Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Już czytając sam tytuł poczułam niewysłowioną ulgę (i nieuchronne zaciekawienie), bo przez ostatnie dni czułam się raczej ściśnięta przez wszechobecny konwenans, nawoływanie do rozsądku i umiaru, przez dążenie do domniemanej narodowej jednorodności i fizyczną oraz wizualną przemoc. Książka sama w sobie nie jest chyba dobra, ale już to, że komik żydowskiego pochodzenia żeni się szczęśliwie z Japonką i próbuje z nią oraz swoimi zwierzętami zbudować domowy mir (dzieląc łoże i stół, godząc rozmaite, kulturowe naleciałości i przekonania wokoło jedzenia i seksu) i do tego jeszcze wychować wilki w latach 70. w Connecticut, sprawia, że się uśmiecham, a w głowie robi mi się przestrzeń. Na inne, dotychczas nie moje, na nowe, ciekawe, na to, żeby seks był w tytule książki i nikt jej nie „aresztował”.  

A co do tego, że żydowskiemu komikowi mogło nie być łatwo z Japonką zarówno w kuchni, jak i w alkowie (ale mi się dziś eufemizmy kroją…), przekonuje mnie wspaniały odcinek podcastu Basi Welento „Sakuracja” z Olą Janiec, autorką książki "Tokyo Lifestyle Book", badaczką trendów, która w Japonii przesiedziała trochę czasu, a w przygotowaniu ma książkę o japońskim seksie. Ola i Basia analizują seks z Kraju Kwitnącej Wiśni, opowiadając o tym, jak feudalnym krajem była Japonia, o Konfucjuszu, o demokracji wprowadzonej z przymusu, o braku mitu romantycznej miłości (którym wszyscy żyjemy w Europie, myśląc, że to JEDYNA, „NATURALNA” opcja), o tym, że większość osób na wsi swoją inicjację seksualną przeżywało podczas doświadczeń grupowych, o szlaku domów publicznych przy szlakach handlowych, a na które łożyli ich „użytkownicy” i o tym, że do tego, że genitalia i ich widok (tak pięknie pokazywany na starych rycinach) są „nie ok” przekonali Japończyków pruderyjni (myślicie tak o nich? Czy uważacie ich za wyzwolonych władców świata?) Amerykanie. Hentai, shibaru, bukake, love hotels ale też rodzina jako jednostka nie do seksu i miłości, lecz do wykonywania zadań. To wszystko pokazuje, jak inny seks może być, jak inne pojęcie małżeństwa, normy, płci… 

Dlaczego streszczam wam cudzy podcast? Dlatego, że choć seks wydaje się być najprostszą biologiczną czynnością, taką samą pozornie u wszystkich, to sposób jego performowania, odczuwania własnej seksualności, sensualności, płci, pożądania i atrakcyjności regulowany jest przez nasze systemy wartości ukształtowane przez wiele religii i systemów – od domowego, po państwowy, przez historię i politykę. Uświęcony przez Freuda wstyd nie jest wszędzie taki sam – Japończycy nie mieli kultu dziewictwa i nie ukrywali cipek i penisów – „norma” nie kłania się jednemu kościołowi, pozwalając na swobodne, niezagrożone systemową przemocą istnienie choćby tajskich katoi – trzeciej płci. Pamiętajmy o tym, myśląc o o seksie, płci, sensualności. I jak najwięcej o niej rozmawiajmy, by nie dać się zakląć i zamknąć w zastraszonej, cichej, straumatyzowanej pozornej „normie”. Gdzie wszystko, co inne, często bardziej nieokreślone, wolne, twoje własne – musi zostać przyduszone do płyty chodnikowej i nazwane zboczeniem.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.