Warszawski Stary Mokotów, róg ulic Puławskiej i Naruszewicza, trzecie, ostatnie piętro kamienicy z 1936 roku, patchworkowej, bo częściowo zachowały się tu elementy przedwojenne, część przebudowano w latach 50.

Obecna właścicielka nie chciała kupować tego mieszkania. Nie chciał go też nikt inny. Wyglądało fatalnie. Meblościanki, drzwi pozabijane dyktą, podłogi przykryte płytkami PCV i gumoleum, w oknach grube zasłony, na ścianach brązy, sosy monachijskie, okropny zapach, którego trudno było się pozbyć. Ale jakoś to mieszkanie przyciągało. W ciągu kilku miesięcy artystka Laura Pawela wracała do niego kilkukrotnie, bo coś jej podpowiadało, że jest w tej przestrzeni potencjał.

Drapiąc ściany

Najpierw kazała zdjąć zasłony, potem zajrzała pod wykładziny, drapała ściany. Okazało się, że pod warstwą tandety kryją się drewniane drzwi, pod linoleum - stare deski, a pod brązową farbą na starych tynkach mieszają się piękne szarości i żółcienie. Zadziałała wyobraźnia i urodził się pomysł na mieszkanie. Choć dziś wygląda jak zaplanowane w najdrobniejszym detalu przez architekta, to wszystko pomysły i w dużej mierze praca własna właścicielki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej