Popularne powiedzenie mówi, że życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, na co trafisz. A w czekoladkach Kasi Malczewskiej kryją się całe kosmosy niewiadomych.

– To nie było tak, że od dziecka chciałam pracować z czekoladą – choć to pewnie marzenie wielu dzieci. Czekoladę podpowiedziała mi intuicja. A właściwie sen – mówi Kasia, gdy spotykamy się na kawie i – oczywiście – jej czekoladkach. Na wstępie przeprasza, że tak mało zostało, stara się produkować je na bieżąco, ale szybko znikają.

Jej pierwszą czekoladką była trufla. – Choć dzisiaj pewnie nie spełniłaby moich standardów – żartuje Kasia, absolwentka warszawskiej ASP, twórczyni DOTS Chocolate, butikowej marki czekoladek słynącej z zaskakujących smaków. – To było kilka lat temu.

Chciałam zrobić jadalne prezenty dla swoich bliskich, coś małego, słodkiego. Bardziej chodziło o formę prezentu niż to, że będzie on z czekolady.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej