Bratki, róże, kwitnąca szałwia, a to chyba aksamitki. To je też się je!? – Oczywiście! Aksamitki są spokrewnione z kminem. Pamiętasz ich czarne nasionka? Są równie pikantne, co nasiona kminku – mówi Zofia Zienkiewicz, twórczyni Ogrodnictwa Lawenda, pierwszego w Polsce gospodarstwa specjalizującego się w uprawie jadalnych kwiatów, podtykając mi pod nos pomarańczowo-rudy pomponik.

– A to ogóreczniki. Same się tutaj zasiały i zobaczcie, jak urosły. Widocznie im dobrze. Ich kwiaty są niezwykle dekoracyjne, a młode liście smakują jak świeże gruntowe ogórki.

Nim dochodzimy do ławeczki pod starą jabłonią, znam już wiele nazw kwiatów, które znałam z widzenia, ale nie z jedzenia. – W dzieciństwie cały czas grzebałam w ziemi. Więc rodzice wysłali mnie do szkoły ogrodniczej – wyznaje ze śmiechem Zofia.

– Uwielbiałam dotykać płatków, wąchać, przycinać, kopać grządki, patrzeć, jak to wszystko rośnie. Nasz ogród był najładniej ukwiecony na całej ulicy! Zawsze przy tym odpoczywałam i tak jest do dzisiaj, choć teraz to także moja praca.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej