Rozmowa ze Slavojem Žižkiem, filozofem

 

Przyjechałam porozmawiać o tym, czym jest miłość. Mam nadzieję, że pana nie rozczaruję, ale nie interesuje mnie agape – ta najwyższa ponoć jej forma, miłość bliźniego – lecz eros.

Tym lepiej, wcale nie jestem fanem agape, którą brytyjski marksista Terry Eagleton zwie miłością polityczną – miłością do ludzkości. A już zwłaszcza nie jestem tym typem lewicowca, którego kusi utopijna wizja przyszłości, w której eros i agape się spotkają i seks będzie publiczny. Nie, dziękuję. Moim ideałem miłości był zawsze dyskretny romans Lenina i Inessy Armand, miłość skrywana, z którą się nie obnosili. Ale gdy otworzono archiwa, na zdjęciach z pogrzebu Inessy widać rozpacz Lenina.

Proszę pytać.

Gdy byliśmy dziećmi, ryliśmy cyrklem na blacie ławki swoje inicjały. Dodane do siebie równały się WNM. To oznaczało, że łączy nas wielka, nieskończona miłość. Zna to pan?

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej