Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łatwo też oceniamy. Gdy dziecko płacze, to znaczy, że jest marudne, a gdy krzyczy — niegrzeczne. Rodzic zaś (w najlepszym przypadku) nie daje sobie rady z własnym potomkiem. Gorzej, jeśli daje sobą manipulować albo pozwala wejść sobie na głowę.

Uczymy się emocji i ich wyrażania

Otóż emocje i ich rozpoznawanie to proces. Zaczyna się w momencie przyjścia na świat, umiejętności rozpoznawania i radzenia sobie z nimi nabywamy dopiero w wieku wczesnoszkolnym.

Jednak nawet dla dorosłych sytuacje, w których towarzyszą nam trudne emocje, nie są łatwe. Dobrze jednak nauczyć się wyrażać i nazywać emocje, bo ta wiedza pozwoli nam nie tylko lepiej znosić rozmaite sytuacje, ale również lepiej zrozumieć to, co odczuwają inni – np. dzieci.



Dr Marta Majorczyk*, pedagog z Uniwersytetu SWPS z Poznania, zauważa, że w relacji z małymi dziećmi zapominamy, że one dopiero się uczą okazywania i nazywania emocji. A z tym jest dokładnie tak samo jak z nauką chodzenia i jeżdżenia na rowerze. My się z tą wiedzą nie rodzimy, tylko ją nabywamy. I do tego potrzebny jest czas.

Naśladuje i weryfikuje, ale nie manipuluje

Umiejętność radzenia sobie z emocjami określa się w psychologii jako samoregulację. Wiek przedszkolny to czas, w którym dzieci się uczą, co to są emocje. Bardzo ważna jest pomoc dziecku w nazywaniu tego, co właśnie czuje. Pedagog zauważa, że istotny jest sposób, w jaki sami reagujemy na różne emocje. Jeśli będziemy zdawać sobie sprawę z własnej ekspresji, łatwiej nam będzie zrozumieć reakcję dziecka.

Dzieci naśladują rodziców przy okazji różnych swoich zachowań. Jeśli więc np. rodzice krzyczą, kiedy są zdenerwowani, dziecko w chwili napięcia będzie robić to samo. Ale wzorem do naśladowania może być także kolega z przedszkola. Zwłaszcza gdy dziecko zaobserwuje, że dane zachowanie może prowadzić do jakiejś gratyfikacji.

Nigdy jednak nie zakładajmy, że dziecko próbuje nami manipulować. Jak wyjaśnia dr Majorczyk, kilkulatek dopiero uczy się działania pewnych mechanizmów. Oczywiście dziecko będzie sprawdzać, jak i czym będzie skutkowało jego zachowanie, a z czasem będzie też kontestowało ustalone w domu zasady.

Z małej burzy duży deszcz

Marta Majorczyk zauważa, że układ nerwowy kilkulatka jest bardzo labilny. Małe rzeczy mogą wywołać ogrom emocji – zarówno tych pozytywnych, jak i trudnych. A to dlatego, że u dzieci dużo silniej działa mózg emocjonalny od racjonalnego. Myślenia przyczynowo-skutkowego uczymy się dopiero później.

Dlatego ważne jest, by w sytuacjach szczególnie emocjonujących być przy dziecku i umieć mu pomóc. W tym szczególnie przydatna jest metoda Self-Reg. Została ona opracowana przez Kanadyjczyka Stuarta Shenkera, doktora psychologii i filozofii. Metoda, skuteczna zarówno u dzieci, jak i dorosłych, opiera się na pięciu krokach. Należy:
1 – popatrzeć na zachowanie dziecka (swoje) z perspektywy;
2 – rozpoznać przyczynę danego zachowania;
3 – zredukować stres;
4 – poświęcić chwilę na refleksję;
5 – zrobić coś, co pomaga nam się uspokoić, zregenerować.

Jak to zrobić w praktyce?

Po pierwsze, pozwolić dziecku na wyrażenie własnych emocji i danie mu na to przestrzeni. Czyli jeśli chce się wypłakać albo pobyć samo, dajmy mu do tego przestrzeń. Z punktu widzenia rozwoju nie ma nic gorszego niż tłumienie emocji. W sytuacjach, gdy widzimy narastającą w dziecku złość, zaproponujmy mu zabawę w boksowanie poduszki, rysowanie tego, co je denerwuje, a następnie podarcie kartki.

Następnie starajmy się pomóc nazwać emocje. Możemy to robić, zadając pytania, które pozwolą dziecku zrozumieć, co się stało i co faktycznie ono czuje. Nazywanie emocji to jedna z podstawowych kompetencji społecznych. Pamiętajmy, że nie ma złych emocji – mogą być one dla nas trudne, ale wszystkie (także złość, smutek czy niezadowolenie) są nam potrzebne. To właśnie one pozwalają chronić siebie i określać własne granice. Zwracajmy uwagę na słowa i na to, jak określamy dane zachowanie – dziecko, które czuje złość, nie jest złe – tylko rozgoryczone, zniecierpliwione albo rozczarowane.

Kolejnym krokiem jest zredukowanie bodźców stresujących. Np. gdy jesteśmy na rodzinnym spotkaniu, a widzimy, że nasze dziecko przeżywa stres, starajmy się znaleźć miejsce, w którym będziemy mogli z nim pobyć. To rozwiązanie, jak podkreśla dr Majorczyk, pozwoli się uchronić przed dodatkowymi stresorami (choćby nieprzychylnymi komentarzami ze strony rodziny), da nam także przestrzeń do wyrażenia emocji i rozmowy o nich.

Kiedy trudne emocje dają znać o sobie, gdy jesteśmy z dziećmi na zakupach (i np. nie zgadzamy się na kupno słodyczy), też warto postarać się znaleźć odosobnione miejsce, tak by dziecko mogło wyrazić złość lub niezadowolenie. I dobrze nie mieć w sobie poczucia winy, że tak reaguje – ono po prostu uczy się emocji i radzenia sobie z nimi.

Gdy minie „atak” emocji, dajmy dziecku czas na refleksję. Porozmawiajmy z nim, dlaczego nie zgodziliśmy się na zjedzenie kolejnej porcji słodyczy lub obejrzenie trzeciej z kolei bajki. Nie zostawiajmy nigdy dziecka bez odpowiedzi, bo brak komunikatu i wyjaśnienia sytuacji może generować dodatkową frustrację. A informacja nawet najprostsza – np. nie obejrzysz więcej bajek, bo już jest późno,/ bo uważam, że jest to niedobre dla twoich oczu,/ bo chcę ci przeczytać książeczkę, pozwoli łatwiej zrozumieć i zaakceptować sytuację.

Wreszcie warto pomóc dziecku w znalezieniu sposobu reakcji w danej sytuacji. Ćwiczenia fizyczne i wszelkie formy ruchu są bardzo wskazane, bo nie tylko pomagają zredukować stres, lecz także przywracają równowagę emocjonalną. Dlatego po „trudnych” chwilach można zaproponować dziecku pobieganie wokół domu albo walkę na śnieżki lub poskakanie na skakance. Pomocne także są techniki relaksacyjne, takie jak oddychanie czy liczenie (jeśli dziecko już zna cyfry).

Sposobem zrównoważenia może być rozmowa z osobą, której zachowanie mogło „sprowokować” konkretne zachowanie dziecka. Może być to opowiedzenie o tym, co poczuło, lub przeproszenie (jeżeli dziecko czuje, że tak powinno zrobić). W takiej sytuacji trzeba dać dziecku szansę na przemyślenie sytuacji i samodzielne podjęcie decyzji.

dr Marta Majorczyk - pedagog, doradca rodzinny w poradni przy Uniwersytecie SWPS, nauczyciel akademicki, współpracuje między innymi z Wyższą Szkołą Bezpieczeństwa w Poznaniu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.