Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aga Kozak: Coś, co "Huffington Post" i inne opiniotwórcze media zauważyły dopiero w 2018 roku, ty - Justyna Kokoszenko aka „Blimsien” - odkryłaś dużo wcześniej.

Justyna Kokoszenko*: A to wszystko dlatego, że mam wrażliwy system nerwowy. Jestem WWO  - czyli wysoko wrażliwą osobą - lękowcem, mam problemy z boleściami na tle psychosomatycznym. Od dziecka tak mam, a przy tym lubię z rozmachem i dużo: dużo obowiązków, dużo sportu, dużo pasji, dużo rozmów, lektur, jedzenia, wszystkiego poproszę dużo! Żeby się nie rozpaść, nie rozchorować, musiałam więc nauczyć się łapać równowagę. Przy tym okrutnie umiałam się cisnąć, bo bywam ambitna. Moje ciało protestowało. Szukałam sposobów, żeby być dobrą dla tego ciała, dla głowy, dla serca. Najpierw, żeby móc robić jeszcze więcej… a potem mnie to zatrzymało, pozwoliło się pokochać, zaakceptować i zatroszczyć się o siebie, no i... rozkochałam się w tym!

Czy to ty jesteś autorką prześlicznego spolszczenia selfcare - „osiędbanie”?

Ponieważ promuję ideę siostrzeństwa i mam rozległe sieci społecznościowe, w tym „Girl Gang”, który jest dziewczyńską grupą wsparcia podpiętą pod moją stronę www, rzuciłam kiedyś temat. Wyjaśniłam moim „gangsterkom”, jak ja czuję ten selfcare i selflove i że nijak nie pasuje mi to do „kobiety zadbanej” ani „automiłości” czy też „samomiłości”, bo terminy te kojarzyły mi się z urodą i masturbacją, a pisałam akurat Mały Zeszyt Osiędbania, czyli moją książeczkę – przewodnik-poradnik o dbaniu o siebie. Zrobiłyśmy z dziewczynami pod kątem tego zeszytu burzę mózgów i wtedy właśnie wypłynęły dwa cudne sformułowania: osiędbanie i siękochanie. Zgodnie z intencją zaczęłam używać ich w e-booku i na stronie, bo oddawały dokładnie to, co tłumaczyłam dziewczynom. Z resztą, co jakiś czas robimy takie burze mózgów, kiedy czuję, że jakieś słowo po polsku dłużej jest nie ok. Chodzi o to, że słowo po polsku się przeterminowuje albo jest nacechowane emocjonalnie w sposób, który nie jest łatwy do zaakceptowania z powodu przemian społeczeństwa. Ostatnio szukałyśmy zamiennika dla macochy, ojczyma i patchworkowej rodziny oraz konkubenta, czyli takiego starego chłopaka, który nijak chłopakiem już nie jest, bo ma siwe włosy. Tym razem jednak nasze poszukiwania nie były ani tak zgodne, ani owocne.

Wyrażenie „osiędbanie” poniosło się dalej, w kraj, jest też naszym ukochanym w Instytucie Dobrego Życia…

Używają go moje czytelniczki (np. na Instagramie), używają go terapeuci, z którymi robiłam wywiady i im sprzedałam tę ideę, używają znajomi i… coraz więcej komercyjnych firm. Z jednej strony to jest super, bo tego słowa faktycznie brakowało w naszym słowniku, a teraz się pojawia i budzi pozytywne skojarzenia. Z drugiej to problematyczne, bo ja tego słowa szukałam, żeby napisać Mały Zeszyt Osiędbania, miałam mówić o selfcare na Zlocie Kobiet i wtedy rozwijałam ten projekt, a potem ruszyłam z warsztatami Osiędbania. W międzyczasie z marką Medicine zrobiliśmy osiędbaniowy klip. Kiedy ktoś używa tego słowa teraz, moje czytelniczki piszą do mnie oburzone: „Hej, warsztaty z osiędbania, ale nie ma cię tam, o co chodzi, kto gwizdnął nazwę?”. Czasem jest niezłe zamieszanie, ale finalnie zazwyczaj z tymi, który terminu używają, nawiązujemy współpracę i razem promujemy tę ideę w rozszerzonym wydaniu. Pewnie w końcu i tak to mi się wymknie z kontroli. Dużo zrobiłam dla promocji tej idei i samego terminu. Zobaczymy, co dalej!

Koło osiędbaniaKoło osiędbania Justyna Kokoszenko

A jakbyś tak miała szybko nam wytłumaczyć, czym to osiędbanie jest dla ciebie?

Holistycznym dbaniem o swój dobrostan. Psychiczny, emocjonalny, finansowy, duchowy, towarzyski, cielesny. Dla każdego czymś innym, bo jesteśmy różnej konstrukcji i w różnym momencie życia. Na mojej stronie jest koło osiędbania i tam wymieniam różne sfery. Można podumać, czego mi brakuje. Dla mnie osiędbanie to też albo stymulacja, albo wręcz przeciwnie odpuszczenie. Mądra troska o siebie. Kładę jednak duży nacisk na mówienie o tym, że kobieta zadbana to ta, która co roku robi cytologię, a jak potrzebuje, idzie na terapię, a nie ta, która dokleiła rzęsy i zrobiła paznokcie. Nie żeby było w tym coś złego, ale w Polsce wciąż „zadbana” odnosi się bardziej do ozdabiania siebie i schlebiania poczuciu estetycznemu ogółu niż do realnej troski o siebie.

Czym różni się „osiędbanie” od „selflove” – siękochania?

Jedno łączy się z drugim. Muszę siękochać, żeby osięzadbać. Jak już skończę z osiędbaniem i sama przejdę do siękochania, na pewno rozwinę to w więcej konkretów i rytuałów.

Te dwa hasztagi w internecie już sobie krążą…

Zwłaszcza na Instagramie zrobiły nieco szumu, myślę, że zapoczątkował to klip z Medicine. Mam nadzieję, że ta idea podbije Polskę. Sama chętnie poznaję sposoby innych kobiet na osiędbanie. Wiele z nich zamieściłam w zeszycie, ale teraz nowe będę publikować na stronie. Zamierzam rozpytywać kobiety związane już z osiędbaniem, terapeutki, joginki, uzdrowicielki, masażystki o ich osiędbanie. A Ty? Jak osiędbasz?

Kiedy zaczęłaś pisać swój e-book, „Mały zeszyt osiędbania”, twoja mama powiedziała: „Ale przecież o tym wszyscy wiedzą”. Tymczasem…

…wszyscy niby wiedzą, ale powiedz swojej najbardziej korporacyjnej przyjaciółce, żeby osięzadbała duchowo i porzuciła pancerz, a tej najbardziej hipisiarskiej i wyluzowanej, że finansowe osiędbanie jest ważne i zapytaj ją jeszcze, jak dużą ma poduszkę finansową, i zobaczysz, co się stanie! Wszyscy wiedzą, ale tylko w zakresie, który mają obcykany.

Jaka jest według ciebie największa moc osiędbania?

Poznajesz siebie, masz energię, żeby robić to, co dla ciebie ważne. Wiesz, co dla ciebie ważne. Sięszanujesz i… kiedy już to masz i wiesz, a na dodatek umiesz zakomunikować, odpuszczasz innym. Przestajesz oczekiwać, że skoro im tak strasznie dużo z siebie dajesz, swoim kosztem, to oni teraz cię ukochają i utulą i zakleją wszystkie deficyty oraz braki.

Masz stały kontakt z psycholożkami i ze swoimi czytelniczkami: co one mówią/piszą na ten temat?

Otwierają się na nowe sposoby osiędbania. To jest moja misja teraz – znaleźć ich jak najwięcej, jak najbardziej kompleksowych, choć wiadomo, że ja sama szukam tego, czego mi najbardziej potrzeba. Poczułam, że nie mam aż tyle wiedzy, dlatego chodzę po różnych specjalistach, zajęciach, dowiaduję się o różnych metodach i opisuję je na swojej stronie. Możesz zadbać o siebie świadomym oddychaniem, aromaterapią, rysowaniem, medytacją, na kursie finansowym, u psychologa, na warsztacie pracy z ciałem albo czytając świetną książkę. Spektrum jest szerokie, badam, sprawdzam, pytam i pokazuję dalej w nadziei, że te metody dotrą do osób, które ich potrzebują.

Jedna psycholożka powiedziała mi kiedyś, żebym pilnowała koła osiędbania, bo to wypisz wymaluj narzędzie coachingowe i że nie zdziwi się, jak za jakiś czas trafi ono do gabinetów. Dopiero ostatnio zrozumiałam, co ma na myśli, bo robiłam zadanie z kołem życia. Tam też są obszary i ocenia się je w skali 0-10. Fakt, z osiędbaniem też można się tak autozdiagnozować.

Co #osiędbanie może zrobić w większej skali?

Dziś z mojej perspektywy to dziwne pytanie. A co da ci dbanie o dziecko albo zwierzaka, którym się opiekujesz? Po prostu kochasz i chcesz, żeby było spokojne, nakarmione, wybawione, zdrowe i szczęśliwe, bo ci na nim zależy. Namawiam do tego samego – kochaj, szanuj i zadbaj o siebie. Nie chodzi o nadmierny egoizm, ale kto dba o siebie, na równi ze swoimi bliskimi? Czy powiedziałabyś do przyjaciółki rzeczy, które mówisz czasem do siebie? Te mało miłe? A może przekładałabyś spotkania kolejne sto razy? Przestała dotrzymywać obietnic i miała nadzieję, że nadal będziecie w dobrej relacji? Łatwo jest nam dbać o innych, o siebie już niekoniecznie.

A jak ty sama dbasz o siebie?

Zależy od tego, czego akurat mi trzeba. Aktualnie oznacza to dla mnie stosowanie się do wskazówek, które dał mi pan od ajurwedy, a więc zioła, chodzenie spać o 22, wyciszanie się, praca z oddechem. Żyję w rodzinie patchworkowej, więc staram się bardzo dbać o moje granice, bo kiedy tego nie robię, zaczynam się przejmować sprawami, na które totalnie nie mam wpływu, i one mnie wypalają. Dbam o uczciwe, domowe posiłki. Zaczęłam pracować też z ciałem, bo jestem poblokowana. Brzmi, jak życie warszawskiej singielki? Pół roku wcześniej moim osiędbaniem było znalezienie nowych pracodawców, zdobycie większej stabilizacji finansowej, więcej pracy i więcej wyzwań, bo pracując z domu, łatwo się rozleniwić i stać kluchą. Trochę przesadziłam z tym wszystkim, dlatego teraz stopuję. Już teraz, bez patrzenia naokoło, wiem, co będzie następne: relacje! Jestem teraz pochłonięta życiem rodzinnym i projektami zawodowymi, równoważę to, tak jak wspomniałam, cierpią na tym przyjaźnie i znajomości. Miesiącami nie widuję znajomych. Na pewno za jakiś czas będę chciała to zmienić. Kiedyś kosztem zmęczenia i wydrenowania się z energii próbowałabym ich upchnąć w grafik. Dziś już nie. Zrobię na to przestrzeń, muszę tylko skończyć to, co robię teraz.

A jak krzewisz osiędbanie?

Zajrzyj na moją stronę www.blimsien.com albo na mojego Instagrama. Dużo gadam, wierzę w moc opowieści i w moc „oja, mam tak samo”. Na Insta i blogu promuję osiędbanie, dając realne narzędzia, ale też opowiadając, jak to jest u mnie.

O roli osiędbania w podbijaniu świata będę też mówić w sobotę 8 grudnia na „Kobiety wiedzą, co robią” w Krakowie – coraz częściej jestem zapraszana, żeby o osiędbaniu opowiedzieć, w styczniu planuję warsztaty w Oh Lala w Warszawie…

Wcześniej robiłam też wyjazdowe warsztaty z osiędbania. Rozmawiałyśmy wtedy w kręgach, czym ono dla nas jest, czego nam trzeba, czy żyjemy naszymi wartościami, czy same siebie ściemniamy, patrzyłyśmy, co tam puka w sercu, co byśmy chciały, co czujemy. Teraz nie mam czasu się tym zajmować, ale może właśnie w Oh Lala spotkamy się zadbać o siebie na warsztatach. Tak, to całkiem możliwe.

Justyna Kokoszenko, aka „Blimsien”- dawniej projektantka ubioru, dziś dziennikarka i blogerka. Ma umysł początkującego, więc zadawanie pytań to jej supermoc. Wierzy, że skala mikro musi mieć przełożenie na skalę makro i z tej perspektywy pisze o osiędbaniu, zdrowiu, relacjach oraz dobrych miejskich praktykach.

Z Justyną można się spotkać już 8 grudnia na „Kobiety wiedzą co robią” w Krakowie.

https://www.facebook.com/events/2339858782909469/

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.