Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michał KicińskiMichał Kiciński 

W 2012 roku zdecydował się Pan odejść z CD Projektu, którego był Pan współwłaścicielem. Podobno cel był jeden – odpocząć. Czy ten cel, w ciągu ostatnich 10 lat, udało się zrealizować?

Michał Kiciński: Tak, udało mi się odpocząć po tym intensywnym okresie, ale potem znowu się trochę przepracowałem (śmiech). To był odpoczynek po tytanicznej pracy, jaką było organizowanie nie tylko działania CD Projektu, ale międzynarodowego sukcesu, jakim było przygotowanie premiery Wiedźmina 1 i Wiedźmina 2. To był bardzo duży wysiłek. Na to się nałożyły różne kłopoty, które, jako firma, mieliśmy w związku z kryzysem w 2009 r. To był dodatkowy stres. Mogę powiedzieć, że ostatnie lata przed moim odejściem, to był bardzo ciężki okres, po którym odpoczynek był bardzo wskazany.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Mówi Pan o intensywnej pracy. Jak dużo czasu poświęcał Pan na pracę w tamtym okresie?

Najdłużej, jeśli chodzi o czas pracy w ciągu doby, to pracowałem w pierwszych 10 latach istnienia CD Projektu. Bywało, że wykonywałem obowiązki po 10 godzin, często dłużej. Po 2006 roku pracowałem krócej, 6-8 godzin dziennie. Czasowo nie wydaje się to dużo, ale kiedy człowiek jest całym sobą zaangażowany w życie firmy i ma na swoich barkach całą organizację, to jest to bardzo obciążające. Cały czas analizuje się problemy, sprawdza w głowie różne scenariusze, rozważa się różne posunięcia.

Czy potrafił Pan wtedy odpoczywać od pracy?

Wydaje mi się, że tak. Potrafiłem pojechać na 4-5 tygodni na wakacje, podczas których dość dobrze się regenerowałem. Natomiast ilość przerw do ilości pracy była niewystarczająca.

Organizm zaczął dawać sygnały?

Tak. Pojawiły się objawy wypalenia zawodowego i zmęczenia. Nie byłem w stanie pracować tyle, co wcześniej. Mój dzień pracy się skracał. Tak, jak wspomniałem, nie było to już 10-12 godzin, tylko 6-8 godzin, a czasami nawet mniej. Byłem zmęczony, nie miałem siły. Pojawiły się kłopoty ze snem, a z czasem – bezsenność. To był taki etap chomika w kołowrotku, który nawet w nocy nie potrafi się zatrzymać i spokojnie zasnąć. Rozpędzona w ciągu dnia maszyneria, cały czas pracowała w głowie i zamęczała.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Jak Pan sobie z tym poradził?

Przełomem był wyjazd na Vipassanę. W ostatniej chwili zdecydowałem się dołączyć do Marcina Iwińskiego, mojego ówczesnego wspólnika, który wyjeżdżał odpocząć. To była spontaniczna decyzja, nie miałem pojęcia, na co się piszę. Dopiero w samolocie przeczytałem regulamin uczestnictwa. Okazało się, że to 10 dni odosobnienia, medytowania od godziny 4 rano do 21-szej. Pomyślałem wtedy: „O mój Boże, w co ja się wpakowałem".

Było się czego bać?

Śmiało mogę powiedzieć, że po tych 10 dniach poczułem się jak nowo narodzony. Wrócił sen, spokój ducha. To był dla mnie najbardziej namacalny dowód na to, że odosobnienia medytacyjne mogą bardzo człowiekowi pomóc.

Wcześniej nigdy nie próbował Pan medytacji?

Miałem drobne incydenty, ale z medytacją jest tak, że dopiero, jak się pojedzie do miejsca odosobnienia, to człowiek wchodzi w to na tyle głęboko, że zaczyna ona na niego bardziej oddziaływać. Jeśli nie ma się doświadczenia, to takie przypadkowe medytacje, w których człowiek na chwilę się wyłączy w ciągu dnia, to w porównaniu z wyjazdem dedykowanym nauce medytacji nawet ciężko nazwać medytacjami. Można powiedzieć, że bardziej to technika relaksacyjna. Na takich wydłużonych wyjazdach, gdzie cały rytm dnia jest podyktowany nauce medytacji, to jest to zupełnie inne doświadczenie.

Można to porównać to do nauki gry w piłkę nożną. To, że poogląda się na YouTubie mecz i pokopie się piłkę w ogródku, to zupełnie co innego niż gdy pojedzie się na zgrupowanie, gdzie jest trener, który uczy gry od rana do wieczora. W przypadku piłki nożnej od razu da się wyczuć, że to jest zupełnie coś innego, w przypadku medytacji – niekoniecznie. Bo wciąż wydaje się, że to żadna sztuka – siedzi się i nic nie robi. A to jest prawdziwa sztuka.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Medytacja z trenerami na YouTube jest niewystarczająca?

Każda medytacja jest super i w każdej ilości. To wspaniały dar, który pozwala się wyłączyć, spowolnić. To wszystko jest bardzo wskazane i dobre. Dla wielu osób być może jest to wystarczające i nie potrzebują więcej. To wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Natomiast pogłębione wejście w medytację wymaga odosobnienia. W miejscach odosobnienia w sposób zaawansowany poznaje się technikę medytacji, gdy się ją zna, to do utrzymania praktyki nie potrzeba już tak wiele. Zalecenia są różne w zależności od tradycji może to być pół godzinny dziennie, godzina czy 15 minut. W Vipassanie jest zalecenie, żeby na odosobnienie medytacyjne raz na rok jednak pojechać, niezależnie od własnej praktyki, bo to pomaga utrzymać doświadczenie na pogłębionym poziomie.

Jak obecnie wygląda Pana praktyka medytacji?

Miałem różne okresy i za każdym razem moja praktyka wyglądała inaczej. Było tak, że trzymałem się formalnych zaleceń medytacyjnych. Obecnie medytuję ad hoc, średnio około 30 minut dziennie. Raz jest to 15 minut, raz godzina. Zazwyczaj medytuję tuż przed zaśnięciem, a najczęściej tuż po przebudzeniu. Często nie siadam do medytacji, tylko medytuję leżąc.

Medytacja pomogła Panu w sytuacji wypalenia zawodowego. Jaką rolę dzisiaj odgrywa ona w Pana życiu?

Daje mi dużą akceptację na to, co jest. Bardzo mało kopie się z rzeczywistością. Medytacja nie sprawia, że moja rzeczywistość jest turbolepsza, ale lepsza jest moja jakość kontaktu z rzeczywistością. Mam w sobie mniej frustracji, nerwów, niepokojów związanych z tym, że rzeczy układają się w taki, a nie inny sposób. Wyrobił się we mnie zdrowy dystans do tego, co się dzieje. To nie znaczy, że pewne rzeczy mnie nie oburzają i nie chciałbym, żeby było inaczej, ale nie ma we mnie takiego wewnętrznego napięcia. Czasem moi bliscy znajomi się czymś bardzo denerwują. Ja mówię: ok, zmieńmy to, ale nerwy nam w tej sytuacji nie pomagają. Nerwy zabierają energię, sprawiają, że podejmujemy złe decyzje.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Medytacja kojarzona jest z niezmąconym spokojem, a osoby ją stosujące uważa się za chodzące oazy spokoju. Czy słusznie?

W medytacji nie do końca o to chodzi. Chodzi o akceptację całego spektrum emocji, a nie dążenie do wyimaginowanej postawy czy stanu wewnętrznego. Pozwala na lepszy kontakt z własnymi emocjami, rozpoznawanie ich i decydowanie, czy chce się na nich płynąć, przeżywać je wewnętrznie czy uzewnętrzniając.

Czy z Pana obserwacji wynika, że na medytacje są bardziej otwarte kobiety, czy mężczyźni?

Na różnego rodzaju wydarzeniach rozwojowych jest zazwyczaj więcej kobiet. W Ośrodku Oddechowo, który założyłem, także więcej jest kobiecych grup. Nie wiem, z czego to wynika. Kobiety mają chyba naturalną skłonność do przeżywania różnych rzeczy w grupie, mężczyźni sami ze sobą. W przypadku medytacji, mówiąc na przykładzie Vipassanu, także zauważam przewagę kobiet, ale dysproporcja jest mniejsza.

Pan o swój dobrostan, o well-being, zaczął dbać w 2012 r. Czy zauważa Pan, że od tego czasu temat równowagi między życiem zawodowym a prywatnym zyskał na znaczeniu?

Tak, zauważam ogromne zmiany i bardzo się z nich cieszę. To są zmiany na bardzo wielu płaszczyznach. Jednym ze znaków jest to, jak wiele ekologicznych produktów można dzisiaj kupić w dyskontach. Jeszcze nie tak dawno były sprzedawane wyłącznie w dedykowanych sklepach. Gdyby nie było popytu na tego typu produkty, sieci nie włączyłyby ich do sprzedaży. To znak rosnącej świadomości.

Jako cywilizacja mierzymy się z bardzo wieloma wyzwaniami: natłokiem informacji, bodźców. Dociera do nas taka ilość informacji, jaka nigdy nie docierała do ludzi. Coraz więcej osób odczuwa potrzebę znalezienia wewnętrznej równowagi. Niedawno, badacze z Francji opublikowali wyniki, które pokazują, że 9 na 10 osób ma daleką od optymalnej ścieżkę snu. Problem złej jakości snu staje się powszechny nie tylko u dorosłych, ale i nastolatków. Ludzie dostrzegają problem z jakością życia i zaczynają szukać metod, jak sobie z tym radzić.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

O kiepską jakość naszego snu obwiniane jest nie tylko tempo naszego życia, ale i smartfony. Po odpoczynku, zaangażował się Pan w wiele projektów, które pomagają zadbać o well-being. Za pośrednictwem firmy Mudita próbuje Pan poprawić właśnie jakość snu.

Smartfony zupełnie niepostrzeżenie wkradły się do naszych sypialni i można powiedzieć, że trochę nimi zawładnęły. Nagle się okazało, że wszyscy budzimy się przy smartfonach. Jest wiele badań, które pokazują, że nie jest to dla nas korzystne i to na kilku poziomach. Smartfony emitują niebieskie światło, które utrudnia zasypianie, skracają czas snu, bo kiedy leżą obok jest pokusa, by sobie obejrzeć jeszcze kilka filmików na TikToku, poczytać newsy, przez co kładziemy się później spać. Jedno z przeprowadzonych badań pokazało, że samo trzymanie smartfona przy łóżku powoduje w nas niepokój. Sporo badań mówi, że gdy zaraz po przebudzeniu sięgniemy po smartfona, to już mamy gorszy dzień, bo jesteśmy w napięciu.

Jeśli ktoś nie chce budzić się przy smartfonie, to rozwiązaniem jest budzik. Wybór jest jednak niewielki, a same urządzenia niskiej jakości. Stąd misja Mudity – produkowanie jakościowych budzików. Mamy dwa urządzenia: Mudita Bell i Mudita Harmony. Mudita Bell jest urządzeniem dosyć prostym. Udaje analogowy budzik, chociaż tak naprawdę jest rozbudowanym urządzeniem nie analogowym, które pozwala wybrać jedną z 10 melodii budzenia, nagranych przez muzyka, mojego przyjaciela z Kanady. Mudita Harmony ma z kolei wyświetlacz, który nie emituje światła. Ma trochę więcej funkcji niż model Bell – przypomina choćby o porze snu. Oba budziki mają funkcję budzenia światłem, która obok łagodnych melodii pomaga harmonijnie zacząć dzień.

W jakim kierunku będzie rozwijała się Mudita? Będzie więcej urządzeń pomagających zadbać o well-being?

Przygotowujemy się do produkcji kolejnego telefonu. Jeden już został wyprodukowany i sprzedany w paru tysiącach egzemplarzy. Na razie jego produkcję wstrzymaliśmy i zbieramy feedback. Pracujemy nad w pełni dotykowym telefonem. Będzie rozbudowany o nowe funkcje, ale nadal będzie to telefon, który nie generuje niebieskiego światła.

Czy zainteresowanie produktami Mudity pokazuje, że rynek już się zmienia, że rośnie zapotrzebowanie na produkty, które pomogą nam się wyciszyć, odciąć od technologii?

Był ostry trend, że smartfony wyparły budziki z sypialni, a teraz wydaje mi się, że w sile jest kontrtrend, kiedy smartfony powoli zaczynają ustępować budzikom. To bardzo obiecująca sytuacja dla Mudity. Dla dużych firm budziki wydają się mało atrakcyjnym tematem do inwestowania i stosunkowo łatwo w tym segmencie rozwinąć skrzydła. Planujemy teraz nieco  mniejsze i tańsze budziki, bardziej dostępne, skierowane do większej grupy odbiorców.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Mudita to nie jedyny projekt, w który jest Pan zaangażowany. Jest ich kilka, ale wszystkie łączy jedno – troska o well-being. Dlaczego akurat ta sfera życia?

Jestem rzeczywiście zaangażowany w kilka projektów. Stworzyłem Ośrodek Oddechowo, pod Warszawą, ośrodek jogi w Świętej Dolinie Inków w Peru, na trasie prowadzącej na Machu Picchu. Jako osoba zamożna mogę sobie pozwolić na stworzenie jakościowej przestrzeni na różnego rodzaju zajęcia rozwojowe. Nauczyciele, którzy organizują takie zajęcia, często nie mają możliwości zainwestowania w nieruchomości, stąd pomysł, by takie miejsca zbudować. W fazie przygotowania jest także Ford Traugutta. Z jednej strony to wyjście na potrzeby rynku, a z drugiej strony takie projekty wewnętrznie ubogacają i wyczulają na wiele historii.

Żyjemy w gigantycznym pędzie, zwłaszcza pędzie ku pieniądzom. Czy można mówić, że nadchodzi zmiana stylu życia, że teraz większy nacisk będziemy kłaść nie na dobra materialne, a na well-being?

Zdecydowanie ten trend nabiera na sile i widać to na całym świecie, ale wciąż nieliczne jednostki czy społeczeństwa są w stanie sobie na to pozwolić. Bardzo duża część świata wciąż jest na intensywnym dorobku. Wtedy priorytetem jest praca i zaspokojenie podstawowych potrzeb. Natomiast w bardziej zamożniejszych społeczeństwach np. Stanach Zjednoczonych odsetek osób, które zaczynają cenić jakość swojego życia jest coraz większa. W Polsce też wciąż jesteśmy społeczeństwem na dorobku. W młodszych generacjach, które nie doświadczyły niedostatku, dbałość o siebie już jest bardzo ważna. Na pewno nacisk na samopoczucie będzie przybierał na sile.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.