Główny bohater Frank Hamer przemierza wyniszczoną kryzysem Amerykę, napotykając kolejne ofiary gangsterów, z których tymczasem prasa robi ówczesnych Robin Hoodów. Ta historia przez lata była nadmiernie upiększana?

Teraz, kiedy już wiem, jak to wyglądało naprawdę, mogę powiedzieć, że tak. Miałem 13 lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem film „Bonnie i Clyde” i się w nim zakochałem. Przeczytałem nawet kilka książek o gangsterach, tak porwała mnie ta opowieść.

Moja rodzina jest z Oklahomy, żyła w podobnych obozach dla migrantów jak te pokazane w filmie „The Highwaymen”. Także straciła wszystko na inwestycjach bankowych.

Pieniądze przepadły. Nigdy nie podniosła się z tego kryzysu.Przeprowadzili się do Kalifornii jak bohaterowie klasycznej amerykańskiej powieści „Grona gniewu”. Losy mojego dziadka przypominają historię Toma Joada.

Bonnie i Clyde też dorastali w tej biedzie. Rabując banki i walcząc z policją, zyskali sławę i budzili uwielbienie. Nasza historia pokazuje drugą stronę. Wyobraź sobie, że twój ojciec jest policjantem i nie wraca do domu, tymczasem reszta świata kocha jego morderców. Powstał nawet na ich temat wspaniały film, który nie tylko bagatelizował te morderstwa, ale także zrujnował reputację Franka Hamera, mojego bohatera.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej