Odważny jesteś.

Dlaczego?

Bo w nocy spacerowałeś sam w Medellin, mieście Pabla Escobara.

Nie demonizujmy. To w tej chwili zwyczajne kolumbijskie miasto. Gdy przyleciałem do niego samolotem z Bogoty, była prawie północ. Chciałem chwilę odpocząć przed następnym dniem, w którym miałem sporo pracy – zbierałem już materiał do książki. Wyszedłem na piwo i po godzinie zamierzałem wrócić. Mieszkałem w centrum, które uważa się za bezpieczne. Jest tam pełno turystów, knajpek. Ale po drodze musiałem przejść przez mało przyjemną ulicę. Stali na niej alfonsi i dilerzy. Zaczepił mnie jeden, powiedział, że nazywa się Jimmy. Proponował kobiety, mężczyzn, narkotyki. Odmówiłem, trochę pomarudził i się rozeszliśmy. Bardziej mnie ta cała scena ubawiła, niż wystraszyła.

 

Byłeś też świadkiem strzelaniny.

Tak, w 2011 roku. Jeszcze nie pracowałem nad książką. To również zdarzyło się w Medellin, które uwielbiam. Tego dnia wracaliśmy busem z cmentarza, na którym pochowano Escobara. Dochodziła 14. Zjeżdżaliśmy ze wzgórza, gdy usłyszałem strzał. Niedługo potem zobaczyłem ludzi tłoczących się na środku ulicy. Byliśmy od nich oddzieleni pasem zieleni. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem przewrócony motocykl. Obok leżał zakrwawiony mężczyzna, trzymał się za nogę. Nad nim stał gość, który mierzył mu z pistoletu w głowę. Sto metrów dalej dwójka policjantów tylko się temu przyglądała. Zero reakcji. Nie wierzyłem w to, co widziałem. Od razu poprosiłem swojego przewodnika Nico o wytłumaczenie. Powiedział, że to spuścizna Escobara, że to za jego czasów po Medellin jeździły dwójki motocyklowe – jeden prowadził pojazd, drugi z karabinem w dłoniach eliminował tych, na których dostał zlecenie. W tym przypadku najprawdopodobniej facet z motocykla chciał ukraść luksusowy samochód, gdy ten zatrzymał się na czerwonym świetle. Ale miał pecha, nie spodziewał się, że jego potencjalna ofiara też ma broń i że może być szybsza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej