Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aga Kozak: Podczas sobotniego wystąpienia na Kongresie Medycyny Integralnej będziesz mówił między innymi o stresie. Jak to w końcu jest? Czy stres jest dla nas dobry, czy zły?

Dr N. Lee Smith: Pewnie wiesz, że może być i taki, i taki. Hans Selye już około stu lat temu rozróżnił ten „zły” zwany stresem i ten „dobry” zwany eustresem. Stres łączący się z udręką i cierpieniem może mieć negatywny wpływ nie tylko na to, ja się czujemy czy jak nam się żyje, ale również na nasze zdrowie. Natomiast ten „dobry” stres służy zdrowiu. Bo przyznajmy – życie bez czynników stresowych jest nudne.

Mięśnie potrzebują być stresowane (czyli wyzywane, drażnione, podniecane do działania), żeby pozostawały silne – i ta sama zasada stosuje się do mózgu!

Martin Seligman przeprowadził nawet takie badania, które teraz wydają się okrutne, ale były przełomowe: zestawił ze sobą zwierzęta, które zostały poddane stresowi, i te, które stresu nie przeżyły. Wszystkim wstrzykiwano potem wirusy i komórki rakowe, żeby sprawdzić, które będą podatne na chorobę, a które nie. Te, które były zestresowane i nie miały szans na rozładowanie tego stresu, chorowały częściej niż zwierzęta, które mogły jakoś sobie ze stresem poradzić, rozładować go.

Inny uczony, Mihaly Csikszentmihalyi, całą swoją karierę poświęcił na badanie radosnych chwil w życiu człowieka. To, czego się dowiedział, opisał w książce pt. „Flow”. Najradośniejsze momenty naszego życia zachodzą więc również wtedy, kiedy mamy do czynienia z jakimś wyzwaniem, mamy poczucie kontroli nad nim. Oczywiście kluczowym pytaniem jest to, co sprawia, że stres jest dobry, czy nie. Opowiem trochę o tym na Drugim Kongresie Medycyny Integralnej w Warszawie organizowanym przez Orinę Krajewską z fundacji Bądź.

A czy możliwe jest osiągnięcie jakiejś takiej homeostazy, kiedy jesteśmy po prostu zdrowi i dobrze się czujemy? Co jest do tego potrzebne?

WHO definiuje zdrowie nie tylko jako nieobecność choroby, ale także „total wellbeing”, czyli „całościowe dobre samopoczucie”: fizyczne, mentalne i związane z naszą obecnością w społeczności.

Nasz wewnętrzny balans to nie tylko bycie „niechorym”. Jeśli osoba ma dogłębne poczucie duchowego balansu – wszystkie trzy wspomniane przez WHO wskaźniki się poprawiają.

Podobnie z mentalnym i socjalnym poczuciem dobrostanu, który wpływa na nasz stan fizyczny! Prawdziwy dobrostan osiągamy nie tylko wtedy, kiedy nie mamy zaburzeń psychicznych czy złego stresu, ale też wtedy, kiedy nasze życie zawiera wszystkie aspekty opisane przez psychologię pozytywną: odporność, szczęście, rozwój aż do pełnej dojrzałości i samoaktualizacji. Pewnie zauważyłaś, że są to jednocześnie cele rozwoju duchowego. Możemy nawet użyć naukowych schematów ustalonych przez pozytywną psychologię do opisania, czym jest duchowość!

Często opowiadasz o czterech mentalnych zasadach, które pozwalają nam nie tylko osiągnąć stan równowagi, ale też np. pokonać chorobę.

Nasze życie wypełniają czynniki stresogenne. W pewnym sensie stres staje się jednym z kluczowym czynników bycia żywą istotą. Więc takie cztery zasady – dobrze ugruntowane naukowo, opisane i sprawdzone – przekształcania złego stresu w dobry eustres, które badać miały wpływ zarówno na nasze życie, jak i zdrowie, to:

* Wewnętrzne źródło kontroli

Jest pewien paradoks związany z tym pojęciem, bo im bardziej starasz się kontrolować świat, tym bardziej wydaje się niemożliwy do skontrolowania.

Zdrowa kontrola zakłada naszą integralność: z naszymi najgłębszymi zasadami, wartościami i mądrością wraz z jednoczesną zintegrowaną obecnością niezależnie od okoliczności.

Innym wymiarem tego paradoksu jest odpuszczenie potrzeby kontroli zewnętrznej sytuacji. Ten zdrowy rodzaj kontroli zakłada naszą zdolność reagowania na każde warunki w taki sposób, że wszyscy dookoła będą podziwiać naszą siłę, mądrość i odporność. Przebaczenie pozwala ci z kolei nie obwiniać innych, nie przywiązywać się do tego, że to innych wina – bo to sprawia, że jesteś prawdziwie nieszczęśliwy. Pozbądź się przywiązania do pojęcia winy. I pamiętaj, że wewnętrzne źródło kontroli to początek odporności.

* Poczucie przynależności

Przynależność to termin, który prowadzi nas do uzdrowienia, tworzenia jedności zamiast separatyzmu, to poczucie bycia częścią czegoś więcej.

Trzeba zapytać siebie: „Czy sposób, w jaki zarządzam tą sytuacją, bardziej nas jednoczy czy rozdziela?”.

Odpowiedź da również wskazówkę dotyczącą tego, czy stres, którego doświadczamy w związku z ta sytuacją, to stres czy eustres. Ze wszystkich czterech zasad – długofalowo – ta może się okazać najważniejsza dla naszego zdrowia.

* Poczucie sensu i większego znaczenia

W tej zasadzie mieści się znalezienie głębszego sensu nie tylko swojej pracy, ale też wydarzenia, które właśnie się rozgrywa, którego jesteśmy częścią.

Wystarczy zapytać: „Czego to mogłoby mnie nauczyć?”, „W jaki sposób mogę wyciągnąć z tego coś dobrego lub wartościowego?”.

Ludzie, którzy widzą życie w ten sposób, mają lepsze życie, bo posiadają większą mentalną i fizyczną odporność niż ludzie, którzy widzą je jako pasmo udręki.

* Nadzieja

Optymiści są zdrowsi niż pesymiści – i dotyczy to zarówno zdrowia fizycznego, jak i mentalnego. Zdrowa nadzieja to nie jest przywiązanie do pozytywnego wyniku za wszelką cenę, lecz raczej optymistyczna gotowość do poradzenia sobie z tym, co nadejdzie.

W sobotę będziesz też opowiadał o połączeniu między myśleniem i bólem.

I opowiem o tym, że lękliwe, zestresowane myśli same w sobie niosą ból. Nie tylko przez stwarzanie napięcia w mięśniach, ale przede wszystkim przez zwiększenie odpowiedzi mózgu na sygnały bólowe.

Zarówno ból, jak i lęk są sygnałami, które mają nas chronić. Oba używają tych samych neurotransmiterów żeby poinformować mózg i układ nerwowy. Sygnał bólowy do mózgu przechodzi przez nasz system emocjonalny – czyli limbiczny – tworząc nie tylko cierpienie, lecz przynosząc jeszcze więcej lęku.

To z kolei podnieca ciało migdałowate do poszukiwania zagrożenia i nadmiernej reakcji na sygnały nerwowe. Jeśli weźmiemy za przykład ból głowy - wszyscy chyba przypomnimy sobie, że kiedy mamy lekką migrenę, to nie tylko ból głowy dolega, ale też jesteśmy nadwrażliwi na inne bodźce: światło sprawia ból, dźwięki denerwują, zapachy przeszkadzają, stres jest mocniejszy. Lękowe lub agresywne zachowania (czyli składniki stresu!) mogą też spowodować ból głowy lub klatki piersiowej.

To w jaki sposób duchowość może być sposobem na ból?

Duchowość sprawia, że traktujemy życie mądrzej, z większą dozą współczucia i nadziei. Wszystkie te składniki aktywują partie mózgu, które są w stanie uspokoić ciało migdałowate, pomimo sygnałów bólowych i powodowanego przez nie cierpienia. Można by w uproszczeniu więc powiedzieć, że nasza duchowość zapobiega emocjonalnemu bólowi oraz zmniejsza fizyczne cierpienie.

Czego nie powinniśmy robić, kiedy nas boli?

Pamiętajmy, że przyzwyczajenia rodzą się wtedy, kiedy coś powtarzamy albo zachowujemy się w określony sposób – również w stosunku do czynników stresogennych.

Bycie osądzającym powoduje złość i może prowadzić do wrogości. Taka wrogość w człowieku podnosi ryzyko ataków serca i udarów.

Ciągłe zadawanie sobie pytań opartych na lęku, skupionych na nas samych („Czy na pewno jestem bezpieczna?”, „Czy nie jesteś dla mnie zagrożeniem?”, „Czy daję radę?”, „Czy jestem godny miłości?”, „Czy jestem akceptowalny?”) powoduje ciągły stres, który po pewnym czasie może sprawić, że części mózgu, w których aktywuje się lęk, ból i cierpienie – rosną! Powtarzalne samopotępianie się za błędy jest szczególnie szkodliwe i naprawdę może spowodować depresję.

Patrzenie na świat „my kontra oni” buduje napięcie w społeczeństwie. Kiedy czujemy, że tak jest, możemy reagować, odruchowo spinając mięśnie – bo boimy się owych „innych”, co oczywiście pogarsza naszą odporność na ból i stres.

Ale nie wystarczy powiedzieć: „Nie rób tych rzeczy!”. Żeby wyeliminować owe odruchy, mózg musi dostać coś w zamian. Żeby więc wywołać jakieś pożądane zachowanie, najpierw należy zwizualizować zrobienie czegoś. I tu wkracza duchowość. Duchowe „przyzwyczajenia” (takie jak korzystanie ze swojej mądrości, współczucie, obecność czy bezwarunkowa miłość) i praktyki naturalnie wyłączają te niesłużące nam przyzwyczajenia, tworząc nowe połączenia w mózgu, dzięki którym wejdzie nam w nawyk bycie raczej dobrymi niż złymi, głównie dla siebie.

Pięknie opowiadasz o połączeniu wyników badań, które przedstawiasz z mądrościami mistrzów duchowych.

Duchowość to poszukiwanie ścieżek rozwoju prowadzących do pełni mądrości, miłości i żywotności. Podkreślali to Kriszna, Budda i Jezus. Jezus mówi o tym w swoim Kazaniu na Górze: „Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki”. Co to dokładnie znaczy?

Że jeśli w życiu pojawi się zamieszanie, jeśli pojawi się stres – będzie najlepiej, jeśli przyjmiesz taką postawę, jakbyś był domem zbudowanym na skale. Wtedy poradzisz sobie ze wszystkim, co nadejdzie.

Przekazy duchowe tak naprawdę opisują procesy psychologiczne, którymi zajmują się poważni naukowcy od zdrowia psychicznego: naszą ciągłą autoaktualizację prowadzącą nas do głębszego zrozumienia samych siebie i swoich zachowań. Podobnie ze wspomnianym przeze mnie pożądanym stanie jedności zamiast rozdzielenia – przecież ta opowieść o jedni też jest opisywana przez wielkie księgi duchowe.

Co więcej – tak samo jak my, naukowcy zajmujący się zdrowiem, duchowość szuka sposobu na ulżenie cierpieniu. Chęć znalezienia sposobu na nie jest przecież dokładnie tym, co sprowadziło Buddę na jego ścieżkę duchową.

Dalajlama powiedział kiedyś: „Nauki buddyjskie nie są religią: są nauką zajmującą się naturą umysłu”. Starożytne nauki – dzięki głębokiej eksploracji tematu, wielkiemu doświadczeniu i eksperymentom z praktykami tych, którzy zdecydowali się na ścieżkę duchową – odkryły to, co aktualnie dokumentują nauki medyczne.

Budda nauczał, że bycie obecnym (w pełni w tu i teraz, bez osądu ale za to ze współczuciem) jest sposobem na cierpienie. Jezus nauczał tak naprawdę tego samego. A my co? My zrobiliśmy ponad 2000 badań i opracowań zaświadczających, że to, co mówili jest prawdą i naprawdę pozwala zmniejszyć cierpienie.

Mędrcy poszukiwali zrozumienia fundamentalnych praw i równowagi w naturze: tego, co pomiędzy taoistycznym yin i yang, biologicznej homeostazy pomiędzy przeciwstawnymi siłami w ciele. Jezus, Budda i niektóre sagi hinduistyczne opowiadają o transformacji z tego, co możemy nazwać „małym ego” (oddzielonym, lękliwym, osądzającym) w „prawdziwe ja” – samoaktualizującym się, zyskującym coraz głębszą, uzdrawiającą, wewnętrzną mądrość, która tak naprawdę – cały czas jest w nas.

Dr N. Lee Smith, MD, jest dyrektorem Stress Medicine w The Center for MindBody Health w Salt Lake City. Jest internistą z subspecjalnością w zakresie medycyny behawioralnej, która łączy zdrowie psychiczne i fizyczne. Przewodniczył krajowym komitetom programowym w tej dziedzinie. Założył Klinikę Stress Medicine na Uniwersytecie w Utah, gdzie był klinicznym profesorem medycyny. Wcześniej był dyrektorem medycznym grupy zadaniowej zajmującej się problemami behawioralnymi i stresowymi w szpitalu LDS w Salt Lake City, gdzie był także wiceprzewodniczącym Departamentu Medycyny Wewnętrznej. Był współzałożycielem Instytutu Duchowości i Leczenia w Medycynie. Zainteresowania badawcze dr. Smitha koncentrują się na określeniu rodzajów zaburzeń medycznych związanych z lękiem i depresją, przewlekłych problemów bólowych oraz na wpływie na wyniki zdrowotne skutecznego leczenia problemów związanych ze stresem. Jest współautorem powszechnie używanego podręcznika pt. „Zdrowie umysłu i ciała: skutki postaw, emocji i związków” (ang. Mind Body Health: The Effects of Attitudes, Emotions and Mind Body Health: The Effects of Attitudes, Emotions and Relationships (San Francisco, Pearson Higher Ed, 2014-5th Edition), jest także autorem wielu innych artykułów naukowych i książek.

Podczas Drugiego Kongresu Medycyny Integralnej zaprezentuje wykład „Wpływ duchowości na umysł i ciało”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.