––––––––––

Rozmowa z Asmą Khan, szefową kuchni londyńskiej restauracji Darjeeling Express, bohaterką serialu „Chef’s Table”

––––––––––

Od kogo nauczyła się pani gotować?

Od mamy. Gdy przyszedł czas, zaaranżowano moje małżeństwo i w 1991 r. wyjechałam z Kalkuty. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne dla imigranta jest jedzenie. Znalazłam się w Cambridge.

Moja pierwsza angielska zima była koszmarem, a ja nawet nie potrafiłam sobie ugotować ulubionego pilawu ani biryani, aby poczuć się choć trochę lepiej! Postanowiłam wrócić do Indii i się nauczyć.

Szybko się okazało, że mama nie bazuje na konkretnych przepisach. Jej metoda to „Daj tyle, by było dobrze. Jak wydaje się gotowe, zdejmij z ognia”.

Skąd pochodzi pani rodzina?

Mój tata z Rajputu z północno-zachodniego stanu Uttar Pradesh, a mama z zachodniego Bengalu, z okolic Kalkuty. Oboje są potomkami królewskich rodzin. W Indiach rzadko się zdarza, żeby ktoś z północy ożenił się z kimś ze wschodu, bo to zupełnie inne kultury, języki, kuchnie, jednym słowem – za dużo komplikacji. Tata przyjechał do miejscowości mojej mamy szukać pracy i zaczął wynajmować pokój u ojca mojej mamy. Tak się poznali. Mam szczęście, bo w moim domu kultywowano tradycje obu regionów, jedliśmy też dzięki temu różne potrawy.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej