Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksandra Mijakoska-Siemion: Pani profesor, to kiedy zacząć rozmawiać z dziećmi o pieniądzach?

Agata Gąsiorowska: Rozmawiać możemy dopiero wtedy, gdy dziecko zaczyna rozumieć, o co w pieniądzach chodzi. Tylko niestety, to będzie już znacznie za późno. Z badań wynika, że dzieci rozumieją funkcjonowanie pieniędzy „na dorosły sposób”, gdy mają 10-11 lat. Wtedy faktycznie możemy prowadzić rozmowę – czyli wymianę zdań na temat pieniędzy. Lepiej się zastanowić nad tym, kiedy powinniśmy zacząć je uczyć o pieniądzach. I tu odpowiedź brzmi: im wcześniej, tym lepiej.

W nas, dorosłych, temat pieniędzy często budzi duże emocje.

Bo rodzice mają problem z takim tematem. Pieniądze uważamy za coś brudnego, złego, nieetycznego. Często sądzimy, że im dłużej uchronimy dzieci przed sprawami związanymi z pieniędzmi, tym lepiej. Z jednej strony częściowo mogłabym się z takim podejściem zgodzić - dobrze, gdy chronimy dzieci przed przekonaniem, że pieniądze są super, że to rzecz, która nam daje władzę. Z drugiej strony jednak chronienie dzieci przed przekonaniem, że pieniądze warto oszczędzać, że warto je wydawać w sposób racjonalny, jest już po prostu szkodliwe.

Spójrzmy na taką sytuację: część dzieci wierzy w Świętego Mikołaja, a część nie. I te, które nie wierzą, to powiedzą: mamo, kup mi tę zabawkę pod choinkę. I prawdopodobnie w 90 proc. przypadków mama odpowie dziecku, że nie kupi danej rzeczy, bo...

Bo nie ma pieniędzy?

No właśnie. Taki komunikat rodzicom wydaje się bardzo celny i dobry, a wcale tak nie musi być. Jeśli będziemy mówić dziecku, że mama nie kupi danej rzeczy, bo nie ma pieniędzy, to dziecko na podstawie takiego powtarzanego komunikatu może zbudować sobie przekonanie, że kiedy ma się pieniądze, to można kupić wszystko – ma się władzę nad otaczającą rzeczywistością, a więc pieniądze to jedyny sposób do osiągnięcia celu. Z reguły jednak prawdziwym powodem, dla którego rodzic nie chce czegoś kupić dziecku, jest nie brak pieniędzy, tylko świadomość, że syn albo córka ma dużo zabawek albo że ta konkretna nie jest warta swojej ceny. Każdy z tych właśnie komunikatów buduje inną strukturę myślenia u dziecka niż komunikat: „Nie, bo nie mam pieniędzy”.

Czyli w sytuacji, gdy nie chcemy czegoś dziecku kupić, lepiej powiedzieć prawdę?

Tak. Tłumaczyć, że nie kupimy, bo uważamy że nie jest potrzebna albo warta takich pieniędzy. Możemy też mówić, że za te same pieniądze możemy poszukać lepszej/ciekawszej zabawki. Pieniądze maja dokładnie taką wartość, na jaką się umawiamy, i nie powinny być niczym więcej niż narzędziem służącym do zapłaty. Zdecydowanie nie powinny stanowić o sile czy władzy ani same w sobie być wartością.

To jak mądrze mówić o pieniądzach?

Zdecydowanie neutralnie. Możemy powiedzieć dziecku, że np. zabawka kosztuje dziesięć złotych, ale za tę samą kwotę może mieć dwie mniejsze zabawki lub kilka lizaków. Tym samym mówimy dziecku o wartości czysto ekonomicznej pieniędzy.

Czyli dochodzimy do momentu, w którym zaczynamy uczyć posługiwania się pieniędzmi.

Tak. Uczenie dzieci ekonomicznego (instrumentalnego) podejścia do pieniędzy jest jak najbardziej odpowiednie i nie należy go unikać.

To w którym momencie warto zacząć rozmawiać z dziećmi o oszczędzaniu?

Są badania, które pokazują, że już czterolatki mogą się nauczyć oszczędzać. Dlatego zamiast rozmawiać o oszczędzaniu, lepiej aranżować okoliczności, w których będziemy mogli pokazać, na czym ono polega.

Więc co, kupujemy skarbonkę?

Przede wszystkim dajemy dziecku kieszonkowe, którym będzie mogło rozporządzać, bo oszczędzanie polega na regularnym odkładaniu pieniędzy i podejmowaniu decyzji o tym, jak wydajemy pieniądze. Potem kupujemy skarbonkę.

Moim zdaniem idealną skarbonką jest Savvy Pig wymyślona przez Susan Beacham. Susan pracowała z dorosłymi, pomagając im zarządzać swoimi pieniędzmi kiedy doszła do wniosku, że taką edukację trzeba zacząć już u małych dzieci. Savvy Pig to przezroczysta plastikowa skarbonka, w której są cztery niezależne części: jedna przeznaczona na to, by zaoszczędzić na jakąś konkretna rzecz/cel w długim czasie; druga po to, by móc wydać tu i teraz (oszczędności krótkoterminowe); w trzeciej oszczędzamy, by przekazać pieniądze potrzebującym; w czwartek z kolei oszczędzamy, by zainwestować – czyli na przykład w porozumieniu z rodzicami, jeżeli zaoszczędzimy dana kwotę w określonym czasie, to rodzice dołożą nam ustalona kwotę i będziemy mogli pomnożyć oszczędności. W tym przypadku oszczędzanie jest szczególnie trudne, bo nie mamy konkretnego celu, a jedynym powodem oszczędzania jest pomnożenie pieniędzy. Jest to sytuacja dość trudna nie tylko dla dzieci, ale też dla osób starszych, więc dobrze ją trenować od maleńkości. Zgodnie z takim podejściem uczymy nie tylko oszczędzania jako takiego, ale także wskazujemy, że może mieć ono różne cele.

Ta skarbonka jest fajna, bo uczy dzieci – ale także rodziców - jak w konkretny, praktyczny sposób można oszczędzać i planować oszczędzanie. Savvy Pig ma naklejki z różnymi rzeczami, które możemy wykorzystać, żeby oznaczyć cel oszczędzania – np. kupno roweru. Takie planowanie jest skuteczniejsze, bo gdy widzimy jasno postawiony cel, jest nam łatwiej niż wtedy, gdy oszczędzamy na czarną godzinę, nie znając ani kwoty, którą chcemy zaoszczędzić, ani horyzontu czasowego. Skoro dorośli mają z tym problemy, tym bardziej jest to problematyczne dla dzieci. Musimy więc tak im pomóc, by jasno określić cel i by dziecko było w stanie zrozumieć, ile czasu zajmie mu zbieranie pieniędzy dla zrealizowania tego celu.

Czy pieniądze mogą być prezentem?

Dawanie prezentów jest sytuacją emocjonalną, chodzi w nim nie o same rzeczy, ale o czas, zaangażowanie, zastanowienie nad tym, co da przyjemność drugiej osobie. Pieniądze mogą być dobrym prezentem na przykład wtedy, gdy wiemy, że osoba, którą chcemy obdarować, zbiera na jakiś konkretny cel, i jeśli damy pieniądze w prezencie, przyczyniamy się do osiągnięcia tego celu. Jeśli jednak dajemy mu pieniądze dlatego, że nie chce nam się poświęcać czasu na wymyślanie czy poszukiwanie prezentu, i chcemy odpowiedzialność przerzucić na obdarowanego, mówiąc czy myśląc: „Kup sobie coś ładnego”, to z psychologicznego puntu widzenia takie działanie jest dużo gorsze i lepiej go unikać.

Agata Gąsiorowska, dr hab. psychologii prof. Uniwersytetu SWPS. Naukowo zajmuje się psychologią ekonomiczną i zachowaniami konsumenckimi, a w szczególności psychologicznymi funkcjami pieniędzy i bezrefleksyjnym kupowaniem. Interesuje się tym, do jakich celów - poza kupowaniem - ludzie wykorzystują pieniądze oraz w jaki sposób mogą one zmieniać ludzkie funkcjonowanie. Bada również indywidualne różnice w zakresie postaw wobec pieniędzy. Autorka książki pt. „Psychologiczne znaczenie pieniędzy” (2014).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.