Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Media społecznościowe pozwalają nam kreować świat marzeń: używając filtrów, w sekundę wygładzimy sobie lico, zrobimy najpiękniejszy zachód słońca czy przerobimy naszą smutną kanapkę z dżemem w talerz pełen ostryg. Wirtualny świat pozwala nam kreować rzeczywistość marzeń, ale i zaburza ostrość widzenia. Bo gdy przytłoczeni jesteśmy pracą, gdy martwimy się o niezbyt pewne jutro, łatwo popaść w marazm. A obserwując piękne (lecz nie zawsze prawdziwe) obrazki, możemy dojść do wniosku, że żyjemy w nie tej bajce. Tymczasem wiedziemy wcale nie najgorsze życie, mimo że zamiast na Kanary wyjeżdżamy na działkę czy robimy weekendowe wypady na Mazury.

Przestań się porównywać

Gdy porównujemy się z innymi, działamy na własną szkodę: stajemy się niewystarczająco dobrzy, nasze sukcesy przestają nimi być, a rzeczy, które były naszym marzeniem i które zrealizowaliśmy, tracą na znaczeniu.

A gdyby tak jednak żyć własnym życiem? Gdyby patrząc na ogródek sąsiada, widzieć równie ładny trawnik jak nasz? Co się wydarzy, gdy zamiast zarzynać się po to, by kupić nowy samochód, którego "wszyscy będą mi zazdrościć", będziesz cieszyć się z tego starego - sprawnego, wygodnego, którym przejechałaś/łeś całą Polskę i pół Europy?

Twoje życie jest dobre

Często zamiast żyć swoim życiem, lubimy porównywać się do innych. Lubimy rozliczać znajomych z tego, co mają, gdzie jeżdżą, ale nie dlatego, żeby cieszyć się ich szczęściem czy inspirować. Robimy to, by nakarmić się kortyzolem i adrenaliną: poużalać się, pozłorzeczyć. Bo to jest prostsze niż działanie i realizowanie własnych marzeń.

Jeśli jednak chcemy być szczęśliwi, to musimy odrobić lekcje i zacząć dostrzegać swój trud, celebrować każdy krok do zamierzonego celu, doceniać swoją pracę po to, by w końcu móc powiedzieć: lubię siebie, mam dobre życie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.