Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Eksperyment Greenfielda

- Nie jestem zawodowym ogrodnikiem, tylko facetem, który także w mieście chce żyć bliżej natury - tłumaczy. Na swój eksperyment wybrał przedmieścia Orlando na Florydzie, najcieplejszego stanu w USA. To wprost wymarzone miejsce na ogrodnictwo - słońce przez cały rok, zima z temperaturą 21 stopni Celsjusza i wysoka wilgotność sprawiają, że rośnie tam praktycznie wszystko. Rob wiedział, co robi, zakładając swój eksperymentalny ogród właśnie tam.

Przygotowanie ziemi

Pierwszy etap eksperymentu polegał na znalezieniu i przygotowaniu ziemi. Przez ogłoszenie znalazł osobę, która w zamian za część plonów wydzierżawiła mu na dwa lata przydomowy ogródek. Miał on około 500 metrów kwadratowych. Greenfield wybudował w nim niewielką altanę, gdzie mieszkał, wykopał studnię (wody ani żadnych innych napojów także nie kupował), użyźnił glebę kompostem i zasadził rośliny. Pierwsze plony zebrał po czterech miesiącach i wtedy zaczął drugi etap eksperymentu.

Warzywa i mięso

W ciągu następnego roku Rob Greenfield wyhodował w swoim ogrodzie ponad 100 różnych produktów. Były wśród nich warzywa, m.in. słodkie ziemniaki, dynie, marchew, fasola, buraki i papryka. Pięknie rosły mu owoce, np. banany i papaja (w końcu mieszkał na Florydzie) i zioła. Rob nauczył się przyrządzać kiszonki i robić przetwory. Założył także ule, by z miodu robić własne cukierki. A co najważniejsze, zaczął słuchać swojego organizmu, który dawał mu sygnały, czego potrzebuje. Po około ośmiu tygodniach zobaczył na ulicy potrąconego przez samochód jelenia - i zabrał martwe zwierzę do domu. (Organizm domagał się  tłuszczu oraz białka zwierzęcego). - Niektórzy uważają to za kontrowersyjne, ale dla mnie korzystanie z zasobów, które inaczej zostałyby zmarnowane, to przejaw zdrowego rozsądku - tłumaczy. Wcześniej sprawdził oczywiście, czy mięso jest świeże.

Życie blisko natury mu nie zaszkodziło, po roku Rob był zdrowy (drobne skaleczenia leczył liściem babki lekarskiej, a na kaszel pił syrop z czarnego bzu), miał mnóstwo nowych doświadczeń, a także, z czego był bardzo dumny, udało mu się zarazić swoją pasją kilkoro sąsiadów.

Krok po kroku do własnego jedzenia

Dzielenie się zdobytą wiedzą i plonami z ogrodu były kolejnym etapem jego eksperymentu. Greenfield uprawie ziemi podporządkował ponad rok życia i mieszkał w wymarzonym do tego klimacie. Nie każdy ma takie warunki. Amerykanin ma jednak nadzieję, że jego eksperyment stanie się inspiracją dla innych. Nie chodzi przecież o to, aby rzucić wszystko i uprawiać ziemię. Czasem wystarczą małe kroki, aby móc cieszyć się samodzielnie wyhodowanymi warzywami i owocami. Tym bardziej że idea uprawiania żywności na własny użytek ma w Polsce długą tradycję. W czasach PRL i pustych półek sklepowych ogródki działkowe były życiową koniecznością, dziś są ekologiczną alternatywą dla roślin z marketu. W miastach ROD-y (Rodzinne Ogródki Działkowe), zwane przyjaźnie przez ich właścicieli ROD-osami, przeżywają renesans. Uprawiają je nie tylko emeryci, ale i młodzi pasjonaci zdrowego jedzenia. A dla tych, którzy nie mają w sobie żyłki do ogrodnictwa, mamy kilka innych propozycji.

Uprawiaj w domu

* Uprawianie roślin na balkonie lub parapecie, np. pomidorków koktajlowych, papryczek i rzodkiewki. Niestety jeśli masz balkon od strony północnej, warzywa będą rosły słabo. Lepiej postawić je na bardziej osłonecznionym parapecie. Trudno jest określić plony, jakie można zebrać z trzech, czterech średniej wielkości krzaczków pomidorów. Zależy to od odmiany i "ręki" ogrodnika, ale ci doświadczeni potrafią zebrać od kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk z krzaka.

* Dostępne są także minidrzewka owocowe w doniczce, które można postawić na balkonie. Jabłonie, morele, grusze, brzoskwinie i śliwy wystawiamy na dwór latem, a na zimę chowamy do domu lub piwnicy.

Drzewka szybko zaczynają owocować. Po trzech latach hodowania gruszy można zebrać nawet dwa kilogramy owoców.

* Zioła takie jak kolendra i bazylia łatwiej jest wyhodować z kupionej rośliny niż z ziaren. Urywamy kilka gałązek bazylii, wsadzamy do wody, a kiedy puści korzenie, przesadzamy do ziemi. Powinien nam z tego wyrosnąć dorodny krzaczek bazylii.|

* Sposób naszych babć na szczypiorek - wsadzamy do ziemi lub wody cebulę i czekamy, aż zielone pędy zaczną wyrastać z jej górnej części. Obcinamy je regularnie, a w ich miejsce wyrastają kolejne.

* Podobnie można zrobić z czosnkiem. Jego zielone pędy są bardzo aromatyczne i świetnie nadają się do sałatek.

* Kiełki rzodkiewki, cykorii, rzeżuchy czy buraków można posadzić w specjalnym kiełkowniku lub na wilgotnej gazie. Ważne, aby regularnie zraszać je wodą. Kiełki wyrosną już po kilku dniach.

Ogród społecznościowy

Jeśli myślicie o uprawie ziemi na własne potrzeby, ale nie jesteście jej właścicielem, dobrym rozwiązaniem może być ogród społecznościowy. Na wspólnej przestrzeni, na przykład nieużytkach, osiedlowych trawnikach czy terenach przekazanych przez miasto, można uprawiać rośliny, w tym warzywa i owoce. Wcześniej jednak należy wspólnie ustalić, jaki charakter ma taki ogród - rekreacyjny czy użytkowy. Ważne także, aby roślin nie uprawiać przy dużych ulicach.

Warszawiacy mogą szukać informacji o takich miejscach na stronie bujnawarszawa.pl

Zbieractwo

Inna alternatywa dla żywności z marketu to znane od setek lat zbieractwo.

* W naszych lasach wciąż można znaleźć jagody, grzyby, borówki, jeżyny i maliny.

* Coraz popularniejsze staje się też szukanie ziół na miejskich trawnikach. Niektóre znane chwasty, jak pokrzywa, mniszek lekarski (mlecz) czy skrzyp polny, nadają się do jedzenia. Wcześniej trzeba je jednak bardzo dobrze umyć.

Nabiał w domu

W domu można samemu zrobić jogurt, kefir, a nawet ser.

* Litr mleka (nie UHT-e) podgrzewamy do temperatury około 80 stopni Celsjusza. Gdy ma około 45 stopni C dodajemy do niego łyżkę jogurtu naturalnego. Całość przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na noc. Rano powinniśmy już mieć pyszny jogurt. Im większą "szczepionkę" dodamy do mleka, tym jogurt wyjdzie gęstszy.

Własne jedzenie to także różnego rodzaju przetwory, kiszonki czy nalewki. Warto odkurzyć babcine przepisy lub poszukać w internecie i cieszyć się ich smakiem.

To tylko inspiracje, bo sposobów na wytwarzanie własnego jedzenia jest więcej. A jeśli raz spróbujesz coś wyhodować sama, nie będziesz chciała z tego zrezygnować.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.