Kociarz” był najchętniej czytanym opowiadaniem w „New Yorkerze” w 2017 roku i wywołał wielką twitterową debatę. Historia nieudanej randki opowiedziana z perspektywy młodej dziewczyny zrobiła z ciebie guru od związków w erze #MeToo.

W ogóle się tego nie spodziewałam. I na początku trudno mi było o „Kociarzu” mówić. Nie podobało mi się stawianie autorki przed jej twórczością. Wciąż uważam, że nie jest moją rolą jako pisarki mówić ludziom, jak mają żyć ani jak odczytywać to, co napisałam. Z chwilą, kiedy „Kociarz” został opublikowany, moja rola właściwie się skończyła. Teraz ważne są reakcje czytelników.

Dyskusja na Twitterze była bardzo burzliwa.

I przetoczyła się właściwie przez weekend. Świadomie do niej nie dołączyłam, wyłączyłam komputer i telefon. To przerażające doświadczenie – znaleźć się nagle w centrum uwagi w internecie. Nie byłam na to przygotowana. Nie tyle pojedyncze głosy, nawet te bardzo negatywne czy wręcz wściekłe, były nieprzyjemne, ile to, że zwaliły się na mnie wszystkie naraz.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej