Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Za każdym sukcesem stoi kilkadziesiąt porażek, ale o sukcesach po prostu częściej się mówi – twierdzi Rolf Dobelli, autor „Sztuki jasnego myślenia”. Jego zdaniem wszyscy ulegamy złudzeniu „niezatapialnego statku”. Na jednego autora bestsellerów przypada setka pisarzy, których książki ledwo się sprzedają. Za każdym z nich stoi kolejna setka takich, których dzieł nikt nie chce opublikować. A za nimi następni, którzy bezproduktywnie marzą o napisaniu książki.

Ale my słyszymy tylko o autorach, których książki się ukazały. I dlatego ulegamy złudzeniu, że jest to takie proste. Z tego powodu Dobelli zachęca do analizowania również porażek – nieudanych projektów, inwestycji, biznesów. Raz, że pozwala to zyskać właściwy ogląd sytuacji, a dwa często znajdziemy tam więcej ukrytych wskazówek niż w sukcesach.

Zatem dlaczego porażki tak nas uwierają? Najkrócej mówiąc: sprawiają, że dewaluujemy swoje umiejętności, możliwości intelektualne i moc sprawczą, przez co postrzegamy siebie jako znacznie słabszych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Chyba że je konstruktywnie przepracujemy, zaakceptujemy i wyciągniemy wnioski.

Oni przekuli swoje porażki w sukces

Walt Disney niewątpliwie umiał traktować porażki jak cenne wskazówki od losu. Gdy miał 20 lat, został zwolniony z redakcji, w której pracował, za „brak kreatywności”. Następnie założył swoje pierwsze studio animacji, które zbankrutowało w ciągu dwóch lat. A jednak nie poddał się i nie przestał zajmować się rysunkiem i animacją. Po latach powiedział: „Wszystkie przeciwności, z którymi się mierzyłem w życiu, wszystkie moje problemy i przeszkody wzmocniły mnie. Możesz nie zdawać sobie z tego sprawy w chwili, kiedy to się dzieje, ale czasami kubeł zimnej wody może być najlepszą rzeczą, jaką dostajemy od losu”. I coś w tym jest, gdyby nie wytrwałość Disneya, świat nie oszalałby na punkcie Kaczora Donalda i Myszki Miki.

Porażki były też nieodłącznym elementem drogi na szczyt Steva Jobbsa. W 1985 roku został z hukiem wyrzucony z Apple’a – firmy, którą sam założył. Po jego zwolnieniu firma sukcesywnie zmniejszała obroty, aż popadła w poważne tarapaty w latach 90. Gdy stała praktycznie na krawędzi bankructwa, Jobs powrócił i nie tylko przekształcił Apple w największą firmę na świecie, ale zasadniczo zmienił przemysł nowych technologii, dając światu iMaca, iPoda i iPhone’a. A przecież mógł poddać się po swoim niepowodzeniu. „Wtedy tego tak nie postrzegałem, ale okazało się, że wyrzucenie z Apple było najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przydarzyć” – ocenił.

Co zatem możemy zrobić, żeby nauczyć się obchodzić z porażkami jak z cytrynami, z których można wycisnąć lemoniadę?

Pozwól sobie „przetrawić” porażkę

Selin Malkoc, profesor marketingu w Fisher College of Business na Ohio State University, zachęca do tego, aby po porażce dopuścić do głosu trudne emocje. – Większość porad, jakie słyszymy, mówi, że nie należy rozwodzić się zbyt długo nad swoimi błędami, aby nie osłabiać swojego samopoczucia – mówi Malkoc. – Ale nasze badanie wykazało coś przeciwnego: w przypadku niepowodzenia powinniśmy właśnie skupić się na trudnych emocjach. Tłumione i tak prędzej czy później dojdą do głosu. Ich przetrawienie sprawi, że następnym razem wykonamy więcej wysiłku, aby znaleźć rozwiązanie i jest większa szansa, że nie zrobimy tego samego błędu. 

Malkoc dał uczestnikom swojego badania do wykonania zadanie: wyszukanie w internecie blendera o określonych parametrach w najniższej cenie. Obiecał, że zwycięzca otrzyma nagrodę. Potem podzielił badanych na dwie grupy: jedna miała wyobrazić sobie, że nie udało im się wykonać tego zadania i skupić się na reakcji emocjonalnej, a druga grupa miała po prostu pomyśleć o szczegółach ich porażki, jeśli nie wygrają. Następnie wszystkim uczestnikom powiedział, że zawiedli – nikt nie znalazł oferty z najniższą ceną, którą ukrył w sieci jego zespół. Gdy wszyscy otrzymali ponownie podobne zadanie, grupa, która zastanawiała się nad swoją reakcją emocjonalną, poświęciła prawie 25 proc. więcej czasu na znalezienie najniższej ceny w porównaniu z drugą grupą.

Nadaj rzeczom właściwą perspektywę

Rafael Santandreu, hiszpański psycholog i autor książki „Twój umysł na detoksie”, radzi, aby kiedy jakieś wydarzenie oceniamy jako „straszne”, wykonać trzy kroki i w efekcie „poukładać swój umysł”:

Oto te kroki:

  1. Znajdź dowody na to, że potrzebujesz bardzo niewiele, by czuć się dobrze.
  2. Znajdź przykłady osób, które przezwyciężyły takie same przeciwności.
  3. Porównaj to, co cię spotkało, ze znacznie poważniejszymi problemami.

Według Rafaela Santandreu to irracjonalne przekonania na temat danych sytuacji życiowych są źródłem naszego cierpienia, ponieważ generują niepokój i osłabiają nas emocjonalnie. A kiedy jesteśmy słabsi psychicznie, wyolbrzymiany nasze niepowodzenia. Szef odrzucił twój raport w pracy, mówiąc, że jest do niczego. Santandreu radzi: spytaj siebie, czy mógłbyś obyć się bez wizerunku osoby kompetentnej i pomimo to wieść szczęśliwe życie? Czy gdyby cię zwolnili, mógłbyś w inny sposób zdobyć środki do życia i robić wartościowe rzeczy?

Zaakceptuj to, że jesteś niedoskonały

Dlaczego nie lubimy przyznawać się do błędów? Ponieważ błędy oznaczają, że nie jesteśmy idealni, a to rodzi w nas niepokój i frustrację. To z kolei osłabia wydajność, zakłócając wiele procesów poznawczych, które są nam potrzebne do twórczego i analitycznego myślenia. Kiedy zbyt się skupiamy byciu perfekcyjnym, nie uruchamiany kreatywnego myślenia, potrzebnego do tworzenia nowych rozwiązań. Tymczasem wszystko, co musimy zrobić, to zaakceptować to, że jesteśmy niedoskonali i pozwolić sobie na błędy. Dlatego następnym razem, kiedy coś ci się nie uda, przypomnij sobie, jak ważne jest to, co już do tej pory zrobiłeś. Zastanów się, czego do tej pory się nauczyłeś. I z tą cenną lekcją idź dalej, śladami Disneya i Jobsa.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.