Rozmowa z Piotrem Roguckim, muzykiem

Ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś podobny do Marlona Brando?

Nie, ale kiedyś zatrzymaliśmy się w trasie na stacji benzynowej i z bistro wybiegła pani, złapała mnie za rękę i zaczęła prosić o autograf, krzycząc, że jestem tym aktorem z „Ojca Mateusza”. Mówiłem, że nie, że nigdy tam nie grałem, a ona, że nie mam prawa jej tak oszukiwać. Na koniec powiedziała: „I tak panu nie wierzę”, i poszła obrażona. Myślała, że jestem Erykiem Lubosem. Jego natomiast na pewno można nazwać polskim Marlonem Brando.

A widzisz.

Nauczyłem się takiego grymasu, że wysuwam trochę do przodu szczękę, kiedy jestem np. zdenerwowany, podczas castingu czy na planie zdjęciowym. I to może mnie trochę upodabniać do Marlona Brando. Ale nigdy nie będę miał tak cudnie rozbudowanej brody.

Razem z zespołem Coma wydałeś właśnie płytę „Sen o 7 szklankach”, która jest efektem projektu przygotowanego w ubiegłym roku na „Męskie granie”.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej