Rozmowa z seksuologiem dr. ROBERTEM KOWALCZYKIEM*

Wykład o seksualności: specjalista pokazuje slajd. Wynika z niego, że aby „uruchomić” pożądanie kobiety, potrzeba kilku przycisków. W przypadku mężczyzny wystarczy jeden. Prawda to?

– To oczywista nieprawda. Mężczyzna bowiem może kobiety pożądać, ale nie być pobudzony. Na odwrót także. Może mieć erekcję, ale nie czuć pożądania. Męska seksualność jest bardziej skomplikowana niż ten osławiony jeden przycisk.

Potocznie myśli się: podniecenie, erekcja, wytrysk, orgazm i koniec.

– To w dużym uproszczeniu linearny cykl reakcji seksualnej. Klasycy gatunku, czyli Masters i Johnson, wydzielili w cyklu reakcji seksualnej poszczególne fazy. Pierwszą nazwali pobudzeniem lub podnieceniem. W tej fazie powstaje erekcja, dalej faza stabilizacji, później wytrysk połączony lub nie z orgazmem i odprężenie. Kilka lat później Helen Kaplan, amerykańska terapeutka, skomplikowała sprawę, jak się okazuje – bardzo słusznie. Dodała do tych czterech faz reakcji seksualnej piąty element zwany pożądaniem. Można powiedzieć, że wszystkie cztery reakcje były niejako „sponsorowane” przez pożądanie. Mieliśmy więc pobudzenie, plateau (faza między podnieceniem a orgazmem), orgazm, odprężenie. A nad całością czuwało pożądanie.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej