Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksandra Strójwąs: Wiele osób chciałoby wiedzieć, co zrobić, żeby unikać porażek. No właśnie, czy powinniśmy ich unikać?

Joanna Chmura: Odpowiedź jest i prosta, i trudna jednocześnie. Prosta dlatego, że wystarczy przedefiniować porażkę, czyli nazywać coś nie porażką, tylko lekcją, bo porażki mają w sobie zakodowany ogromny potencjał rozwoju. To, czy wyciągamy z nich lekcje, może nas posunąć naprzód albo utrzymać w poczuciu frustracji. Więc pytanie brzmi: co my robimy z tymi lekcjami, które przynoszą porażki. W psychologii mówimy o kryzysach rozwojowych, czyli o momentach potencjalnego ogromnego wzrostu. Takim kryzysem może być właśnie porażka. Jeśli tylko nie stłumimy tego, co ona przynosi.

Czy teraz jest większe przyzwolenie na mówienie o własnych porażkach?

Jako psycholog czuję ulgę z powodu pojawienia się takiego trendu, że zaczynamy głośno mówić o porażkach. Mamy chociażby obchodzony 18 stycznia Dzień Porażki (w tym roku z tej okazji jest w Polsce konferencja) czy amerykański Fuck Up Day. Ale na razie wciąż jeszcze obserwuję niepokojącą tendencję do powierzchownego traktowania tego tematu. Bo proces przeżywania porażki ma trzy etapy: jest zdarzenie, które nazywamy porażką, potem jest etap wewnętrznego wzburzenia, kiedy dochodzą do głosu nasze emocje, przeżycia, przekonania, i potem jest trzeci etap – tzw. transformacji. To wtedy wychodzimy z tej porażki nowi, bogatsi, mądrzejsi. W mówieniu o porażce często pomija się ten drugi etap. Mówimy: „zdarzyło nam się bankructwo, było ciężko, ale podnieśliśmy się z tego i teraz jest świetnie”. Mało jest gotowości do analizowania tych emocji, i to bym chciała zmienić w naszym społeczeństwie, bo właśnie tam jest ukryta kopalnia wiedzy. Tak jak w cytacie Josepha Campbella: „W jaskini, do której boisz się wejść, jest skarb, którego potrzebujesz”.

Chodzi o przyjrzenie się tym trudnym emocjom, które porażka za sobą niesie?

Tak, bo takim trudnym zdarzeniom towarzyszą zazwyczaj lęk, wstyd, złość lub coś, co dla wielu jest zaskoczeniem, czyli żałoba. Bo okazuje się, że nie jestem jednak idealnym rodzicem czy pracownikiem. I musimy wtedy pochować ten swój idealny wizerunek, czyli uśmiercić tę perfekcyjną matkę czy perfekcyjnego ojca albo pracownika. Musimy pogodzić się z tym, że jesteśmy niedoskonali. Po wykonaniu takiej pracy dowiadujemy się ważnych rzeczy o sobie. Przyzwolenie na swoją niedoskonałość, akceptacja tego, przynosi dużą ulgę. Poza tym paradoksalnie to działa uwalniająco na umysł, bo nie mamy żandarma w głowie, który mówi: „Nie schrzań tego”. A kiedy go nie ma, to się lepiej myśli, tworzy, rozwija.

Tylko jak nie wpaść w pułapkę nadmiernego przeżywania tych emocji?

Niedobre dla naszego zdrowia psychicznego jest przestać o tym myśleć i zająć się od razu czymś innym, udawać, że to się nie wydarzyło. Niedobre byłoby też nadmiernie to przeżywać, mówić sobie, że np. więcej nie pójdziemy do pracy, bo coś nam nie poszło. Dobrze pozwolić sobie na płacz, złość, też na lęk, bo jeżeli będziemy unikać patrzenia na to, co się wydarzyło, to to wróci. Często mówię półżartem, że nieprzepracowane emocje w porażkach idą do piwnicy i tam pakują bicepsy, a potem wracają silniejsze. Więc zróbmy sobie przysługę i po prostu przeżyjmy te emocje.

No dobrze, zatem dopuściliśmy do głosu emocje, pozwoliliśmy im wybrzmieć. Jak  teraz wyciągnąć z porażki konstruktywne wnioski?

Zanim w ogóle będziemy mieli zdolność wyciągania wniosków i przeanalizowania tego, co się stało, to czyhają na nas dwie pułapki. Po pierwsze, pułapka obwiniania, czyli zrzucania całej odpowiedzialności za to, co się zdarzyło, na kogoś innego. Jeśli wpadniemy w tę pułapkę, to nie mamy szans na naukę, tylko myślimy, jacy inni są źli. Druga pułapka to pisanie, jak to nazywa Brené Brown, „gównianego pierwszego szkicu”. Chodzi o to, że kiedy brakuje nam danych i coś się wali, nasz mózg próbuje się szybko zorientować, o co chodzi. I brakujące dane, czyli elementy typu, kto coś zrobił albo co się takiego wydarzyło, uzupełniamy sobie fikcyjnymi informacjami. I dlatego ten pierwszy szkic jest „gówniany” – bo jest po prostu nieprawdziwy. Czyli np. wychodząc z burzliwego spotkania w pracy, pytam szefa, czy idziemy na lunch, a on na to przewraca oczami i idzie w drugą stronę. A ja od razu dopisuję sobie cały scenariusz, że on mnie nie lubi, właściwie to nigdy nie lubił i pewnie chce mnie zwolnić. Ta moja opowieść jest nieprawdziwa i oparta tylko na jednym fakcie, który zauważyłam – przewracaniu oczami. Kiedy wpadniemy w wir pisania własnego „gównianego scenariusza”, to znowu się oddalamy od możliwości wyciągnięcia lekcji, bo oddalamy się od prawdy.

Joanna Chmura - psycholog specjalizująca się w tematyce wstydu, odwagi i wrażliwości.Joanna Chmura - psycholog specjalizująca się w tematyce wstydu, odwagi i wrażliwości. Magda Kozicka

Tylko jak przestać się nakręcać i zatrzymać proces dopisywania historii do faktów?

Najlepiej, kiedy już trochę ochłoniemy, zrobić tabelkę: dzielimy kartkę na pół i wypisujemy fakty i nasze założenia. Czyli co z poziomu faktów się wydarzyło – wyszliśmy ze spotkania, szef przewrócił oczami i odszedł w swoją stronę. Ale cała reszta jest zmyślona. To są moje założenia, że mnie nie lubi i chce zwolnić. Chodzi o umiejętność, którą nazywamy krytyczną uważnością, czyli realne spojrzenie na sytuację pozwalające zauważyć, co jest prawdą, a co fałszem. Bo to jest pierwszy krok do tego, żeby wyciągnąć wnioski. Zazwyczaj jest tak, że tych naszych założeń jest bardzo dużo, a faktów trzy, góra pięć. Zobaczenie tego czarno na białym działa zazwyczaj otrzeźwiająco.

W obliczu porażki może być też tak, że nadmiernie obwiniamy siebie. Wyolbrzymiamy całą sytuację i za bardzo bierzemy do siebie.

Jest taka koncepcja psychologiczna Carol Dweck, autorki książki „Mindset”, która mówi, że powinniśmy mieć z tyłu głowy takie oprogramowanie, które wyłapuje nasze przekonania o własnej tożsamości, czyli stwierdzenia typu: „jestem głupia, beznadziejna, nieogarnięta”, i zamieniać je na: „źle zrobiłam, głupio wybrałam, głupio się zachowałam”. Czyli to, co nas może ratować, żeby nie wpaść w otchłań nadmiernego obwiniania siebie, to oddzielenie swoich zachowań od nas samych. To nie ja jestem głupia, to moje zachowanie było głupie, a zachowanie zawsze mogę zmienić. I takie myślenie przyda nam się zawsze, nie tylko wobec porażki.

*Joanna Chmura – psycholog specjalizująca się w tematyce wstydu, odwagi i wrażliwości. Realizuje projekty rozwojowe dla klientów indywidualnych oraz organizacji. Jest pierwszym w Polsce certyfikowanym facylitatorem programów The Daring Way™ oraz Rising Strong™, a od stycznia 2017, jako jedyna w Europie, w odpowiedzi na zaproszenie od samej Brené Brown należy do jej zespołu 15 międzynarodowych facylitatorów Brave Leaders Inc.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.