ONA SPOTYKA JEGO. Na imprezie integracyjnej, u znajomych, na randce z Tindera. Myśli: „Ale fajny facet!”, bo jest uroczy i słodki. Może być świetnie zapowiadającym się materiałem na partnera życiowego – co ją pociąga. Ale uwaga, nie dajmy się zwieść. To może być Mężczyzna bez Winy i Wstydu. Kim jest? Przed laty nazywano ich utrzymankami albo żigolakami. Dzisiejszy Mężczyzna bez Winy i Wstydu nie jest aż tak jednoznaczny. Np. lubi dzieci i chętnie się nimi opiekuje, ale pod pewnymi warunkami. Nie ma pomysłu na siebie i swoje życie, a jeśli już ma, na pewno nie jest to pomysł, który wymaga wysiłku i rezygnacji z własnych przyjemności. Wciąż szuka pracy swoich marzeń albo pochłania go projekt, który już niedługo przyniesie wielkie pieniądze. Albo zadał się z ludźmi, którzy go oszukali. Tak czy inaczej, nie ma pieniędzy. Dlatego Mężczyzna bez Winy i Wstydu chętnie wiąże się z Kobietą Hojną. Ona na pewno mu pożyczy. Przecież ma pieniądze, pracuje, jest kobietą samowystarczalną, niezależną. Oboje są zadowoleni, lecz do czasu. Bo on, zamiast być dla niej wsparciem, po prostu wykorzystuje jej zasoby. Ona jednak się na to godzi, bo jej sposobem na utrzymanie przy sobie mężczyzny jest zapewnienie mu maksymalnego komfortu. Nie tylko materialnego, ale również, a może przede wszystkim seksualnego. Jak to wszystko się odbywa?

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej