Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Porażka zdarza się każdemu i niemalże w każdej sytuacji. W gruncie rzeczy jest ona czymś zupełnie normalnym i codziennym. Co więcej, choć w pierwszej chwili pod wpływem niepowodzenia czujemy żal/rozgoryczenie, to może ona być czymś pozytywnym – motorem napędzającym nas do działania. Ale gdy chodzi o dzieci, to albo unieważniamy niepowodzenie, albo rośnie ono do rangi olbrzymiego problemu. W obydwu przypadkach nie tylko nie dajemy wsparcie, ale i podkopujemy poczucie własnej wartości oraz chęć dziecka do działania.

Porażka (tak jak strach) ma wielkie oczy

To, jak reagujemy na porażkę, bardzo zależy od naszej psychiki. Związane jest zarówno z naszym temperamentem, jak i tym, jaką mamy osobowość. I ta zależność działa zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych. Różnicą jest natomiast to, że dorośli przynajmniej w teorii powinni potrafić określić i wyrazić swoje emocje, a dzieci dopiero tego się uczą. Dlatego też najmłodsi potrzebują szczególnego wsparcia wtedy, gdy doświadczają niepowodzenia.


Dr Marta Majorczyk*, doradca rodzinny, pedagog w poradni przy Uniwersytetecie SWPS z Poznania zauważa, że porażka w pierwszej chwili wiąże się z emocjami. Dlatego pomagając dziecku w przeżywaniu niepowodzenia, winniśmy w pierwszej chwili dać mu przestrzeń do tego, by wyrazić i nazwać emocje. W sytuacji porażki mówimy oczywiście o trudnych emocjach takich jak złość, smutek, rozczarowanie, frustracja czy żal.

Pomoże to rozładować napięcie wywołane sytuacją i skupić się na tym, co najważniejsze, czyli jak sobie z nią poradzić, ale też co dobrego może nam ona dać.

Gdy np. trzyletnie dziecko buduje wieżę z klocków na miękkim dywanie i ona co chwilę się wywraca, nie mówmy, że nic się nie stało.

Taki komunikat, jak zauważa dr Majorczyk, to nic innego jak ignorowanie dziecka i jego problemu. Nie tylko zostawiamy malucha z porażką, ale też nie pokazujemy mu, jak może rozwiązać problem.

Ale jest też tak, że dziecko reaguje w taki sposób, w jaki reagują rodzice. To my, dorośli, jesteśmy wzorcem do naśladowania i kilkulatek będzie zachowywać się w różnych sytuacjach dokładnie w taki sam sposób, w jaki my postępujemy.

Poza tym, jak zauważa pedagog, powinniśmy mieć świadomość, że w rozumieniu dziecka porażką będą różne rzeczy. Nie tylko to, że nie udaje się zbudować wierzy z klocków, ale także to, że np. koleżanka mnie nie lubi, że nie udało mi się dostać dobrej oceny na sprawdzianie w szkole, że nie wygrałem konkursu sportowego itd.

Faktem jest, że małe dzieci (w wieku niemowlęcym i przedszkolnym), gdy coś im się nie udaje, nie traktują tego jako porażkę. To rodzice dokonują oceny, natomiast dzieci próbują coś zrobić i albo im się to udaje, albo nie – nie roztrząsają sytuacji. Oczywiście jeżeli będzie bezskutecznie powtarzać jakąś czynność, dziecko może się do niej zniechęcić. Dlatego ważna jest nasza obecność i pomoc w znalezieniu rozwiązania wtedy, gdy sytuacja staje się dla dziecka trudna.

Porażka to uczenie się nowych strategii

Gdy opadną emocje związane z niepowodzeniem, przychodzi czas na działanie. W pierwszej kolejności powinniśmy przedyskutować to, co się stało oraz dlaczego dana rzecz nie wyszła. Pokażmy też możliwe rozwiązanie, np. zbudujmy wieże z klocków na twardej, równej podstawie. Pokażmy, jak układać klocki, by stworzyć możliwie trwałą konstrukcję, i zachęćmy dziecko do kolejnej próby. Ale też pochwalmy je za to, co zrobiło dobrze, doceńmy starania i chęć podjęcia kolejnej próby. Wtedy dziecko się nie zniechęci i zauważy, że dzięki porażce może odkryć nowe umiejętności i być może zdobyć przydatną wiedzę.


W przypadku starszych dzieci czy nastolatków, zdaniem Marty Majorczyk, porażka może być metodą uczenia się nie tylko strategicznego myślenia, ale też planowania i wyciągania wniosków. Bo porażka składa się z błędów, które wcześnie popełniliśmy.

Fajnie jest, gdy my, dorośli, też mówimy o swoich porażkach i o tym, co one nam dały, czego nas nauczyły. Mówmy też o naszych emocjach – bo to zupełnie naturalne, że gdy coś nam się nie udaje (zwłaszcza wtedy, gdy się staramy) czujemy zawód czy nawet złość.

Porażka pomaga odkryć talenty

Porażka jest też skutecznym narzędziem, które możemy wykorzystać do analizowania własnych zachowań i wyciągania wniosków. Jest to sytuacją, dzięki której możemy przećwiczyć sobie strategie różnych działań. To, o czym jako dorośli powinniśmy pamiętać i czego uczyć dziecko, to fakt, że poza efektem ważny jest też proces, czyli jakie działanie przeprowadziliśmy, jakie było nasze zaangażowanie w to, by osiągnąć postawiony sobie cel.

Porażka uwidacznia nie tylko nasze słabe strony, ale też talenty i umiejętności. Zdaniem dr Majorczyk ukazuje ona zasoby, jakimi dysponujemy, oraz rzeczy, nad którymi powinniśmy popracować, jeśli chcemy osiągnąć postawiony przez siebie cel. Czyli np. gdy chcemy wygrać konkurs literacki, musimy nie tylko ćwiczyć umiejętność pisania, ale też czytać, po to, by zdobywać wiedzę, poszerzać zasób słów, związków frazeologicznych itd.

Czasami też niepowodzenie pokazuje nam, że mimo że ćwiczymy jakąś rzecz, to nie mamy talentu w danej dziedzinie – np. dziecko, które od najmłodszego wieku trenuje piłkę nożną, niekoniecznie stanie się utalentowanym piłkarzem.

Może się okazać, że jest świetnym atletą albo zamiast sportu powinno skupić się na nauce języków, bo to przychodzi mu z łatwością i w tej zupełnie innej dziedzinie może odnieść sukces.

Porażka jest okazją do tego, by przyjrzeć się nie tylko swoim kompetencjom i talentom, ale też metodom pracy i nauki. Może się okazać, że wprowadzając zmiany, zaczniemy uczyć się bardziej wydajnie i łatwiej nam będzie osiągnąć sukces. (Np. gdy dziecko jest wzrokowcem, dobrą metodą nauki będzie zapisywanie rzeczy, które ma zapamiętać, jeśli z kolei jest słuchowcem, łatwiej się będzie uczyć, czytając na głos). Dobrze jest móc skorzystać z porady dobrego pedagoga czy psychologa, który pomoże dziecku w znalezieniu optymalnego sposobu pracy, tak by „szlifowanie talentu” czy zdobywanie umiejętności było czymś, co sprawia przyjemność.

Gra planszowa pomoże przećwiczyć porażki

Gry planszowe to świetna okazja do tego, by »przetrenować« porażkę. Ale pamiętajmy, by dopasowywać grę do wieku i możliwości dziecka.

"Dobrze jest też ustalić zasady takie, by były dla dziecka zrozumiałe oraz by miało szansę wygrywać” – podpowiada dr Marta Majorczyk.

W sytuacji, gdy dziecko przegrywa, zachęcajmy je, by zagrało kolejny raz, motywujmy, mówiąc, że następnym razem może się udać. Możemy też tworzyć własne zasady, tak by gra była przyjemna dla dziecka. Ale w sytuacjach, gdy dziecku jednak nie udaje się wygrać, to przytulajmy, pozwólmy na płacz, ale też tłumaczmy, że to nie jest powód do nerwów. Gdy my przegrywamy, podkreślajmy, że to jest tylko gra i zabawa i że może następnym razem nam się uda.

Gra jest okazją do tego, by zauważyć, że nie zawsze wszystko jest zależne od nas, naszego zaangażowania czy umiejętności. Tu decyduje przypadek – np. rzut kostką. W innych sytuacjach w życiu decydująca może być opinia postronnych ludzi i może być ona niezależna od naszej wiedzy czy kompetencji. I o tym dzieci też powinniśmy uczyć.

Dr Marta Majorczyk — doradca rodzinny (Family Counselling Poland), pedagog w poradni przy Uniwersytecie SWPS, nauczyciel akademicki, współpracuje między innymi z Wyższą Szkołą Bezpieczeństwa w Poznaniu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.