Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od dziecka uczono nas, że jeśli coś się zaczyna, to trzeba skończyć. Że należy być zdyscyplinowanym i dobrze zorganizowanym. Tak oto dowiadywaliśmy się od rodziców, że musimy wykonać nawet rzeczy, których szczerze nie lubimy. Po co? Dla naszego dobra czy dlatego, że tak trzeba. Z jednej strony uczymy się bycia konsekwentnym, a z drugiej - jeszcze bardziej zniechęcamy się do rzeczy, które musieliśmy zrobić. W efekcie, gdy stajemy się samodzielni, nie chcemy tego robić w ogóle, a przynajmniej ograniczać tę możliwość do minimum.

Lata konsekwentnego kończenia tego, co zaczęliśmy, to jednak prawdziwy trening dla naszej osobowości.

Kończenia tego, co zaczęliśmy, uczymy się wtedy, gdy jesteśmy dziećmi

Kończenie rozpoczętych rzeczy najbardziej kojarzy się ze szkołą i nauką. Raz, że w okresie szkolnym najczęściej musieliśmy się wywiązać z nielubianych powinności, dwa - zmuszała nas do tego nie tylko konieczność związana z zaliczeniem lub oblaniem jakiegoś przedmiotu, lecz także presja ze strony rodziców.

O tym, że „musimy” robić i najlepiej kończyć rzeczy, na które wcale nie mamy ochoty, dowiadujemy się jednak dużo wcześniej: bo musimy ładnie jeść, bawić się, zachowywać grzecznie już w wieku kilku miesięcy. I niestety, wtedy nie mamy najmniejszej siły przebicia, a gdy w wieku kilku lat zdecydujemy się na obronę swoich granic czy kwestionowanie zdania innych, określane jest to mianem „buntu dwu-, trzy-... czy nastolatka”. Tak więc kończenie tego, co zaczęliśmy robić, jest jedną z pierwszych zasad, której się uczymy.

Nasz mózg jest szczęśliwy, gdy doprowadzamy rzeczy do końca

Później, w wieku dorosłym, przeżywamy kolejny bunt – nie robimy rzeczy, których nie lubimy (pod warunkiem, że nie musimy). Nasz mózg nie lubi, gdy nie kończymy zaczętych rzeczy. Okazuje się, że nieskończone lub przerwane podczas wykonywania prace zapamiętujemy lepiej od tych, które udało nam się zakończyć. Nieskończone/niewyjaśnione sprawy budzą w nas też jednak ciekawość i niepokój (zapewne znasz to uczucie, gdy kończy się odcinek serialu w momencie, w którym następuje zwrot akcji).

W psychologii to zjawisko zostało nazwane efektem Zeigarnik (za psycholożką Blumą Zeigarnik). Co więcej, nasz mózg może utknąć na niedokończonych sprawach, co sprawia, że trudno nam będzie się skupić na czymś nowym, nawet jeśli kolejna rzecz wydaje się potencjalnie bardziej pociągająca. Zdaniem psychologów efekt Zeigarnik może tłumaczyć to, dlaczego bardziej żałujemy rzeczy, których nie zrobiliśmy lub nie dokończyliśmy, od tych, które wykonaliśmy z sukcesem. Dlatego psychologowie radzą, by jednak trzymać się dobrych zasad wyniesionych z dzieciństwa i kończyć to, co się zaczęło. Albo nie zaczynać robić rzeczy, o których już na starcie wiemy, że nie dadzą nam satysfakcji.

Dlaczego warto kończyć to, co się zaczęło

A teraz się zastanów: czy gdy zaczynasz czytać książkę i po kilkunastu stronach uznajesz, że cię nudzi, to czytasz ja do kończą czy porzucasz? A może zdarzyło ci się zacząć chodzić na siłownię, by po kilku tygodniach z niej zrezygnować, bo uznałeś, że wolisz chodzić na basen? Albo złe wyniki badań sprawiły, że zdecydowałeś się przejść na dietę, po czym przestałeś ją stosować, bo skusiło cię wykwintne danie. O ile porzucona książka czy zamiana siłowni na basen nie powinna budzić poczucia winy, o tyle porzucenie zdrowych nawyków powinieneś potraktować jak sygnał alarmujący.

Zdaniem ekonomistów takie działanie umotywowane jest naszym pragmatyzmem – wolimy wybierać rzeczy, które dają nam satysfakcję i są dla nas interesujące. Ale z punktu widzenia ekonomii im dłużej wytrwamy w jakimś projekcie (np. rygorystycznej diecie), tym większe ryzyko, że porzucimy go przed jego końcem dla czegoś bardziej interesującego i tym samym nie osiągniemy wcześniej zamierzonego celu.

Jak doprowadzać rzeczy do końca?

Jeśli więc chcesz skutecznie nauczyć się kończyć to, co zacząłeś robić, skup się na następujących krokach, które powinny ci to ułatwić:

  1. Lepsze jest wrogiem dobrego
    Jeżeli realizujesz projekt, który od początku sprawia ci trudności, zrób wszystko, by wykonać go dobrze. Nie musisz być we wszystkim najlepszy. Staraj się więc nie komplikować swojej pracy, by w nieskończoność nie dokonywać poprawek.
  2. Trzymaj się jasno określonych ram czasowych
    Im projekt bardziej rozpływa się w czasie, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego zakończenia. Dlatego staraj się rozłożyć prace tak, by zmieścić się we wcześniej narzuconym sobie czasie.
  3. Działaj małymi krokami
    Zdaniem dr. hab Jamesa Tiberiusa Stone’a, filozofa z Uniwersytetu Waszyngtona w Seattle, dobrą metodą jest podzielenie projektu na kilka mniejszych części. Gdy mamy trudność z wykonaniem zadania, łatwiej nam się skupić na jego fragmencie niż na całości, która może nas stresować, wydawać się trudna do zrealizowania i w efekcie demotywować.
  4. Nie rozpraszaj się
    W czasie, w którym postanowiłeś wykonać i zakończyć dany projekt, zajmij się tylko nim. Unikaj potencjalnych rozpraszaczy, a w czasie, w którym wykonujesz zaplanowaną pracę, unikaj dodatkowych bodźców, takich jak np. media społecznościowe itd.

Kiedy nie musisz czegoś zrobić, to sobie odpuść. Wtedy naprawdę zaoszczędzisz czas, będziesz mniej zestresowany, a w zamian może zrobisz coś naprawdę ciekawego i twórczego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.