Słyszysz „wódka” i co widzisz? Klub nocny i panów zamawiających szoty przy barze. Tymczasem o wódce porozmawiam z filigranową blondynką.

– Cześć, jestem Dorota. A to jest Frant – wita mnie z uśmiechem rozmówczyni.

W Londynie nauczyła się tworzyć małe, butikowe marki

– Pracowałam w dużej agencji reklamowej, ale z czasem przeszłam na stronę klienta. To był światowy potentat branży alkoholowej, do którego należała m.in. marka polskiej wódki. Zajęłam się promocją polskiego produktu na świecie, na wszystkich rynkach poza macierzystym. W komunikacji mocny akcent kładliśmy na polskość, na odkrywanie Polski, jej kultury, przyrody, historii. I choć była to wypracowana strategia, okazała się zgodna z moimi poglądami i przekonaniem, że w Polsce powstają świetne, wysokiej jakości produkty, którymi można się chwalić przed światem – opowiada Dorota Żylewicz-Nosowska.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej