Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz więcej wiedzieć o psychologii? Zapisz się na nasz cotygodniowy newsletter pod tym linkiem!

Pamiętam, że gdy miałam 12 lat, to poza szkołą na własne życzenie dwa razy w tygodniu chodziłam na lekcje malarstwa, kolejne dwa razy na zajęcia z angielskiego oraz na wszelkie zajęcia pozalekcyjne dostępne w mojej szkole. Z dzisiejszej perspektywy mój kalendarz był wypełniony do granic możliwości, a ja nadal miałam czas na to, by się uczyć, spotykać z koleżankami i robić rzeczy, na które po prostu miałam ochotę.

W liceum chodziłam do szkoły plastycznej, w której lekcje trwały od godz. 8 do 16.45, a po nich kontynuowałam maraton składający się z ogniska artystycznego, korków z matematyki, a w klasie maturalnej także z zajęć przygotowujących do egzaminów wstępnych z historii. Nadal miałam mnóstwo czasu na życie towarzyskie i lenistwo.

Na studiach poza studiowaniem na dwóch kierunkach pracowałam, spędzałam godziny na siłowni i imprezowałam. Czas wydawał się z gumy.

Jednak stan ten zmienił się, gdy na świecie pojawiły się moje dzieci. Nagle z zupełnie nieznanych mi powodów zaczęłam dbać tylko o nie i o rzeczy, które z przyczyn racjonalnych wydały mi się ważne: pracowałam, ogarniałam wspólnie z mężem dom, zajmowałam się maluchami i o godz. 20 padałam bezsilna na kanapie. W efekcie czułam się sfrustrowana, przeciążona i wiecznie zmęczona. Dla znajomych też miałam doskonałą wymówkę: nie mam czasu, bo praca, dzieci, dom. Tak było do 21 stycznia 2020 r., gdy podczas sprzątania domu weszłam na wagę i zamarłam: jestem otyła.

Czas dla siebie: jak go odzyskać?

To był moment, który prawdopodobnie uratował moje życie, bo zmusił mnie do uważności. Nagle zauważyłam, że zamiast żyć pełnią życia, żyję wymówkami. Że dla dzieci gotuję zdrowo, a sama zapominam o śniadaniu, jem byle co na obiad pod pretekstem braku czasu. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić ciut więcej zupy, warzyw czy upiec więcej ryby. Prowadziłam syna na trening, a sama wieczorami zalegałam na kanapie, zamiast się ruszyć. To też zmieniłam: w chwilach, gdy czuję się tak bardzo zmęczona, że marzę jedynie o śnie, zakładam buty i biegam, ładując baterie i czując się szczęśliwsza.

Prawdą jest, że to, czy mamy czas, czy nie, to w dużej mierze nasz wybór. Faktem też jest, że każdy z nas inaczej postrzega to "posiadanie czasu" - mamy inne potrzeby, marzenia i pragnienia, ale nie będzie chyba błędem, jeśli założę, że dobry czas to taki, który daje nam satysfakcję, w którym możemy poczuć spokój, być szczęśliwymi.

Dlatego życzę wam dobrego czasu: szukajcie go, walczcie o niego - warto.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.