Zagłosuj na Superbohaterkę 2016 w Plebiscycie czytelników. Uzasadnij swój wybór i wygraj cenne nagrody. Kliknij TUTAJ



Jak się skończyła historia z Pudzianem i Kukizem?

Jeszcze trwa. Pan poseł Paweł Kukiz dostał naganę poselską.

Ależ oberwał!

Strasznie. Tak naprawdę nic mu nie mogą zrobić. I dalej regularnie w mediach społecznościowych traktuje mnie jak bębenek do bicia. A z panem Mariuszem Pudzianowskim spotkamy się w sądzie.

Po co?

Żeby przekonał się, jakie słowo ma siłę.

A jeśli wierzy tylko w siłę mięśni i uważa, że słowa są bez znaczenia?

Dla mnie słowa mają znaczenie.

Ile ma pani lat?

30.

To jest pani z pokolenia, dla którego słowa nie mają prawdziwego znaczenia.

Nie.

Pani rówieśnicy używają nie tylko słów nienawistnych, ale też miłosnych w oderwaniu od ich znaczenia. Skąd więc u pani takie nie na czasie przekonania?

Nauczyli mnie tego rodzice i dziadkowie. Ludziom z mojego pokolenia i tym młodszym wydaje się, że słowa są strasznie wyświechtane, można powiedzieć wszystko, wszędzie i to nie boli. A to nieprawda. One zarówno bolą, jak i wzruszają. Nie można ich traktować jak szmaty do podłogi.

Zawsze się dziwię pani rówieśnikom i młodszym, kiedy jestem w ich towarzystwie i słyszę, jak rozmawiają ze sobą, jakich ostatecznych słów używają i właściwie nie robi to na nich wzajemnie wrażenia. "Nienawidzę", "kocham" i podobne wypływają z nich jak onomatopeje. I zastanawiam się wtedy, jak bardzo bezradni będą, kiedy będą chcieli powiedzieć komuś coś naprawdę ważnego i ostatecznego.

Chyba wtedy zostaje tylko tupnąć nogą na podtrzymanie własnej narracji. A ja uważam, że słowa mają znaczenie i tych bardzo mocnych nie powinno się używać na co dzień, są zarezerwowane dla wyjątkowych sytuacji. A nie po to, żeby komuś powiedzieć, że się z nim nie zgadzamy lub zgadzamy.

Fundacja i pani walczycie z hejtem w sieci. Gdyby to narysować, wyglądałoby tak: stoi pani po szyję w Wiśle na wysokości mostu Poniatowskiego zwrócona twarzą w stronę nurtu i próbuje rękami tę Wisłę zawrócić.

Nic z tych rzeczy. Małymi krokami się robi większe rzeczy. Mowa nienawiści faktycznie jest jak fala, a my staramy się ją pokazywać, edukować ludzi, zwłaszcza dzieciaki, które urodziły się już w online i innego świata nie znają. A ja pamiętam czasy, kiedy nie potrzebowałam telefonu komórkowego Choć jak go dostałam, to skakałam prawie pod sufit, a dopiero po latach w moim smartfonie pojawił się internet.

Więc byłam dzieciakiem z Mosiny, którego uczono np., jak się przechodzi przez ulicę, prozaicznych rzeczy. A dzisiaj dzieciaków nikt nie uczy tego, jak się zachowywać w sieci. My trochę uczymy, takiej sieć-etykiety. Ale i pokazujemy organom ścigania przypadki mowy nienawiści, przypominamy, że muszą na to reagować.

Uczulamy też portale społecznościowe i administratorów treści, że jest taki moment, w którym to oni zaczynają odpowiadać za treść. Bo to, co się wydarzyło w naszym internecie przez ostatni rok

Rok?

Od czasu kryzysu uchodźczego gwałtownie wzrosło natężenie mowy nienawiści w sieci.

Ale to trwa, odkąd upowszechnił się internet. Np. ja przestałem się myć mniej więcej 14 lat temu, od tamtego czasu pod każdą informacją na mój temat pojawiał się komentarz, że jestem "starym, śmierdzącym, niedomytym parchem".

Tak, tylko czym innym jest powiedzenie, że jest pan starym, nieumytym parchem, a czym innym jest, że można pana za to, że jest pan starym, nieumytym parchem, "wsadzić do gazu". Tutaj zostaje przekroczona granica. To słowa, za których wypowiedzenie na ulicy jest się karanym.

Słyszała pani o takich przypadkach?

Tak. A teraz zaczynają się wyroki za to, że ktoś kazał komuś "iść do gazu" w internecie. To są zazwyczaj kary grzywny, ale z mojej perspektywy dobre jest to, że ludzie przestali myśleć, że w sieci są anonimowi. Chociaż nadal dużej części społeczeństwa wydaje się, że jak sobie coś tam chlapną na Facebooku i pójdą po bandzie, to nikt ich nie znajdzie. A tak naprawdę każdy znajdzie, bo są nieroztropni i umieszczają absolutnie prywatne informacje na swój temat w internecie.

I też, jak piszemy w necie, to nam się wydaje, że piszemy w próżnię, klikamy tylko. A po drugiej stronie jest człowiek. Tak myślała większość ludzi, którzy napisali tych pięć milionów komentarzy na mój temat tylko na Facebooku.

Jest pani sławna.

Dziękuję za taką sławę! Wydaje mi się, że ci ludzie nie myśleli, że jestem żywym człowiekiem, że gdzieś żyję, chodzę po ulicy, oddycham i że to boli. Ale też boli moich rodziców, moich najbliższych. Mam rodzinę, która nie jest cyfrowo wykluczona. Odkąd pojawił się Google, dość trudno usunąć rzeczy z sieci na swój temat, które są nieprawdziwe, które szkalują, obrażają i krzywdzą. To nie tylko mowa nienawiści, ale też na przykład szkalowanie niepełnosprawnych dzieciaków w sieci, które nie zgodziły się nigdy na to, żeby zaistnieć na YouTubie.

Jest taka sprawa niepełnosprawnej intelektualnie dziewczynki, do której ktoś dzwoni na Skypie, ponieważ ona używa komputera jako formy kontaktu ze światem i rodzice nie zawsze mają nad tym kontrolę. I jacyś "mili" chłopcy, trudno ustalić wiek po głosie, zaczynają ją wyzywać, ona nie rozumie tych słów, cieszy się z tego, że ktoś do niej dzwoni, z kontaktu z ludźmi.

I te filmiki stają się hitem sieci. Mają miliony wyświetleń. A jej imię i nazwisko hula po sieci w tak bardzo złym świetle. Bardzo ją krzywdząc i krzywdząc też jej rodzinę.

A dla sprawców to po prostu zwykła beka.



Powiedziała pani, że to boli. Co to znaczy?

Opowiedzieć panu, jak to było? Sobota, ładna, pierwszy raz słońce świeciło po długiej zimie, trochę rozkoszowałam się tym, że miałam wolną sobotę, spałam dość długo, do dziewiątej z minutami, kiedy do mnie zadzwonił mój współpracownik z informacją, że mam odpalić komputer, zobaczyć linka, który on mi podeśle, bo 30 minut temu coś walnęło w sieci. No i nieśpiesznie, bo myślałam, że to jest kolejna awantura z serii pan Kaczyński coś powiedział itd., otwieram, a tam widzę swoje zdjęcie, bardzo złe, kradzione, bo jego właścicielem jest telewizja Polsat, z jakimś obrzydliwym antysemickim tłem. I tak na to patrzę, czytam, myślę: OK, pana poniosło. Że na tym się skończy i wystarczy to zgłosić do administratora, zaraz zniknie, zajmiemy się tym po weekendzie. I zaczynam schodzić w dół, a tam widzę pączkujące komentarze i tego już było wtedy milion prawie.

Jakie uczucie?

Na dzień dobry to mnie szlag trafił, nazywając rzecz po imieniu, wkurzyłam się.



Rozpłakała się pani?

Nie, reaguję raczej niewybrednymi słowami, po prostu puściłam wiązankę. W rodzaju: "Ja pierdolę! O co chodzi! Skąd wziął taki pomysł i co on sobie myśli!". Zadzwoniłam do prawnika, który z nami współpracuje, z prośbą: "Obejrzyj to i zastanów się nad tym, co zrobić". Zaczynam to czytać i się zastanawiam, dlaczego nagle ktoś chce mnie nabić na pal albo dlaczego ludzie życzą mi zbiorowego gwałtu, o co chodzi. I potem mi się zrobiło mega przykro, bo uświadomiłam sobie, że za chwilę moja mama przyjedzie i będę musiała jej o tym powiedzieć.

Czemu?

Dlatego że spędzała ze mną weekend i nie da się ukrywać czegoś takiego na 60 metrach kwadratowych. A potem zaczęłam obdzwaniać znajomych, policjantów z pytaniem, co z tym zrobić, żeby możliwie jak najszybciej pozbyć się tego problemu. Oczywiście milion ludzi nagle zaczęło zgłaszać to do administratorów sieci, ale tak naprawdę zaczęło się robić niebezpiecznie.

Poczułam się zastraszona, jak zobaczyłam w jednym z komentarzy swój prywatny adres domowy Kiedy ktoś ci życzy śmierci i tego jest tyle, i nagle widzisz adres domowy, to zaczynasz się bać po prostu, po ludzku, że zaraz jeden z tych miłych panów, który tam krzyczy i odgraża się, że coś by mi zrobił, wpadnie na pomysł, żeby mnie odwiedzić.

Ludzkie, normalne przerażenie, zwłaszcza że miałam kilka incydentów na ulicy, gdy mnie ktoś opluł, ktoś mnie zwyzywał od Żydówy. To zaczyna rodzić lekką paranoję.



I bezsilność. Popłakała się pani z tej bezsilności?

Popłakałam się, kiedy dostałam kilkadziesiąt odmów od Facebooka odrzucenia tych treści, usunięcia, bo one "nie naruszają standardów Facebooka", ponieważ ktoś "nie wykorzystuje prywatnego wizerunku" - a tam moje zdjęcia i nie da się ich nie widzieć, że to nie są groźby śmierci, że to nie jest naruszenie prywatności.

Z tej bezsilności się popłakałam, zwłaszcza że zaczęto tworzyć moje fałszywe profile, całkiem nieźle zrobione, a tam takie treści, że np. żądam kary śmierci dla wszystkich stosujących mowę nienawiści. Zaczęły do mnie wtedy wydzwaniać media z pytaniem, czy coś takiego powiedziałam. Czułam, że muszę opowiedzieć własną wersję zdarzeń i, po drugie, nie pozwolić, żeby taki obraz mnie, Żydówy, którą należy nabić na pal, spalić, wysłać gdzieś po to, żeby dokonano na mnie zbiorowego gwałtu, został w opinii publicznej, w internecie.

A nie uznała pani, że to jest

Moment, w którym należy spieprzyć?

Nie. Że to jest cena za to, co pani robi? A może nawet powód do dumy, że aż taką nienawiść pani budzi u tych, z których mową nienawiści pani walczy?

Nie wydawało mi się, że nigdy nie "dostanę", bo "dostawałam" już wcześniej. Natomiast takiej skali jeszcze nie było, to się stało wiralem. Zleciała się banda "wilków" tylko po to, żeby pooglądać przedstawienie i dorzucić swój własny kamyczek. I byłam zadziwiona reakcją osób publicznych, na przykład dwóch niedoszłych prezydentów tego kraju, że w tak łatwy sposób publikują takie rzeczy dalej z własnym niewybrednym komentarzem.

Może hejterzy oddają ducha narodu? A przynajmniej jego części.

Mam nadzieję, że jak najmniejszej.


Joanna Grabarczyk , koordynatorka HejtStop i członkini Projektu: Polska. Fot. Maciej Zienkiewic



Jak to jest na tle innych krajów? Jesteśmy wyjątkowi?

Nie, mowa nienawiści jest problemem w całym świecie, tylko u nas jest dużo większy problem ze ściganiem sprawców i z tym, jak skonstruowane jest polskie prawo. W innych krajach Unii Europejskiej szczególną ochroną poza grupami etnicznymi, narodowymi są objęte grupy nieheteronormatywne, które są bardzo narażone na różnego rodzaju formy dyskryminacji.

A u nas bezkarnie można te osoby obrażać. U nas też portale społecznościowe czy administratorzy treści jeszcze nie nauczyli się sensownie i szybko reagować. Po kryzysie uchodźczym jest trochę lepiej, natomiast wiele osób prowadzących portale nie chce albo nie administruje treścią, nawet taką, która jest im zgłaszana przez użytkowników. I te rzeczy po prostu nie są usuwane.

I mamy władzę, która po kryzysie uchodźczym i fali hejtu czyjego imienia zamierza bronić? Dobrego imienia narodu. I wprowadza odpowiednią ustawę. Będziemy chronić dobre imię naszego narodu, a nie jakichś tam osób nieheteronormatywnych

Które są częścią tego narodu. I to jest przerażające.

Trwa nienawistna dyskusja, czy one są częścią, w internecie.

Tak, i co ja mam powiedzieć? Niemcy ścigają za promowanie faszyzmu Niemców, także kiedy to robią np. w Polsce. Kiedy u nas organizowane są cudowne imprezy, na których występują różnego rodzaju faszystowskie kapele i hajlują na scenie, to niemiecka policja potrafi ich u nas zwinąć i odpowiadają za to u siebie. A u nas? U nas wszyscy udają, że jest OK i że faszystowska impreza to jest prawie prywatka, na którą nikt nie wchodzi. Ale klimat polityczny i wojna polsko-polska, usadzanie się po dwóch stronach barykady nie powoduje, że jest łatwiej. Też dyskurs publiczny jest

Jest pełen hejtu.

Absolutnie jest obrzydliwy. Bo jeśli czołowy polityk kraju, a właściwie rządzący nim mówi, że uchodźcy przynoszą syf i chorobę, i różne inne dziwne rzeczy, to nic dziwnego, że Kowalski na ulicy powie to samo, tylko prościej, bo przykład idzie z góry.

Politycy prawicy i ich publicyści są chorążymi tego hejtu?

Absolutnie tak.

Oni de facto zalegalizowali ten hejt, szczególnie na takich portalach, jak wPolityce.pl, Niezależna.pl, tam liczba obelg i niewybrednych epitetów, które się rzuca pod adresem konkretnych ludzi, jest tak duża, że ci, którzy hejtują w sieci, czują się usprawiedliwieni. Bo skoro publicyści, politycy używają dokładnie takiego samego języka? Więc nasz problem i pani fundacji również polega na tym, że walka z hejtem to jest też walka polityczna.

Trochę tak i trochę nie. Mowa nienawiści występuje zarówno po jednej, jak i drugiej stronie dzisiejszego sporu politycznego. Faktycznie prawa strona jest trochę bardziej twórcza i tam tego jest zdecydowanie więcej, natomiast nie jest tak, że druga strona jest święta. To, co się wylało w tak zwanym liberalno-lewicowym internecie w tej "bańce" po wypadku prezydenta Dudy, było dość mocne.



Czy życzenie komuś śmierci to jest hejt, mowa nienawiści? Jest tym samym co grożenie komuś śmiercią?

Życzenie nie do końca Grożenie komuś śmiercią - tak. Jest też po prostu karalne.

Jasne. A co z tym bezceremonialnym życzeniem?

To jest pytanie o to, w jakim to było kontekście, kto jest po drugiej stronie. Trochę jest też tak, że dzisiaj wszyscy nawet na niewybredną krytykę mówią "hejt". A to, w jakim obszarze my, fundacja, się poruszamy, to jest klasyczna mowa nienawiści skierowana do konkretnych osób z konkretnych przesłanek, to rzeczy ścigane kodeksem karnym albo przynajmniej z oskarżenia cywilnego.

Czasami mnie śmieszy, jak ktoś, np. dziennikarz, mówi, że został zhejtowany, a tak naprawdę ktoś mu wytknął w komentarzach błędy językowe w tekście. To nie jest hejt, to jest po prostu krytyka.

Czy kobiety inaczej hejtują niż mężczyźni?

Trochę tak. Wyrażających taką klasyczną mowę nienawiści więcej jest w sieci mężczyzn. Natomiast jeśli hejtują kobiety, to w tym są dwie skrajne rzeczy: jedna to jest robienie tego trochę w białych rękawiczkach, używanie bardziej ugładzonych słów, dużo pytań retorycznych, a wiadomo, "co tak naprawdę autor miał na myśli", a druga to jazda totalna, na równi z najostrzejszymi mężczyznami, ale jawniejsza. Mężczyźni trochę lepiej kryją się w mediach społecznościowych, a jak się wchodzi na profil takiej pani, która często komuś życzy śmierci, to jest bardziej bezwstydna i pokazuje więcej informacji o sobie. Na przykład taka matka trzymająca na rękach maleńkie dziecko, chłopca, mówiąca o tym, że gdyby miała syna pedała, toby go zabiła.

Może mówiła prawdę?

Może. Tylko biedne dziecko. I takich sytuacji było bardzo wiele.

Hejterzy, hejterki to nie są jakieś piwniczne trolle, które gdzieś tam siedzą i klepią nocami w te klawiatury, albo że to są jakieś superroboty, bo to są normalni ludzie.

Ale niezależnie od tego, czy to mężczyźni czy kobiety, to jak się klika w profile osób, które to robią, w dużej mierze są to normalni ludzie, mają rodziny, jakieś prace, tacy jak my.

To dlaczego to robią?

Moim zdaniem w którymś momencie coś przegapiliśmy. Ludzie nauczeni trochę przykładem z góry nauczyli się w ten sposób wyrażać własne lęki, obawy. Pytanie, czy tak powinno być. Nie, każdy z nas powinien mieć jakąś autocenzurę w tym, co mówi, nawet jeśli jest wzburzony, zalękniony, to są takie słowa, których nie powinno się publicznie używać.

A gdybyśmy wszystkim im rozdali broń, każdemu, przymusowo, krótką broń z magazynkiem amunicji?

Ostrej?

Tak. To myśli pani, że duża część hejterów by jej po prostu użyła? Czy to jednak jest zamknięte tylko w obrębie słowa i ta nienawiść jest płytka?

Mam głęboką nadzieję, że nie użyliby jej wszyscy, tylko jakiś procent, maksymalnie dziesięć procent Ale boję się, że biorąc pod uwagę to, co się wylewa w internecie, i to, jak często dochodzi do aktów fizycznej agresji względem osób, które wyglądają trochę inaczej i zachowują się trochę inaczej, niestety, mielibyśmy sporo odgłosów wystrzałów z broni.

Są jakieś badania pokazujące, przy jakim poziomie i jak mocnego hejtu rzecz się zaczyna wylewać z komputerów, przenosić na ulicę?

Nie, tego nikt nie jest w stanie zbadać, ponieważ ilość treści, która jest w internecie, jest tak duża, że bardzo trudno stworzyć taki algorytm. Można śledzić trendy w Google'u, które np. pokazują w czasie nierzeczywistym, przeszłym, jakich ludzie używali słów w wyszukiwarkach. Było to zestawiane z konfliktami społecznymi na danych obszarach.



Co z tego wynikało?

Że szukanie konkretnych treści w mediach, w Google'u albo jakiejkolwiek innej wyszukiwarce, pokazuje trochę poziom konfliktu społecznego. Jak ludzie zaczynają masowo wyszukiwać "broń krótka" albo "jak zrobić koktajl Mołotowa" itd., to znaczy, że jest bardzo niebezpiecznie. Chciałabym posprawdzać takie hasła na terenie Polski, obawiam się, że mogłoby to być bardzo ciekawe.

Podoba się pani ten amerykański obyczaj, że przyszły pracodawca monitoruje sieci społecznościowe i sprawdza kandydata?

Ale to nie jest tylko amerykański zwyczaj. W Polsce też powoduje przyjęcie lub nieprzyjęcie do pracy. Widziałam dwie takie wymiany korespondencji. Jedna pani obhejtowała pracodawcę i nawet groziła pozwem w sądzie, a druga nie rozumiała, że to, co pisze publicznie w sieci, to jest tak samo, jakby wyraziła swoje zdanie na rozmowie kwalifikacyjnej z szefem. Była to akurat sytuacja skrajna, ponieważ ta osoba "najeżdżała" na czarnoskórych, a szef był czarnoskóry.

Jesteśmy na kolejnym etapie hejterstwa, mam tu na myśli opłacanie hejterów, głównie politycznych. To już jest zawód?

Tak, jest to forma zawodu. Ale niektóre środowiska przeceniają rolę płatnych hejterów, ponieważ im się wydaje, że każdy hejt, który jest w internecie, pochodzi od płatnych hejterów. To tylko jakiś procent. Takie myślenie zdarza się tak często politykom, że jak ktoś ich hejtuje, to znaczy, że ktoś inny mu za to zapłacił. Nie. To też są normalni obywatele i tych normalnych obywateli zazwyczaj jest więcej.

Hejterzy tworzą jakieś środowisko w tej sieci? Kontaktują się ze sobą nawzajem?

Tak. Jest kilka takich miejsc, forów wewnętrznych albo półotwartych, na których ludzie się umawiają, że komuś coś robią. I stamtąd zazwyczaj wypuszczane są "wilki". Stamtąd np. były wypuszczane "wilki" po śmierci nastolatka, który popełnił samobójstwo po śmierci jednej blogerki modowej. Chorowała i zniknęła z sieci, więc zaczęto publikować na nią obrzydliwe rzeczy. Tak samo było po śmierci dziecka Filipa Chajzera. Ktoś miał pomysł, żeby mu zrobić przykrość, krzywdę, i się z innymi na to umówił.

Kościół mógłby coś z hejtem zrobić? Bo teoretycznie to jest grzech, z którego trzeba się wyspowiadać, a Kościół milczy w tej sprawie.

Oczywiście, że tak! Ja bym bardzo chciała kiedyś usłyszeć w kościele księdza, który powiedziałbym o tym, że nienawidzenie ludzi jest niezgodne z doktryną i że nie wolno mową nienawiści krzywdzić, bo to jest tak samo, jakby kogoś okraść, pobić na ulicy.

Dla pani szczęśliwe zakończenie tej historii z Pudzianem to jakie?

Chciałabym takiej sytuacji, w której on by przeprosił, tak po prostu.

Ale publicznie czy panią prywatnie?

Publicznie.

On by zaraz powiedział: "Publicznie? Pani mnie chce poniżyć!".

A to nie jest kwestia poniżenia czy nie. Jeśli komuś robi się krzywdę publicznie, należy też przeprosić publicznie. Ja bym też chciała, żeby moja historia trochę pokazała ludziom, że jeśli spotyka cię nienawiść w sieci albo ktoś cię w niej publicznie upokarza, to nie należy schować się w kącie i płakać, tylko spowodować, żeby ci wszyscy ludzie, którzy uczestniczyli w tej publicznej nagonce, przynajmniej zrozumieli, że wyrządzili krzywdę drugiemu człowiekowi.

Joanna Grabarczyk - koordynatorka HejtStop i członkini Projektu: Polska. W lutym zgłosiła zawiadomienie do prokuratury na Mariusza Pudzianowskiego, który zamieścił na Facebooku wpis hejtujący uchodźców. Ciężarówka jego firmy transportowej została okradziona przez grupę uchodźców we francuskim Calais, na co strongman zareagował, grożąc m.in., że "nie pożałuje bejsbola na ludzkie śmieci". Następnie oburzony zgłoszeniem do prokuratury zamieścił na Facebooku obraźliwy fotomontaż Grabarczyk (nazywając ją "kapusiem", "judeopolonią" oraz "głupim gojem") oraz prosił swoich fanów, by przekazywali go dalej i "pokazali siłę". W konsekwencji na profilu Grabarczyk pojawiły się miliony nienawistnych komentarzy. Stronę Pudziana wziął też poseł Paweł Kukiz, który na swoim profilu napisał: "Nie dziwię się pani Joannie... Gdybym był na jej miejscu, to też marzyłbym (marzyłabym) o imigrantach w kontekście sylwestrowej nocy:)" - nawiązując do napaści seksualnych w Kolonii (ZL)

MOWA NIENAWIŚCI

Według definicji Rady Europy i Unii Europejskiej mowa nienawiści to "publiczne nawoływanie do przemocy lub nienawiści skierowanej przeciwko grupie osób, którą definiuje się według rasy, koloru skóry, pochodzenia, wyznawanej religii lub światopoglądu albo przynależności narodowej lub etnicznej, lub przeciwko członkowi takiej grupy".

HEJTSTOP

to inicjatywa stowarzyszenia Projekt: Polska - think tanku, który skupia prodemokratycznych aktywistów. HejtStop ułatwia użytkownikom internetu zgłaszanie wpisów, stron i osób, które nawołują do nienawiści na tle religijnym, rasowym czy narodowościowym. Prowadzi kampanie uświadamiające o mowie nienawiści, ostatnio #RyjKuzniara pokazującą, jakie konsekwencje ma sianie nienawiści w internecie. (ZL)

MAKE-UP I FRYZURY JOANNA BIELEC