Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Naturalne kosmetyki testowane na sobie

Wiadomo, że takie kosmetyki testuje się na sobie. Więc kiedy dzwonię do Joanny Hołuj i obwieszczam, że już jestem na miejscu naszego spotkania, i słyszę, że o nim zapomniała i jedzie do mnie prosto spod prysznica, mam nadzieję, że nie będzie miała czasu na makijaż. Twórczyni marki IOSSI pojawia się w krakowskiej kawiarni całkowicie sauté – jak się dowiaduję później, jest to codzienna norma – bez podkładu, pudru, szminki i różu, z lekko jeszcze mokrymi włosami. Podczas pierwszych momentów naszej rozmowy zachowuję się niczym kosmetyczny szpieg: skanuję pory jej skóry, oceniam kolor i stopień odżywienia. Wszystko wygląda nadzwyczaj dobrze, Hołuj ma mleczną, młodzieńczą skórę bez grama przebarwień, widać, że jest tak gładka, że aż chciałoby się ją pogłaskać, czy jest ciepła, czy chłodna w dotyku, i choć ma odcień różowego marmuru, to jednak jednocześnie jest pulchna jak pięknie rosnące drożdżowe ciasto. Nie ma śladów poprawek wykonanych za pomocą nowoczesnej medycyny, dostrzegam parę delikatnych zmarszczek. Inspekcja wypada więc pozytywnie. Zatyka mnie dopiero, kiedy dowiaduję się, że Joanna ma mniej więcej dziesięć lat więcej, niż zakładałam. I że – nie licząc czasu, kiedy testuje na sobie nowe formuły swoich kosmetyków – używa mniej więcej dwóch kropel olejku na twarz dziennie.

- Wszyscy pytają o moment decyzji o założeniu własnej manufaktury, o rodzaj objawienia, ale jego nie było – denerwuje się Hołuj, niegdyś graficzka.

– A ja po prostu szukałam zmiany: pracowałam przez wiele lat przed komputerem, sama. Czasem po siedem lat z jednym klientem, którego nigdy nie poznałam! Miałam co prawda mnóstwo luzu – jeździłam po świecie, mieszkałam na wsi, chodziłam po knajpach, gotowałam dla ludzi – ale chciałam pracować z ludźmi! – wspomina.

Jak zrobić mydło w domu?

Zwłaszcza że jej młodość to krakowska kontrkultura – choćby wydawanie lokalnego fanzinu „W piątek wieczorem”, organizowanie koncertów i życia towarzyskiego. – Pierwszy, bardzo prymitywny komputer kupiłam za pieniądze zarobione na produkcji znaków drogowych dla miasta, które z moim ówczesnym chłopakiem tymi rękami wycinałam i wyklejałam. Był początek lat 90., wszyscy zakładali interesy. Nikt nie umiał obsługiwać komputerów, wszystkiego uczyłam się na bieżąco: wciskałam klawisz, a coś się pojawiało. Hołuj mówi, że uwielbia uczyć się w sposób nieszkolny, w akcji, w ogniu, analizując. To ten pęd do poznawania nowych obszarów doprowadził ją wcześniej do założenia firmy informatycznej; prawie założyła restaurację. Ale w międzyczasie nauczyła się też robić mydło – i to ono zwyciężyło jednak przetarg na serce, czas i uwagę Joanny Hołuj. To pierwsze mydło to było „wow”.

– Mieszasz tłuszcz, sodę, dodajesz inne składniki, trochę poczarujesz i masz kostkę w domu! – opowiada Joanna.

To przypomniało jej o naturalnych sposobach pielęgnacji urody, które np. kultywowała jej mama (np. myła długie włosy jajkiem), ale też o dziecięcej radości z zabawy składnikami, podobnej radości z gotowania.

Kosmetyki z naturalnych olejków

Mydła już jednak nie robi. Zaczęła kombinować z olejkami. Zrobiła kurs aromaterapii, zaczęła się uczyć chemii. – Dla mnie, z moją naturą nieustannego poszukiwacza, IOSSI to jest taki mały raj, bo dostarcza mi powodów do nieustannego uczenia się. Ciągle poznaję nowe właściwości roślin, uczę się, jak zrobić emulsję, żeby była fajna, kombinuję z właściwościami, fakturami i zapachami. Bo wiesz, jak połączysz składniki na ciepło, to jest inaczej, jak na zimno – wychodzi inna formuła, jak ukręcisz mikserem – uzyskasz odmienną postać, np. masło staje się pieniste! – emocjonuje się Joanna.

Kosmetyki IOSSI noszą zazwyczaj proste nazwy tłumaczące, do czego służy dany produkt, i są opisane składnikami: krwawnik i tamanu, czerwone maliny, wiesiołek & baobab albo zestaw dzika róża, geranium, cyprys.

Jednak to tylko „frontmani” składu kosmetyków, bo kiedy pytam o liczbę składników, Joanna ewidentnie wygląda na przyłapaną. Najtrudniej bowiem jest jej zrezygnować z jakiegoś magicznego eliksiru. Dlatego kiedy Joanna wspomina o dwóch kroplach dziennie – trudno się jej wierzy, ja swoje ulubione olejki i ukochany, różany krem nakładałabym na twarz w superobfitych ilościach. – Nadal gdzieś w środku jestem grafikiem i jestem wzrokowcem, więc wszystko, co robię, musi mi się podobać – mówi Joanna, która z prac graficznych zostawiła sobie to najważniejsze: projektowanie opakowań i identyfikacji dla IOSSI. – A do tego jestem minimalistką. Uwielbiam ozdobne, pełne przepychu opakowania, ale jak sama zaczynam projektować, to… zostaje czerwona kropka na białym tle – śmieje się. Kosmetyki celowo nie mają wymyślnych opakowań – pakowane są w ciemne szklane słoiki i fiolki, które są standardem przy niewielkich produkcjach. – One też gwarantują, że zawartość się nie psuje – opowiada Joanna. – To jak z dobrą oliwą z oliwek, którą przechowuje się w butelce z ciemnego szkła. Wychowałam się wśród starych aptecznych opakowań, bo moja mama ma sklep z antykami, ale większy sklep z antykami znajduje się u niej w domu – śmieje się. Mama Joanny to słynna krakowianka, Uta Kalinowska – przepiękna ruda antykwariuszka z ulicy Gołębiej, znawczyni pięknego rzemiosła.

– Chylę czoła przed pięknym rzemiosłem, pięknymi przedmiotami wytwarzanymi ręcznie, które sprawiają przyjemność. W swojej manufakturze codziennie odczuwam radość, że robię kosmetyki, które podobają się innym – cieszy się Joanna.

Naturalne kosmetyki ulubione przez blogerki

Kosmetyki jej produkcji wygrywają polskie konkursy i przodują w rankingach ulubionych. Są też ukochanymi polskich blogerek urodowych, które nie ustają w zachwytach. Na niektórych blogach można zobaczyć zdjęcia, jak w pracowni Joasi topi się masło shea i jak – oczywiście ręcznie! – miesza się w wielkiej misie jeden z kolorowych, superpachnących, błyskawicznie poprawiających nastrój i wygładzających, odżywiających skórę cukrowych pilingów do ciała (a są trzy: trawa cytrynowa, rozmaryn i limonka, mandarynka i pomarańcza – przy czym, znając inklinacje Joanny, w środku ukrytych jest zapewne wiele innych, cennych składników). Nic więc dziwnego, że Joanna zaczęła szukać większej pracowni. Dotychczasowa może nie dać sobie rady z produkcją kosmetyków na zamówienia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.