pani przestanie…

Lepsze to niż „wynoś się” albo „morderczyni”.

Tak czy owak, upokarzające?

Nie. Powiedziałam posłom, że ich opinie o mnie nie są istotne dla mnie – to, co wykrzykują, mnie nie rani. Ale obrażając mnie prezentującą projekt obywatelski, obrażają suwerena, na którego tak ochoczo się powołują i którego byłam reprezentantką.

Wrzaski pod pani adresem w trakcie prezentowania projektu „Ratujmy kobiety” to brak kultury politycznej czy ilustracja pogardy dla kobiet?

Nie wiem, czy krzyczący marszałek Terlecki pogardza tylko kobietami, raczej wydaje mi się, że podobnie jak większość jego formacji pogardza obywatelami i obywatelkami. Nie tylko tymi, którzy przyglądali się pustej sali sejmowej w trakcie mojego wystąpienia, i nie tymi, którzy podpisali się pod projektem. Terlecki i posłowie oraz rządzący z PiS stali się butną, arogancką i chamską elitą, która narzuca swoje poglądy wszystkim Polakom.

Elitą?

Władza czyni ich elitą. Ale elitą pojmowaną na sposób folwarczny. Oni są „pany” Polski. Bizancjum odgradzającym się od ludu metalowymi barierkami, policją i strażą marszałkowską. Wykrzykują „wynoś się” pod adresem osoby, która prezentuje projekt obywatelski. Moja obecność w Sejmie była okazjonalna, ale współczuję koleżankom z opozycji, które są wyśmiewane w trakcie wystąpień, którym nadają drwiące przezwiska – słynna „myszka agresorka” o Kamili Gasiuk-Pihowicz – czy których życie prywatne, jak Joanny Schmidt, wulgarnie komentują. Moim zdaniem doświadczają one typowych zachowań mobbingowych, tym straszniejszych, że mają miejsce za przyzwoleniem marszałka Sejmu. Ale nie chcę wrzucać do jednego worka wszystkich polityków PiS. Posłanka Sobecka, która jako jedna z nielicznych słuchała mojego wystąpienia, nie krzyczała.

Barbara Nowacka przedstawia w Sejmie obywatelski projekt liberalizacji prawa aborcyjnego 'Ratujmy kobiety 2017'. Sejm odrzucił projekt w pierwszym czytaniuBarbara Nowacka przedstawia w Sejmie obywatelski projekt liberalizacji prawa aborcyjnego 'Ratujmy kobiety 2017'. Sejm odrzucił projekt w pierwszym czytaniu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

PRZECZYTAJ TAKŻE: Głosowanie ws. aborcji. PO wykluczyła troje posłów. Protest w Nowoczesnej - posłowie zawieszają członkostwo

Co pani myślała, mówiąc do tej garstki osób?

Zastanawiałam się, gdzie są ci, którzy powinni być naszymi sojusznikami. Ci, którzy fotografowali się na „czarnych protestach”, a potem wrzucali na Facebooka zdjęcia. I byłam załamana, bo uzmysłowiłam sobie, że oni nic z tych protestów nie zrozumieli. A dobiły mnie tłumaczenia posłów opozycji po głosowaniu nad dalszym procedowaniem ustawy. Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej tłumaczyła, że „bardzo wielu posłów, nie mając doświadczeń w polityce, nie zdaje sobie sprawy, że nie głosuje za danym projektem, tylko za skierowaniem go do komisji”. Po dwóch latach „nie zdaje sobie sprawy”! A prof. Alicja Chybicka z PO powiedziała, że nie myślała, że jej głos może cokolwiek znaczyć. Dlaczego więc bierze udział w życiu publicznym? Bo mam wrażenie, że kandydatka PO na prezydentkę Wrocławia tego nie wie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Katarzyna Lubnauer: Wyższe podatki nie mają sensu. Musimy się nauczyć dobrze wydawać to, co już mamy

W ostatecznym rachunku pewnie jej głos znaczyłby rzeczywiście niewiele, bo wasz projekt i tak nie wszedłby w życie.

Czyli życie i wszelkie jego przejawy mają się sprowadzać do samych wygranych? W życiu publicznym nie jest się tylko dla szybkiej wygranej – wtedy po wyborach wszyscy by biegli do partii, która je wygrała. Jest się dla walki o swoje wartości. PiS przez lata był w opozycji, ale nie zmarnował tego czasu, tylko skutecznie przekonał wyborców, że będzie dążył do realizacji swojego programu politycznego. Ja przecież przegrałam wybory w 2015 roku, ale nie znaczy to, że odpuszczam walkę o to, co mnie do polityki przywiodło.

Rolą opozycji, nawet jeśli nie ma wpływu na wynik głosowań, jest bycie siłą przeciwstawiającą się złym propozycjom większości. Przekonywanie, że jest alternatywą, że też się o coś politycznie bije, że stoją za nią wartości i idee.

Czy aby nie jest pani idealistką, rozprawiając o ideach?

Jestem realistką. Ale są sprawy, w które wierzę. I jestem w stanie iść na kompromisy, by zrealizować główne cele. Nie twierdzę, że każdy, kto idzie do polityki, musi być superideowy, ale musi mieć poglądy i determinację.

Dlaczego? Partiom i wyborcom nie wystarczy program gospodarczy?

Program gospodarczy jest ważny, ale przecież by był spójny, musi wynikać z pewnej wizji świata, z wartości, na których się opieramy, ten świat planując. Bo ludzie bardziej niż wokół wzrostu PKB integrują się wokół wartości. I PiS ma pewien wspólny katalog wartości i klarowny wspólny interes. A opozycja nie.

Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że wartości konserwatystów opierają się na nauce Kościoła, czyli są jakby podane im na tacy?

PiS jest dziś partią prawicy, partią odrzucającą demokrację liberalną i zmierzającą do autorytaryzmu. To, gdzie mają naukę Kościoła, obrazuje idealnie ich stosunek do ofiar wojny w Syrii. Co innego relacje z hierarchami.

I naprawdę nie przesadzałabym z tym ich kręgosłupem moralnym – pazerność na władzę, skok na instytucje i pieniądze publiczne, tolerowanie przemocowców w partii to realia. Łączy ich wspólne przekonanie, że demokracja liberalna to samo zło. Patriotyzm pojmują jako wręcz nacjonalizm i pewność, że państwo ma być silne słabością obywateli. Tym bardziej opozycja powinna jednoczyć się wokół takich wartości, jak wolność, sprawiedliwość, przyzwoitość, jawność, patriotyzm oparty na otwartości i dbaniu o swoje otoczenie, przyrodę oraz współobywatelki i współobywateli.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miłość w czasach miesięcznic. Żona senatora Waldemara Bonkowskiego z PiS: Zależy mi, by Jarosław Kaczyński to przeczytał. Nareszcie dowie się prawdy

Jakbym słuchała programu lewicy, która w Polsce się nie liczy. Chociaż sondaże dają już SLD 5 proc.

Lewica to naprawdę dużo więcej niż jedna partia z jej bagażem historycznym. To sposób patrzenia na relacje państwo – obywatel, to sprawiedliwość społeczna, włączanie słabszych i wykluczonych, to poszanowanie dla wyborów jednostki. To w końcu gospodarka, w której centrum stoi człowiek i jego dobrostan, a nie jedynie wzrost gospodarczy. Według badań potencjalny elektorat lewicowy wynosi 20 proc., jest o co powalczyć.

I jak pani zamierza to robić? Projekt „Ratujmy kobiety” znowu wyniósł panią do roli liderki ruchu kobiet.

To nie tak – liderek ruchu jest wiele. Mam zaufanie dziewczyn, zorganizowałam komitet Ratujmy Kobiety i miałam zadanie prezentować naszą ustawę w Sejmie. Jest nas wiele, reprezentujemy różne środowiska i ta różnorodność jest naszą siłą.

28 stycznia zapraszam na spotkanie ludzi, którym zależy na walce o równość, prawa obywatelskie, poszanowanie wolności. Byśmy bez względu na zaszłości i to, skąd przychodzimy, porozmawiali o przyszłości Polski po PiS. Bo już czas.

Nie mówię o zbudowaniu partii, ale ruchu zbierającego ludzi, których łączą wartości, odwaga i są chętni jeszcze powalczyć.

Ruchów obywatelskich prężnie działających mamy na szczęście trochę. A jeśli dojdzie do przedterminowych wyborów, to już z pewnością nie zmobilizują się w krótkim czasie do wystawienia swoich list wyborczych.

Dlaczego niby miałoby dojść do przedwczesnych wyborów?

Jarosław Kaczyński może liczyć na to, że osiągnie większość konstytucyjną.

I może się przeliczyć. Już raz tak zrobił i przegrał na osiem lat. Uczy się na błędach. A i opozycja może się zmobilizować szybciej, niż to się wydaje.

Teraz to nie wiem, czy znowu przemawia przez panią idealizm, czy może polityczna naiwność.

Ani jedno, ani drugie. Obserwuję PiS i widzę, jak im odbija. Buta, brak pokory. Tego w Polsce nikt nie lubi. Z drugiej strony wszyscy w opozycji do PiS wiedzą, że podstawowym zadaniem jest skuteczna mobilizacja wyborców, by nie dać prawicy wygrać kolejnych wyborów. I że sojusze taktyczne, dogadanie się, będą konieczne. Co wcale nie musi oznaczać wielkich koalicji, ale konkretną, wiarygodną ofertę. Lub dwie – dla konserwatystów i dla lewicowców – by można było głosować nie tylko bez wstydu, że się wybiera mniejsze zło, ale i z nadzieją na nową jakość.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zbigniew Mikołejko: Nie potrzebujemy męczennika. Ale kogoś, kto zburzy cierpiętnicze pozerstwo Kaczyńskiego. Kogoś młodego, żarliwego i z wizją

Z lektury forów internetowych: swoim projektem Nowacka zaorała opozycję. Może zatem jednak pora zbudować nowoczesny ruch lewicowy z udziałem sfrustrowanych postawą swoich partyjnych kolegów posłów Nowoczesnej i PO.

Żeby była jasność, nie mam z powodu zaorania żadnej satysfakcji. Ale też ja nikogo nie zaorałam. Opozycja sama sobie zrobiła krzywdę, idąc do głosowania nad projektem obywatelskim nieprzygotowana. Dali się rozegrać Kaczyńskiemu jak dzieci – bo to na nich spadł gniew za odrzucenie projektu i za nieudolność. Choć przecież w większości i w PO, i w Nowoczesnej głosowano za jego procedowaniem. Ale głosowanie pokazało słabość ludzi, których mają u siebie, którzy kluczyli, wychodząc z sali albo wyjmując karty do głosowania. Widać po to, by przypodobać się klerowi, może liczyli na to, że tak się wygrywa wybory.

A tak się nie wygrywa?

Nie. Tak się przegrywa wiarygodność i zaufanie społeczne. Zdolność do kompromisów w polityce jest cenna, ale taki płytki koniunkturalizm jest niewybaczalny.

Co więcej, poparcie kleru nie daje tak wiele przy pustoszejących kościołach, a i wierzący mają dość postępującej klerykalizacji kraju i politykierstwa hierarchów. Oddzielają wiarę od tego, jak ma funkcjonować państwo.

A wiara, że wyborca, mogąc dziś wybierać między ultrakonserwatywnym PiS z całą jego siłą a ultrakonserwatywnym politykiem z opozycyjnej PO, wybierze jednak tę drugą opcję, jednak śmieszy.

W tym elektoracie PO ani N nie mają czego szukać. Więc po co te miganki przy głosowaniu? I to w dodatku nie nad projektem, ale dalszymi pracami.

Płacimy posłom za to, by głosowali, a tymczasem wyjmują karty. Nie dziwi mnie przekonanie ludzi, że polityka to bagno i nikt porządny do niej nie idzie.

Wracam zatem do pytania o pani przywództwo w ruchu, który chce pani zainicjować 28 stycznia. Z kim chce go pani współtworzyć?

Po kompromitującym sejmowym głosowaniu nad projektem „Ratujmy kobiety” coś w społeczeństwie pękło. Ludzie zrozumieli, że nie ma co liczyć na opozycję, tylko trzeba samemu działać. Skontaktowało się ze mną mnóstwo osób – podkreślam: osób, a nie partii – które chciałyby się spotkać, by postanowić, co robimy dalej. Chcą działać, angażować się, a nie zapisywać do partii i walczyć o wpływy wewnętrzne. Są w tym gronie również czynni politycy, ale na razie zatrzymam nazwiska dla siebie. Są przedstawicielki organizacji, które zbierały podpisy pod projektem łagodzącym ustawę aborcyjną. Będziemy rozmawiać.

Wciąż nie rozumiem, dlaczego ma to być ruch, a nie partia.

Lewica cierpi na nadmiar partii. Kiedy przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi utworzyliśmy Zjednoczoną Lewicę, miałam na naszych spotkaniach wrażenie, że więcej jest na sali szyldów niż osób. Próba ponownego wielkiego połączenia lewicy wzbudzi tylko konflikty.

O przywództwo?

I o tożsamość. Każda partia czuje, że musi zaprezentować bardzo szczegółowy program, do którego się przywiązuje, i jeśli jedna proponuje progresywne podatki, a druga progresywne podatki, ale z innymi progami, to już otwiera się pole do konfliktu. Wolę robić coś wspólnie, niż tracić energię na pokonywanie na dziś mniej istotnych różnic. Wystarczy mi przyglądanie się na Twitterze kłótniom między SLD a Razem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak partia Razem fedruje na dole

Nie wygra się z PiS, rozmawiając, nie prezentując programu i nie zakładając partii.

Zapraszam do działania ludzi, a nie partie, bo nie ma czasu na afery o przeszłość, dyskusje, kto ważniejszy, i w konsekwencji kłótnie nad tym czy innym sformułowaniem.

Nie będę się też szarpać choćby z władzami SLD, które wciąż próbują działać w starym partyjnym stylu, odwołując się do sentymentów po PRL. Do tej przeszłości powrotu na szczęście nie ma.

Aby wygrać z PiS, potrzebna jest kontrpropozycja dla Polski. Według sondażu OKO.press, który jest trochę political fiction, gdyby dziś odbyły się wybory, lewicowa alternatywa mogłaby zdobyć 11 proc. To sporo jak na początek. Trzeba podejść do tych szacunków rozsądnie i niekoniecznie od razu dziś napinać się na wybory samorządowe, choć nie odrzucam też i tego planu. Możemy rozważać, czy nie zostawić walczącym o tożsamość i skonfliktowanym partiom wyborów do sejmików – nie chcą się porozumieć, niech się sprawdzą. Warto skoncentrować się na miastach i mniejszych miejscowościach. To nasze reduty wolności. Pogadamy o tym, jak uzbroić się na 2018 rok – z ruchami obywatelskimi, miejskimi, kobiecymi, z progresywnymi organizacjami i tymi partiami, które zechcą podziałać.

Bez programu?

Program będzie! Mają go ruchy miejskie, ma Inicjatywa. Partie też. Ale fundamentem na początek będzie deklaracja wokół wspólnych wartości.

Stowarzyszenie Inicjatywa Polska, któremu szefuję, przygotowało manifest dla nowoczesnych formacji postępowych. To społeczna gospodarka rynkowa, w której podstawową wartością jest praca za godną płacę i w godnych warunkach, w której każdy zawód darzony jest szacunkiem i każdy czuje się potrzebny. To solidarna, odpowiedzialna, postępowa polityka społeczna, która aktywnie przeciwdziała wykluczeniom i wyrównuje szanse oraz buduje wśród obywatelek i obywateli pewność, że w żadnej trudnej sytuacji życiowej nie zostaną sami. Szacunek dla praw i potrzeb kobiet i mężczyzn na miarę wyzwań XXI wieku. Powszechny, sprawny system opieki zdrowotnej oparty na medycynie bliskiej ludzi, na zdobyczach nauki, a nie światopoglądzie lekarzy. Edukacja równych szans i możliwości, kultura i sztuka w centrum uwagi jako klucz do naszej samoświadomości, tożsamości i pamięci. Zrównoważony rozwój gwarantujący wzmocnienie ochrony przyrody i praw zwierząt. Aktywne poszukiwanie odpowiedzi na wyczerpywanie się zasobów naturalnych. Silne, świeckie i dobrze zarządzane instytucje państwowe i samorządowe, zbudowane na wzajemnym zaufaniu i umożliwiające jak najszerszą partycypację obywatelek i obywateli. Pogłębiona integracja w ramach Unii Europejskiej.

Założenia to nie program.

Nie, to wstęp do jego stworzenia.

Pani jest gotowa być twarzą tego ruchu?

Twarzą? Nie znoszę takiego mówienia. Twarz to fasada. A ja jestem od działania, planowania.

I dlaczego pani się upiera, by namaścić jakiegoś jednego lidera. Przypomnę, że początkowo w PO rządził triumwirat – Olechowski, Płażyński, Tusk – i nikt nie sądził, że ten ostatni zrobi taką karierę polityczną.

Barbara NowackaBarbara Nowacka Fot. Rafał Masłow

Czyli Nowacka, Biedroń i...?

Byłoby nieźle, prawda? Ale nie wiem, co postanowi Robert. Prawdopodobnie istotniejsze będzie dla niego, co się zadzieje w Słupsku i tamtejsze wybory. Ale liczę, że szybko wróci do polityki krajowej. Jest mnóstwo już znanych i zaprawionych w polityce młodych ludzi, z którymi chciałabym działać: drużyna z Inicjatywy, Gośka Tracz z Zielonych, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Razem, Hanna Gil-Piątek czy Jan Mencwel z ruchów miejskich, nie mówiąc o Dziewuchach Dziewuchom czy innych organizacjach kobiecych. Są progresywni ludzie skupieni wokół KOD.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Robert Biedroń: Musimy ze sobą rozmawiać, bo w przeciwnym razie niebawem się powyrzynamy

Dziemianowicz-Bąk jest z Razem. Kalkuluje pani z nimi koalicję?

Agnieszka jest otwarta na współpracę. To cenne. Dziś jednak nie czas na koalicje, ale na strategiczne sojusze. I tak na przykład zbiórki podpisów pod projektem „Ratujmy kobiety” szły dobrze, mimo że razemici czasami woleli wyłącznie pod swoimi flagami niż wspólnie. Stawiają na tożsamość, ale jeśli zostaną partią tożsamościową, dostaną 3 proc. i zero mandatów w parlamencie. Jeśli pomyślą o sondażu OKO.press, mogą kilka mandatów dostać. To jest pytanie o długofalową strategię Partii Razem.

W wyborach lokalnych małe komitety wyborcze mają szanse. W parlamentarnych już niekoniecznie.

Kukiz nie ma partii, a jest w parlamencie. W wyborach startują partie, bo wtedy mają szanse na subwencje od państwa. Ale mogą też ruchy.

Jeśli PiS zmieni ordynację wyborczą, może się okazać, że w wyborach mogą startować tylko partie, a wtedy wasz ruch nic nie zdziała.

W razie czego zawsze jest plan B. Można iść do wyborów pod logo niekonfliktującej partii – ich naprawdę jest wiele.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Przepis na chaos, czyli jak PiS zmienił ordynację wyborczą

Partii Kobiet?

Niezły pomysł! Dziś nazywa się ona Inicjatywą Feministyczną. Może jej działaczki dałyby się namówić. Łatwiej zresztą zmienić nazwę, niż zarejestrować nową partię. Ale teraz nie myślę o zakładaniu jakiejkolwiek partii. Myślę o łączeniu i budowaniu, o Polsce po PiS.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ulica Durna pyta ulicę Mądrą. Jaka Polska po Kaczyńskim [DANIELEWSKI]

Dwa lata temu przepadł pierwszy projekt „Ratujmy kobiety”. Czego od tego czasu dowiedziała się pani o sobie, o obywatelskiej i demokratycznej Polsce, no i o kobietach?

Przekonałam się, że obywatelka wkurzona to siła. Że przebudzenie polityczne następuje w sytuacji krytycznej – a tak wtedy było – i jest jak lawina. Owoce października 2016 i „czarnych protestów” długo przyjdzie nam zbierać – w kobietach pojawiła się tłumiona dotąd siła, poczucie wspólnoty i wspólny gniew na otaczający świat. Emancypacyjny zryw. No i młode dziewczyny, które dotąd miały politykę w nosie, zobaczyły, na ile ta polityka kształtuje ich życie. One nie zapomną PiS tamtego zamachu na bezpieczeństwo. Tego, co teraz robi, również.

Kobiety na pewno czują się silniejsze i nabierają pewności, że mogą więcej. Poczuły to nawet kobiety prawicy – dość przypomnieć obnażające przemoc domową żony radnego Piaseckiego z PiS czy posła Zbonikowskiego. Ubiegłoroczne protesty lipcowe w obronie wolnych sądów czy „czarne protesty” pokazują, że młode dziewczyny nie chcą się godzić na seksistowski język i prostackie zaczepki. I to nie tylko w dużych miastach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Karolina Piasecka. Bił mnie tylko w nocy

Ogólnopolski Strajk Kobiet zebrał pod projektem „Ratujmy kobiety” 20 tys. podpisów właśnie w małych ośrodkach.

I jest to dowód przebudzenia kobiet, które chcą mieć prawo do decydowania o sobie. Coraz więcej osób zmienia poglądy w kwestii aborcji. W 2016 roku za liberalizacją ustawy aborcyjnej było około 20 proc., dziś jest 42 proc. Najwyższy odsetek osób popierających złagodzenie ustawy aborcyjnej stanowią ludzie z małych miast, z wykształceniem średnim i zawodowym. Dzięki akcji informacyjnej prowadzonej przy okazji zbierania podpisów Polki i Polacy zobaczyli, że obowiązujące prawo jest nieskuteczne. Że kwitnie podziemie aborcyjne i turystyka aborcyjna. Kobiety, które już dziś dowiadują się, że ich dzieci są obarczone genami letalnymi, czyli umrą po porodzie, przeprowadzają aborcje za granicą. Bo liczą się z tym, że lekarze będą tak długo zlecać kolejne badania i przedłużać procedury, by ostatecznie do aborcji nie dopuścić.

Przy okazji swojego sejmowego przemówienia zdemaskowała pani najczęściej powtarzane przy okazji aborcji kłamstwo konserwatystów.

Środowiska pro-life kolportują informacje, jakoby „zdecydowaną większość” przypadków legalnych terminacji ciąży z powodu uszkodzenia płodu stanowiła wykryta w badaniach prenatalnych trisomia 21 pary chromosomów, czyli tzw. zespół Downa. Dane przekazane Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przez resort zdrowia pokazują, że spośród 1042 aborcji w 2016 roku z powodu wad wykrytych u płodów zespół Downa stanowił tylko około 21 proc. Większość zabiegów nastąpiła zarówno wskutek stwierdzenia wad somatycznych jednego lub wielu organów, jak i wad układu krążenia, mięśniowo-szkieletowego i moczowego, bezmózgowia czy rozszczepu kręgosłupa.

PRZECZYTAJ TAKŻE" Rodzice dzieci z wadami letalnymi mówią o godzinach, dniach, latach czekania

Prof. Chybicka, która jest lekarką i mimo blamażu kandydatką PO na prezydentkę Wrocławia, twierdziła, że projekt złożony przez komitet Ratujmy Kobiety pozwoli traktować aborcję jak środek antykoncepcyjny.

Co tylko dowodzi, że nie przeczytała projektu. Aborcja jest ostatecznym krokiem przy rozmowie o świadomym rodzicielstwie, podstawą są edukacja seksualna i dostęp do antykoncepcji. Posłowie są doprawdy bardzo cyniczni, nie przyjmując do wiadomości, że świat nie jest tak idealny jak z katolickich kolorowanek dla dzieci. Dostępne statystyki pokazują, w latach 2013-15 dzieci poniżej 15. roku życia urodziły łącznie 1213 dzieci. Dziewczynki miały nieukończone 15 lat, co znaczy, że zaszły w ciążę jeszcze wcześniej. A ile dokonuje aborcji w podziemiu, w strachu i w poniżeniu wchodzi w ten sposób w dorosłość?

Nastolatki uprawiają seks, tymczasem ani rodzice, ani szkoły, nie wspominając o Kościele, tego nie widzą. Dlaczego?

Hipokryzja. W Kościele, ale też w szkole często można usłyszeć, że seks służy tylko prokreacji. To próba kontroli nad ich ciałem, nad ich życiem. Udając, że tematu nie ma, nie dostarczając wiedzy, dorośli stają się odpowiedzialni za ich życiowe tragedie.

Albo damy dzieciom i nastolatkom narzędzia i wiedzę, jak budować relacje z drugim człowiekiem, albo będziemy dokładać się do tego, że będą nieszczęśliwe. Bo skoro wiedzę na temat seksu czerpią z pornografii, to jak będzie wyglądało ich życie uczuciowe? Co będą wiedziały na temat miłości, jeśli będą sądzić, że w zbliżeniu erotycznym wyuzdanie i brutalność jest normą? Nastolatki, a potem młodzi ludzie realizujący taki model nie mogą zbudować szczęśliwego, godnościowego związku.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Polska szkoła seksu, czyli jak powiedzieć dziecku, skąd się wzięło, nie mówiąc o seksie

Poseł Zbonikowski, publikując na Facebooku przepis na idealną żonę, chciałby, by była posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką, by wiedziała, gdzie jej miejsce. Ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Zastanawiam się, na ile te idiotyzmy świadczą o stanie umysłu posła, a na ile oddają podejście jego partyjnych kolegów do kwestii praw kobiet.

Prawica traktuje nas jak przedmioty. Damy wam 4 tys. za urodzenie martwych i zniekształconych płodów po to tylko, by – jak zapowiadał Kaczyński – ochrzcić je i dać im imię. Albo przymusimy, byście urodziły i oddały. Gdzie w takim myśleniu jest miejsce na naszą godność? Gdzie szacunek dla naszych konstytucyjnych praw, że wspomnę o artykule 68 dającym nam konstytucyjną ochronę zdrowia, ochronę życia prywatnego i rodzinnego oraz prawo do decydowania o swoim życiu osobistym zapisane w artykule 47 i wolność sumienia i religii wynikającą z poszanowania artykułu 53. Nasze ciało i nasze życie należy do nas samych i nikt nie może decydować za nas ani zmuszać nas do heroizmu lub cierpienia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Msza święta w intencji małżeństwa posła PiS Łukasza Zbonikowskiego

Premier Morawiecki zapowiedział zero tolerancji dla przemocy i równość szans dla kobiet.

Piękne słowa, tylko na czym ma polegać ta równość szans? Pieniądze proponowane kobietom wiążą się z dzietnością, a nie z myśleniem o poprawie naszej sytuacji na rynku pracy.

Kobiety zarabiają mniej, często pracują w zawodach niskopłatnych – choćby w służbie zdrowia, w edukacji. Tu trzeba zadbać o dobre zarobki.

Dać szanse na powrót do pracy z urlopów macierzyńskich przez choćby inwestycje w żłobki. Wprowadzić mechanizmy wsparcia kobiet zajmujących się osobami zależnymi. A na razie ograniczono dotacje dla organizacji zajmujących się walką z przemocą domową wobec kobiet.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Co trzecia z nas jest prekariuszką. "Kobiece" zawody są niżej cenione

Czy myślała pani, że projekt „Ratujmy kobiety” ma szansę być uchwalony?

Liczyłam się z tym, że przepadnie w Sejmie. Ale warto było go złożyć, gdyż w przeciwnym razie projekt pani Kai Godek przeszedłby bez echa i społeczeństwo nie dowiedziałoby się, co szykują nam, kobietom, politycy PiS. A tak i do nich, i do opozycji poszedł sygnał: to dla nas ważna sprawa. I będziemy o swoje prawa walczyć.

Powiedziała pani, że PiS wprowadzi całkowity zakaz aborcji, spłacając w ten sposób dług Rydzykowi. Publicyści twierdzą, że Kaczyński nie odważy się na przepchnięcie przez Sejm projektu Kai Godek, bo nie będzie chciał mieć znów ludzi na ulicach.

Jestem pewna, że zmiana ustawy przejdzie jak nie przez Sejm, to przez Trybunał Konstytucyjny, w którym leży już pytanie od posłów o zgodność tzw. przesłanki embriopatologicznej (czyli trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu). Jeśli zdemolowany przez PiS Trybunał orzeknie jej niekonstytucyjność – a orzeknie, bo jest podległy władzy – ustawa zostanie zaostrzona. Wszak usunięciem Macierewicza i Szyszki rozzłościli swoich fundamentalistów. Wielki, wielki mają dług do spłacenia Rydzykowi.

Ale spłacają go realną kasą. Czy ona nie jest ważniejsza niż idee?

Jak kler może mieć i jedno, i drugie, to weźmie i jedno, i drugie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kościół może tylko tyle, ile mu się da. Rozmowa z Moniką Płatek

Przełykając porażkę komitetu Ratujmy Kobiety, wyjechała pani z kraju.

To nie była porażka komitetu. To początek kolejnego etapu walki z fanatykami i ultrakonserwatystami o prawa kobiet, o kształt państwa prawa. Kilka masek spadło. A ja po wystąpieniu dołączyłam do dzieci na dawno już zaplanowanych feriach. Nie mam wpływu na dynamikę procesu legislacyjnego, nie jestem posłanką. Ale jestem – chyba przede wszystkim – matką. I mając do wyboru chodzenie po mediach i walenie w opozycję za nieudolność czy w PiS za to, że jest PiS, wybrałam czas z Zośką i Kubą. Jedno ma siedem lat, drugie dziesięć. Chcą mieć ferie z mamą.

Tylko czy jako polityczka nie powinna pani kalkulować, czy ta obecność w mediach bardziej się pani nie opłaca?

Przecież komitet to nie tylko ja! I tak, może mogłam zbić większy kapitał polityczny. Ale czy dla dwóch dni szumu medialnego warto? Żałuję, że nie byłam na sobotniej demonstracji pod Sejmem. Ale znowu – ruch kobiecy jest liczny, warto, by dla każdej kobiety znalazło się miejsce na scenie.

Liderek jest naprawdę wiele, warto poznawać i te nowe.

Ja dotrzymuję obietnic – tych danych polskim kobietom – że walczę o nasze prawa i będę walczyć do końca. Ale też i tych danych dzieciom. I nie oszukujmy się – nawet zawodowi politycy nie są na każdej demonstracji. Gorzej jeszcze, jak wiemy z głosowań 10 stycznia, nie są też na głosowaniach czy na sali plenarnej. Ja byłam.

Ma pani konkretny pomysł na nieskładanie parasolek?

Mamy przygotowaną już europejską inicjatywę ustawodawczą i ludzi w Europie, którzy są gotowi stworzyć z nami komitet – zadbamy o to, by antykoncepcja była dostępna w Polsce na tych samych zasadach co w UE, nie według widzimisię ministra zdrowia.

Trzeba blokować procedowanie projektu zmuszającego kobiety do urodzenia w każdych warunkach, nawet gdy dziecko skazane jest na tragiczną śmierć po porodzie ze względu na nieodwracalne uszkodzenia płodu.

Musimy zadbać o dobre, działające na rzecz równości, wolności i sprawiedliwości społecznej i skupione wokół tych wartości reprezentacje w wyborach samorządowych.

I w końcu, mobilizując tych wszystkich, którzy kochają Polskę i wolność, którzy mają odwagę walczyć o państwo sprawiedliwe, jawne, przyjazne i szanujące wybory, a wreszcie o państwo przyzwoite. Którzy mają odwagę zawalczyć z PiS o Polskę. Nie ma powrotu do czasów sprzed trzech lat. Nie ma też zgody ludzi ze strony demokratycznej na taką pełną pogardy, buty i antyeuropejską władzę jak ta PiS. Jest za to wiele i wielu zdeterminowanych obywatelek i obywateli chcących odzyskać państwo prawa i walczyć o godność. I w tej walce wezmę udział.