You can't always get what you want (but if you try sometimes well you might find you get what you need) *

Tomek: Kumpel przyszedł kiedyś na imprezę, rzucił płytę i mówi: „Posłuchaj, jak grają”. Przesłuchałem i pomyślałem, że grają beznadziejnie. Miałem 17 lat. Słuchałem wtedy Nirvany i Guns N' Roses, ze starszych kapel Led Zeppelin. Jednak tę składankę Stonesów zachowałem do dziś. W pewnym momencie po prostu coś zatrybiło. I to zatrybiło na tyle, że dwa lata później w nagrodę za bardzo dobrze zdaną maturę mama wysłała mnie na ich koncert do Pragi.

Ewa: Z Tomkiem jesteśmy razem od 2002. Ten koncert to był 2003 rok. Skończyłam trzecią klasę ogólniaka. Nie przepadałam za Stonesami, byłam wierna Gunsom. Ale byłam w chłopaku zakochana po uszy, więc kiedy zaproponował, żebym pojechała z nim na koncert, powiedziałam – jasne. Oczywiście pod warunkiem, że mama się zgodzi. Mama jest dość konserwatywna, ale kiedy usłyszała, że Stonesi, to oczywiście, mogę jechać. Żeby coś razem z chłopakiem – w żadnym wypadku, ale Mick Jagger - proszę bardzo. 

T.: Byliśmy podjarani. To była trasa z okazji 40-lecia, Jagger kończył 60 lat.  Ostatnia szansa, żeby ich zobaczyć. Kolejnej nie będzie (śmiech).

To niby nie było tak dawno, ale czasy były zupełnie inne. Wtedy mama załatwiała wszystko przez agencję turystyczną. Do tej imprezy dokupić trzeba było wycieczkę. No i potrzebny był paszport.

E.: A Tomka paszport stracił ważność.

T.: Poszliśmy z ojcem do biura paszportowego. Był lipiec. Kolejki absurdalne, ktoś chciał wyjechać do roboty, ktoś na pogrzeb. Stary szepce mi na ucho, że tak tego nie ugramy. Mówi tym ludziom, że chce rozmawiać z naczelnikiem, ale naczelnika nie ma. Więc prosi o papier kancelaryjny i pisze coś w stylu: „Panie naczelniku, syn chce pojechać na Stonesów. Nigdy nie był. Zdał super maturę…”, przykleja znaczek urzędowy i składa na ręce jakieś kobiety. Ona czyta i pyta ojca, czy sobie kpi. Ale ojciec twardo, że ona nie jest od tego, żeby oceniać pisma, tylko je przekazać. Na drugi dzień - telefon. Na drugi - słowo honoru! Od tej samej babki, mówi mi, że nie wie, jak to zrobiłem, ale paszport jest gotowy, czeka na odbiór. Dlaczego udało się z tym paszportem? Teorie mam dwie: albo naczelnik był fanem Stonesów, albo przy tych wszystkich pogrzebach ktoś, kto zobaczył nasze pismo, pomyślał: „Ale odpał, dajmy mu”.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej