Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michalina Sobol: Co to znaczy słuchać swojego ciała? Jakie potrzeby komunikuje nam ciało?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc: Kartezjański podział na ciało i duszę jest nietrafny dlatego, że nasza dusza, psychika jest energią, która jest nadbudowana nad materią, jaką jest nasze ciało.

Ciało i nasza psychika są ze sobą związane, to znaczy zmiany w jednym pociągają za sobą zmiany w drugim i odwrotnie. Jeśli jesteśmy przeziębione, czujemy się gorzej i od razu mamy gorsze samopoczucie. Działa to też z w drugą stronę. Kiedy coś nam nie idzie, pojawiają się trudności, nasze ciało także reaguje. Dzieje się tak, ponieważ emocja jest doświadczeniem psychofizjologicznym. Nasze myśli powodują zmiany chemiczne. Emocja jest chemią.

Kiedy myślimy o czymś przyjemnym, pojawiają się hormony, które są związane z poczuciem szczęścia. Kiedy myślimy o czymś nieprzyjemnym, wtedy pojawiają się emocje negatywne, a wraz z nimi hormony, wskutek których ciało staje się pobudzone. Stajemy się wówczas bardziej podatni na wrogie czy agresywne zachowania. Możemy nawet zmierzyć, co dzieje się z naszym ciałem, kiedy odczuwamy dane emocje. Są badania, które pokazują, co dzieje się z ciałem np. podczas rozmowy mamy z córką przez telefon. Taka rozmowa, jak się okazuje, powoduje natychmiastowe zmiany w obszarze hormonów. Wzrasta poziom oksytocyny, a maleje poziom kortyzolu. Świadczy to, że nawet rozmowa bez fizycznego kontaktu jest w stanie wpłynąć na naszą fizjologię.

Słuchać swojego ciała to mieć świadomość, że każda nasza myśl, każde uczucie ma swoje odzwierciedlenie w zmianach, jakie zachodzą w ciele. Podczas rozmowy jesteśmy w stanie wyczytać sygnały płynące z mowy niewerbalnej, nie tylko z tego, co słyszymy. Czasem nie potrafimy zdefiniować tych sygnałów, ale wpływają na nasze samopoczucie.

Antonio Damasio, portugalski profesor neurologii behawioralnej, mówił, jak ważną rolę odgrywają jelita, które są bezpośrednio połączone z mózgiem. Sygnały, które odbieramy, idą do jelit, dlatego np. kiedy się denerwujemy, boli nas brzuch.

Czasami możemy gorzej czuć się fizycznie, ale też psychicznie. Na jakie sygnały płynące z naszego ciała powinniśmy zwracać uwagę? Co ciało chce nam przekazać?

– Doświadczenia psychologiczne są w stanie wygenerować każdy objaw fizyczny. To, że nie zauważamy ich od razu, nie znaczy, że ich nie ma. Konsekwencje możemy zobaczyć po pewnym czasie, np. długotrwały stres może prowadzić do wielu chorób.

Na pewno symptomy pojawiają się w układzie pokarmowym, który jest bezpośrednio połączony z naszym mózgiem. To może być np. ucisk w żołądku, problemy z przełykaniem. Globus histericus to taka kula, która pojawia się w gardle, krtani, kiedy się denerwujemy. Możemy mieć wtedy problemy z przełykaniem. Ale sygnałami stresu czy przykrych emocji może być też np. odbijanie. Oprócz tego wrzody, bóle żołądka, wszystko to, co jest związane z układem pokarmowym. Konsekwencjami nieprzepracowanych lub niezaopiekowanych doświadczeń emocjonalnych mogą też być takie problemy jak zespół jelita drażliwego lub SIBO, czyli zespół rozrostu bakteryjnego jelita cienkiego.

Czy to, co pokazuje nam ciało, zawsze odnosi się tylko do płaszczyzny fizycznej, czy może pokazywać nam także, że coś się dzieje w sferze emocjonalnej?

– Oczywiście, choć lubimy somatyzować, czyli „zwalać na ciało", bo choroby fizyczne w naszych społeczeństwach są mniej „wstydliwe" niż psychiczne. Tymczasem sygnałami, że coś jest nie tak, mogą być bóle głowy, karku, szyi, ramion, łopatek. To wszystko jest związane z tym, że spinamy mięśnie. Organizm w stresie szykuje się do walki, ucieczki, ale to nie następuje. Jeśli nie rozładujemy tej nadwyżki stresu, to będziemy ją czuć w ciele. Bardzo rekomenduje aktywność fizyczną, dzięki której w ciele zachodzą zmiany biochemiczne.

Kiedy się ruszamy się, w mózgu wydziela się białko BDNF. To cudowne białko, które usprawnia procesy regeneracji mózgu. Dzięki temu lepiej myślimy, łatwiej rozwiązujemy problemy. Aktywność fizyczna powoduje, że spada poziom stresu, a podnosi się stan błogości, bezpieczeństwa. Oprócz tego spada poziom noradrenaliny, czyli hormonu stresu, który jest związany z odczuwaniem lęku.

Co, jeśli ciało nam podpowiada, że nie chce wykonać takiej czy innej aktywności? Czy warto czasami odpuścić?

– Tak, oczywiście jestem tego zdania, że czasami warto odpuścić, kiedy np. jesteśmy chorzy czy kiedy pierwsze dni miesiączki są bardzo intensywne. Jako nastolatka byłam zwalniana z lekcji WF-u z powodu miesiączki, natomiast teraz jako dorosła kobieta nie rezygnuje z aktywności z tego powodu. Są osoby, które oczywiście łatwo przechodzą przez miesiączki, a są takie, u których jest to dużo trudniejsze, i wtedy oczywiście warto sobie odpuścić. Natomiast prawda jest też taka, że mózg nam podpowiada to, co jest przyjemne w danym momencie i czasem nadużywamy tego jako usprawiedliwienie „nie chce mi się".

Motywowanie ciała do aktywności fizycznej bywa trudne. Jak to robić i co nam to daje?

– Na pewno łatwiej jest poleżeć w łóżku, niż pójść na siłownię. Dlatego jeśli zrobiłybyśmy dziennik, gdzie notowałybyśmy dni, kiedy sobie odpuszczamy, toby się okazało, że dzieje się to zbyt często. Aktywność fizyczna może także pomagać leczyć stany zapalne, np. w depresji jedna z hipotez mówi o zapalnym podłożu tej choroby. Możemy powiedzieć, że jeśli mam lekką infekcję i wykonam trening, to to mi pomoże, ale jeśli mamy ostrą infekcję, to oczywiście skutek będzie odwrotny. Granica między tym, kiedy powinnam odpuść, a kiedy nie, bywa bardzo cienka. Wszystko zależy też od naszej motywacji i celów. Jeśli naszym celem jest np. „szcześciopak", to bardzo szybko odpuścimy, bo nie zobaczymy tych efektów, poza tym są one dość powierzchniowe. Ważna jest tutaj motywacja wewnętrzna, która odnosi się do pewnych wartości – np. chcę dbać o siebie, o swoje zdrowie i emocje, bo zdrowie i długie życie są dla mnie ważną wartością.

Ćwiczyć podczas miesiączki czy odpuścić aktywności, nawet jeśli się dobrze czujemy?

– Uważam, że tego typu wybory należy konsultować z lekarzem. Znam mnóstwo kobiet, które ćwiczą w trakcie miesiączki. Czasem ta aktywność jest po prostu mniej intensywna. Ale przecież można się rozciągać. Znam kobiety, które ćwiczą podczas miesiączki, ale i takie, które przez pierwsze 2-3 dni leżą w łóżku ze względu na złe samopoczucie. Co nie znaczy, że nie można pójść na półgodzinny, spokojny spacer.

Czy istnieje zależność między ćwiczeniami a odpornością?

– Załóżmy, że ktoś ćwiczy, ale nie może pozbyć się tłuszczu brzusznego. Wśród adipokin, czyli substancji produkowanych przez tłuszcz, są cytokiny prozapalne, które powodują zapalenie naszego ciała. Można powiedzieć, że tłuszcz prowadzi do zapalenia. Ostatnio w jednym z dokumentów na BBC było pokazane, jak sześć tygodni ćwiczeń i zmiana odżywiania powodują wygaszanie stanu zapalnego w wątrobie i trzustce.

Jeżeli ćwiczę, automatycznie pozbywam się tkanki, która produkuje cytokiny prozapalne, czyli mamy mniej obciążenia zapalnego. A przez to mój układ odpornościowy jest silniejszy. Kiedy ćwiczę, stymuluję układ odpornościowy do odpowiednich reakcji immunologicznych. Samo przebywanie na świeżym powietrzu, aktywność także wzmacnia naszą odporność. Najważniejsza jest regularność ćwiczeń. Aktywność nie powinna być zbyt intensywna ani nie odbywać się nocą. Sen jest bardzo ważny dla naszego organizmu.

ODBIERZ PRÓBKI
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.