Rozmowa z Kamilem Bałukiem, współautorem książki „Wodecki. Tak mi wyszło”

Zanim zaczniesz mnie pytać, muszę ci powiedzieć, że okładka, sposób wydania, a nawet nazwisko bohatera tej książki mogą być mylące. Nie napisałem reportażu o tym, o czym może się wydawać, że on jest.

A o czym nie jest?

Nie jest o Zbigniewie Wodeckim, znanym panu z telewizji. O nim jest częściowo druga połowa książki, siłą rzeczy, bo to autoryzowany wywiad. Z kolei reportaż jest subiektywną wizją reportera. I mnie, 30-latka, zafascynowało coś zupełnie innego.

Co takiego?

Napisałem reportaż o człowieku, który, tak się składa, nazywał się Wodecki, ale pod koniec życia miewał wieczory, kiedy nazywano go Zbigi Łodeki. Człowiek ten miał niegdyś wielkie, ambitne artystyczne marzenie oraz bardzo chciał być popularny. I ta popularność do niego przyszła, ale bez spełnienia marzenia.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej