Rozmowa z GUYEM WINCHEM*, amerykańskim psychologiem, autorem "Sztuki skutecznego proszenia. Jak umiejętnie narzekać, aby osiągnąć cel, poprawić relacje z ludźmi i wzmocnić poczucie własnej wartości".

Agnieszka Jucewicz: Nie wiem, czy pan wie, ale rozmawia pan z przedstawicielką nacji, która słynie z narzekactwa.

Guy Winch: Ciekawe, że pani to mówi, bo każdy wywiad, którego udzieliłem na ten temat zagranicznym mediom, zaczynał się od słów: „Nie wiem, czy pan wie, ale my, Koreańczycy/Francuzi/Turcy, jesteśmy mistrzami w narzekaniu”.

O, nie! A już miałam nadzieję, że przynajmniej w tej dziedzinie mamy palmę pierwszeństwa.

– No bardzo mi przykro, że muszę panią rozczarować.

Uważa pan, że tylko narzekanie, które służy rozwiązywaniu problemów, ma sens, ale czy bezproduktywny lament nie bywa dobroczynny dla psychiki? Filozofka Mariana Alessandri napisała esej dla „New York Timesa” w obronie narzekania dla samego narzekania, w którym twierdziła, że pozwala ono nowojorczykom rozładować złość na sprawy poza ich kontrolą – korki, spóźniające się pociągi, tłok – a do tego buduje więzi między ludźmi.

– Rzeczywiście, wspólne utyskiwanie łączy. Nie dalej jak wczoraj zresztą tego doświadczyłem. Załatwiałem pewne sprawy administracyjne online i przez dwie godziny czekałem, aż osoba odpowiedzialna pomoże mi rozwiązać problem. Wszyscy klienci zalogowani na stronie, zaczęli ze sobą czatować, wymieniając uwagi na temat tego, jak horrendalnie długo wszystko trwa. Zapanowała atmosfera obopólnego zrozumienia i frustracja stała się bardziej strawna, kiedy okazało się, że inni też przechodzą przez „piekło”.

Tę więziotwórczą moc narzekania widać również w sytuacjach randkowych.

Jak to?

– Kiedy ludzie się poznają i zaczynają „badać teren”, rozmawiają między innymi o tym, co ich irytuje. Jeśli się okaże, że tę drugą osobę wkurzyło dokładnie to samo, nagle czują, że im do niej bliżej: „Aha, więc tobie też się ten film nie podobał, ciekawe!”, „Hm, ciebie też wypowiedź polityka X doprowadziła do białej gorączki? O!”.

Utyskiwanie na pracodawców w zakładowej kuchni pełni podobną funkcję?

– Jeśli pracownicy mają poczucie, że nie są w stanie nic poradzić na kiepskie decyzje przełożonych, wspólne narzekanie może im ulżyć w poczuciu bezsilności. Ale jeśli kolega z działu wyskoczy z informacją: „Słuchaj, nowy szef był dla mnie ostatnio bardzo nieprzyjemny”, koleżanka powie to samo, a pani też ma takie doświadczenie, to może być już cenna informacja o tym, że niezadowolenie szefa nie dotyczy tylko pani oraz o tym, jaką w związku z tym należałoby przyjąć strategię.

Finowie wymyślili tak zwane lamentujące chóry. Ludzie gromadzą się w różnych miejscach i wyśpiewują skargi na przykład na stan toalet publicznych. Wydaje mi się, że to świetny pomysł na pozbycie się negatywnych emocji, ale pan nie jest jego fanem.

– Bo uważam, że te chóry występują nie przed tą publicznością, co trzeba! Jeśli stan toalet miejskich doprowadza ludzi do szału, dlaczego nie zaśpiewają przed ratuszem? A jeśli ich skargi dotyczą rozkładu jazdy pociągów, dlaczego nie staną przed ministerstwem transportu? Organizatorzy wkładają w to tyle energii, a jedyne, co zostaje po takim publicznym biadoleniu, to zabawny filmik na YouTubie.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej