Chirurżka”. Tego się, proszę pana, w ogóle nie da wymówić.

Nie przesadzajmy, proszę pani. Nie należy sobie zbyt nisko stawiać poprzeczki. To może być doskonały test naszej dykcji, a nawet test umiejętności naszego stomatologa, ortodonty czy protetyka. Polszczyzna ma wiele trudnych słów, takich jak „źdźbło” czy „bezwzględny”, i jakoś dajemy sobie z nimi radę.

Słowa „ministerka” czy „prezydentka” brzmią jak zdrobnienia. Są przez to niepoważne, jak twierdzi wiele osób.

Rzeczywiście tak jest, że mamy poczucie, iż forma męska jest podstawowa. Ale to kwestia przyzwyczajenia i osłuchania.

Do męskich nazw zawodów i funkcji przyzwyczaił nas PRL. To wtedy próbowano pozbawić zawody płci, uznając, że kobiety i mężczyźni są równi. A przez to, że niemożliwa gramatycznie jest wersja zawodu w rodzaju nijakim, obowiązująca stała się forma męska.

Oprócz inżynierii językowej z czasów PRL za męskimi formami stoi też nasza kultura. Przez wieki to jednak mężczyźni byli ministrami i prezydentami.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej