Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z Jaki Nett, 75-letnią nauczycielką jogi Iyengara, która opracowała skuteczną metodę na nietrzymanie moczu i dysfunkcję mięśni przepony miedniczej, rozmawia Aga Kozak.

Wszyscy emocjonują się twoją drogą dochodzenia do jogi…

- Masz na myśli to, że byłam kiedyś króliczkiem "Playboya"? No przecież nie będę tego ukrywać! Faktycznie, pracowałam dla "Playboya" przez ponad 11 lat, ale zaczęłam tę pracę w 1967 roku, czyli lata temu! Przy okazji wyjaśnię, co robiłam, bo ludzie mają często mylne wyobrażenia: Playboy Bunny to kelnerka, która roznosi jedzenie i koktajle w klubach "Playboya". Nie byłam modelką i towarzyszką śmiałych zabaw.

Byłam też bardzo dumna ze swojej pracy, bo też nie łatwo było ją zdobyć – nie liczył się tylko wygląd. I choć w dzisiejszych czasach może to dla niektórych zabrzmieć dziwnie, to ja bardzo lubiłam tę pracę.

Choć wymagała tylko bycia kelnerką na 8-centymetrowych obcasach, to jednak była prestiżowa, a do tego w tzw. domu króliczków kobiety tworzyły ciepłą wspólnotę.

Króliczkowaniem zarabiałaś na studia.

- Kiedy zaczęłam tak pracować, studiowałam już teatrologię, ale zaczęłam jeszcze studia dla modelek i oczywiście potrzebowałam na nie pieniędzy.

Wszystkich ciągle zaskakuje, choć opowiadam o tym w każdym wywiadzie, że "Playboy" bardzo dbał o swoje pracownice. Płacili za nas część czesnego, dostosowywali grafik pracy. To trochę dzięki nim zdobyłam dyplom architekta wnętrz.

Studiowałam jeszcze psychologię humanistyczną.

Potem przyszły

telewizja, modelling…

- W latach 70. zaczęłam pracować w programie „Love American Style”. Pracowałam także jako modelka reklamowa i na wybiegach. Ale króliczkowania nie porzuciłam i podróżowałam po świecie jako reprezentantka klubów "Playboya". Ludzie są zdziwieni, że się tego nie wstydzę, ale przecież to mnie ukształtowało i nie było w tym nic złego.

Nie akceptują też tego, że mając tyle lat, ile mam – a mam koło siedemdziesiątki, no dobrze, ponad… – lubię nadal swój wygląd i o niego dbam.

Zresztą ten wygląd zawsze jakoś przeszkadzał – nawet kiedy zaczęłam prowadzić zajęcia z jogi w San Francisco.

To jak trafiłaś na jogę?

- Zainteresował mnie szyld ze słowem „joga”, którego nie znałam. Byłam pilną uczennicą, bo zaczęłam chodzić na zajęcia w 1976, a w 1977 już miałam certyfikat nauczyciela. I co? Moimi pierwszymi uczennicami były inne króliczki "Playboya".

W międzyczasie sama się szkoliłaś – jesteś wychowanicą samego B.K.S. Iyengara i uczysz jego metody.

- Uczył mnie i on sam, i Geeta Iyengar, jego utalentowana córka. Jeździłam do nich, do Puny, wielokrotnie i godzinami uczestniczyłam w lekcjach. Do tego rodzaju jogi - zwanej iyengar jogą - przyciągnęła mnie anatomia, to że pokazując asany, kładzie się nacisk na jej zrozumienie. Wtedy ma się poczucie sensu – wie się, dlaczego i jak zrobić daną asanę.

Anatomia bardzo jest ważna w twojej sztandarowej pracy, którą opisałaś w książce „Crack in the Mask” („Pęknięcie w Masce”). Przedstawiasz tam zmagania z problemem nietrzymania moczu i sposoby radzenia sobie z nimi.

- Ale nie tylko – książka miała przede wszystkim opowiedzieć o problemie  który dotyczy mnóstwa kobiet  – powinny wiedzieć, że nie są w tym same. Powiedzmy fachowo - dysfunkcja mięśni przepony miedniczej to choroba, którą należy leczyć zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i anatomicznym. Ja opracowałam metodę felt sense będącą instrukcją funkcjonowania mięśni przepony miedniczej.

Bo najpierw trzeba w ogóle je dostrzec, zrozumieć ,jak działają, gdzie są położone.

Uczę też takiej specjalnej pozycji, która pozwala poczuć mięśnie przepony miedniczej. To też ciekawe, że na tych zajęciach dużo się siedzi, żeby dobrze nauczyć się 12 kontaktów, które pomagają ściągać mięśnie dna miednicy. Są to mięśnie kurczliwe, które odpowiadają za trzymanie moczu i rozluźnianie pochwy. Trzeba wiedzieć, gdzie są, żeby się nauczyć nimi pracować.

Jaki Nett pokazuje asanyJaki Nett pokazuje asany mat. prasowe

Ten problem, o którym wspominasz, jest na tyle wstydliwy, że się o nim prawie w ogóle nie mówi.

- A przecież on istnieje wszędzie tam, gdzie są kobiety, które rodziły – bo takie problemy występują często po porodzie. U mnie się pojawił wraz z włókniakami macicy. I proszę mi uwierzyć - zrobiłam wszystko, co miałam nadzieję, że zadziała: ćwiczyłam jogę, nie jadłam mięsa, chodziłam na refleksologię i przyjmowałam rozmaite farmakologiczne terapie eksperymentalne. Nic nie działało, może trochę ćwiczenia mięśni Kegla. Ale zrozumiałam wtedy, że kobiety nie rozumieją większości instrukcji z nagrań pokazujących, jak ćwiczyć te mięśnie, bo prostu ich nie czują i nie wiedzą, gdzie one są! Myślą, że to mięśnie zwieraczy. Nie dziwię się, sama tak miałam, bo jeśli ma się słabe mięśnie Kegla, to te są najbliższe im miejscem, więc się po prostu zaciskają!

To, co mnie pomogło, nadaje się na anegdotę: uczyłam wtedy psychologii i jeden ze studentów zapytał mnie o Freuda i jego zazdrość o penisa, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że kiedy ćwiczę mięśnie dna miednicy, to mogę sobie faktycznie wyobrażać, że mam penis i że próbuję go unieść! I pomogło!

Zaczęłam potem studiować różnice i podobieństwa w męskich i kobiecych układach mięśni dna miednicy. Kiedy tylko zobaczyłam, że łechtaczka to taki mały penis – zaczęłam rozumieć z anatomicznego punktu widzenia, co tak naprawdę jest do zrobienia. Część uczennic zaczęła zwracać mi uwagę na to, że często nie chcą robić pozycji odwróconych, bo wiedzą, że ich pochwa np. po porodach nabierze powietrza i będzie wydawać odgłosy – i wstydziły się tego. Zrozumiałam więc, że moim głównym wyzwaniem będzie przywracanie świadomości i czucia tym rejonom. Tak powstała moja metoda. Jej częścią jest też psychologia, bo przecież jak wspomniałaś, o tym problemie się nie mówi. Uczymy się też więc przywracać strefę cielesną i miłość do niej. Jeśli nie kochamy, nie poważamy naszej miednicy, pochwy – nie będziemy jej czuć. Więc jak ma dawać nam znać, co czuje, zarówno w kwestii pragnień seksualnych, jak i tego, że chce ci się siusiu.

Powtarzam – przeżyłam to sama, więc wiem, o czym mówię – znałam wszystkie dostępne łazienki w okolicy, ubierałam się tylko w luźne ubrania, żeby w razie czego szybko móc je ściągnąć, oraz nauczyłam się sikania do kubka w sytuacjach awaryjnych.

A gdybyś miała dać szybką radę komuś z takimi problemami?

- Jeśli już dotrzesz do łazienki, to nie staraj się załatwić sprawy jak najszybciej. Oddawaj mocz najwolniej, jak potrafisz, odzyskując czucie i kontrolę nad tym procesem. To też dobre ćwiczenie prewencyjne. Doradziłabym też znalezienie kogoś, z kim możemy po prostu pogadać, poradzić się po ludzku, żeby nie być z tym same. Bo to jest najgorsze, jeśli nie można nawet o tym porozmawiać!

Joga: Jaki Nett pokazuje asanyJoga: Jaki Nett pokazuje asany mat.prasowe

Co ciekawe, choć uczysz głównie kobiety, to na zajęcia zapraszasz też mężczyzn – to z racji naszych podobnych anatomii?

- Tak! Bo, po pierwsze, mogą się nauczyć, jak pomóc bliskiej im kobiecie, ale też mogą się nauczyć wzmacniać prostatę.

Jak rozumem, twoje ćwiczenia polepszają też doznania seksualne? I można je robić także, nie mając dysfunkcji albo starając się im zapobiec?

- Ależ oczywiście. Mięśnie dna miednicy są kluczowe przy odczuwaniu przyjemności seksualnych i trzeba je ćwiczyć – przydaje się to i w seksie, i przy porodzie, i kiedy przekwitasz. Ale joga i ćwiczenia to gwarancja dobrego samopoczucia w ogóle. Popatrz na mnie – mam 75 lat i prowadzę studio jogi w Napa Valley, dużo podróżuję, zresztą moja kolejna podróż prowadzi właśnie do Polski – w marcu poprowadzę w Warszawie Międzynarodowy Konwent Jogi. I czuję się świetnie!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.