Czy istnieje w ogóle coś takiego jak „zdrowe” picie? Albo picie bezpieczne?

Bożena Maciek-Haściło: Większość osób spożywających alkohol tak pije – sporadycznie, towarzysko, żeby się trochę rozluźnić, zabawić, albo do posiłku, „dla smaku”.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, jaka ilość alkoholu i jaka częstotliwość picia mieści się w tzw. normie, w zależności od mocy alkoholu, wagi człowieka. W sieci można znaleźć mnóstwo stron z różnymi przelicznikami, tabelami, kalkulatorami, które pozwalają to oszacować. Orientacyjnie to nie więcej niż dwie lampki wina dziennie czy dwa małe słabe piwa, przy zachowaniu co najmniej dwóch dni abstynencji z rzędu w tygodniu. Jeśli ktoś pije tylko w weekend, ta dawka nie powinna przekraczać półtorej butelki wina. Te normy są dość wysokie.

W sensie: pobłażliwe?

Tak. Ale cyfry to jedno, bo można wypijać te umowne dwie lampki wina kilka razy w tygodniu, a jednak mieć problem z alkoholem.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej