Tekst ukazał się w magazynie "Praca", specjalnym wydaniu "Wysokich Obcasów", nr 278, wydanie z dnia 29/11/2018

Agnieszka Jucewicz: Zaproponowałam panu rozmowę o patologiach w zarządzaniu polskimi firmami, ale stanowczo pan odmówił. Dlaczego?

Jacek Santorski: Z dwóch powodów. Z poczucia społecznej odpowiedzialności oraz z troski o własną higienę psychiczną. Doszedłem do momentu, w którym uznałem, że zajmowanie się patologiami na rynku pracy jest wsteczne. Wolę się skupić na pozytywnych przykładach. Podobny proces przeszedłem zresztą jako terapeuta.

Opowie pan?

Kiedy zaczynałem pracę jako psycholog kliniczny 40 lat temu, to siłą rzeczy zajmowałem się ciemną stroną człowieka. Robieniem porządków z tym, co znajduje się w tak zwanej piwnicy. Potem zainteresowały mnie zaburzenia osobowości, ale po dwudziestu kilku latach poczułem, że ciągnie mnie do psychologii związanej z rozwojem człowieka, że chciałbym obejrzeć nie tylko to, co zostało zakopane lub zamiecione pod dywan, ale również to, co znajduje się na pierwszym i drugim piętrze tego domu, a może i w ogrodzie. Z tego między innymi powodu zacząłem popularyzować samopoznanie, autorefleksję i na początku lat 90. ubiegłego wieku założyłem wydawnictwo.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej