Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ważny kontekst

Kontekst może determinować znaczenie słów. I jest to dla większości z nas oczywiste. Podobnie jak fakt, że zdanie wyrwane z kontekstu może spowodować zamieszanie. Ale z drugiej strony, każde słowo także ma swoje znaczenie i może budzić zupełnie różne emocje. Zdecydowanie takimi słowami są te, którymi możemy opisać wojnę. Jednocześnie są to wyrazy, które na dobre zaadoptowaliśmy do naszego codziennego języka, bo kto z nas nie mówi, że udało się coś wywalczyć (np. w pracy) albo zdobyć (w domyśle kupić) wymarzoną rzecz. W języku na stałe zagościła też „walka na słowa” oraz „bycie zwycięzcą”. I w tych przypadkach kontekst jest nadrzędny.


Ale też, gdy jesteśmy pod wpływem emocji, bądź gdy mówimy o rzeczach, które są dla nas przejmujące, często pomijam bezpośrednie znaczenie słów, tym samym zmieniając ich nacechowanie emocjonalne.

Walczyć z nałogami, wygrać z chorobą

Jak wynika z badań opublikowanych w „Personality and Social Psychology Bulletin”, słów, które pierwotnie kojarzono z wojną, często używamy w sytuacjach szczególnie dla nas istotnych. Pomagają przyjąć nam postawę obronną i łatwiej znieść trudności. Np. osoby chorujące na raka, które w kontekście choroby używały takich zwrotów jak „walka”, „zwycięstwo”, dużo lepiej znosiły chorobę i reagowały na leczenie niż te, które nie metaforyzowały choroby jako wroga.

Podobnie sprawy się mają, gdy języka wojny używamy w kontekście terapii związanej z nałogami. Bo uczynienie z problemu „przeciwnika” sprawia, zdaniem psychologów, że rośnie motywacja do obrony i chronienia siebie.

Walczymy w pracy, ale w domu potrzebujemy pokoju

W pracy także wcielamy się w wojowników i zdobywców. I taka postawa, zdaniem Davida Carolla, psychologa i autora książki „Psychology of Language”, może działać na nas bardzo wzmacniająco. Bo z jednej strony stawia nas w pozycji osoby, która nie boi się podjąć ryzyka, ale też daje nam alibi: mało która walka kończy się nierozstrzygnięta.

Natomiast nie lubimy „walczyć” w życiu prywatnym i „podejmujemy rękawicę” najczęściej wtedy, gdy chodzi o najbliższe nam osoby. Np. zdarza nam się mówić, że „walczymy” o związek lub o dobre imię. I to jest zupełnie normalne, bo dom i rodzina to ostoja, w której lubimy czuć się komfortowo i bezpiecznie.

A gdyby przestać „walczyć”?

Psychologowie są zgodni, że słowa mają wpływ na naszą kreatywność czy nawet samopoczucie. Dzieje się tak, ponieważ mózg reaguje w różny sposób na odmienne komunikaty (np. nie „czyta” słowa nie). Ale też pewne reakcje mamy zakodowane w podświadomości (np. lęk przed wojną, strach przed walką). Wszystko to aktywizuje procesy biochemiczne w naszym organizmie i wyrzut odpowiednich hormonów. I tak, gdy słyszymy miłe dla nas słowa, czy komplementy, górę biorą endorfiny, natomiast gdy mówimy o walce, do głosu dochodzą kortyzol i testosteron – które mogą potęgować stres, złość, smutek.

Dlatego też to, jak i co mówimy ma ogromne znaczenie. Przede wszystkim ze względu na emocje, jakie wywołują używane przez nas słowa. I zamiast „wywalczyć” lepiej może „rozwiązywać” lub „załatwić” czy „osiągać".

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.