Dorota Wodecka: Pytanie, czy zwierzęta mają duszę, wydaje się infantylne, ale kiedy odpowiedzi na nie podejmuje się katolicki publicysta, temat wydaje się całkiem poważny. Nawet dla niewierzących.

Szymon Hołownia: Szukając materiałów do książki, natrafiłem gdzieś na cytat z Kimberlee Auerbach, pisarki i właścicielki pudla o imieniu Gracie, która powiedziała: „Nie potrzebuję papieża, by mi powiedział, że zwierzęta mają duszę. Mam psa i wiem to już od dawna”. Ja też mam dwa psy – Żelkę i Grafita, które adoptowaliśmy z żoną prawie trzy lata temu z warszawskiego schroniska Na Paluchu.

Ale napisałeś „manifest chrześcijanina, który ma dość robienia z Boga służącego ludzkich apetytów”.

Bo chciałem pokazać, że jeśli nie wybijemy sobie z głów przekonania, że na ziemi możemy wszystko, popełnimy jako ludzkość samobójstwo.

„Nie jesteśmy Bogami” – przypomina papież Franciszek w pierwszej w historii ekologicznej encyklice. Do nas ta elementarna prawda jeszcze nie dotarła. Więcej – mam wrażenie, że mamy ją w nosie. Spójrz na rozwijające się wspaniale (bo przecież to przedsiębiorczość) również w Polsce przemysłową hodowlę zwierząt i w ogóle rolnictwo przemysłowe, które bezdusznie wyjaławiają naszą ziemię. Na te banialuki, którymi nas karmią, że bez nich pomarlibyśmy z głodu, że to, co robią, to zajęcie wręcz misyjne. Postawili świat na głowie. 67 proc. biomasy kręgowców na ziemi to zwierzęta hodowane przez człowieka! Na faunę wolno żyjącą przypada tylko 3 proc.! W samym powiecie żuromińskim żyje (średnio przez miesiąc) 20 mln kurczaków. W trybie przemysłowym hodowana jest współcześnie prawie połowa sprzedawanego na świecie mięsa.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej