Paulina Reiter: Dała pani ogłoszenie, że szuka kobiet do projektu o ciele. Wiadomo było, że chodzi o nagie zdjęcia. Dużo kobiet się zgłosiło?

Alicja Długołęcka: Bardzo. To mnie jednocześnie zachwyciło i wzruszyło – ta ufność kobiet. Przecież nie wiedziały, na czym polega projekt. My same – fotografka Tamara Pieńko i ja – nie byłyśmy wtedy jeszcze pewne, nie wyznaczyłyśmy sobie konkretnego celu.

Po raz pierwszy słowo „wdzięczność”, które jest tytułem naszego projektu, pojawiło się w tym kontekście – wdzięczności dla kobiet za to, że nam zaufały.

Jakie kobiety się zgłosiły?

Bardzo różne. Od osiemnastki do osiemdziesiątki. Kobiety, które cierpiały z powodu niedowagi i z powodu nadwagi. Dwie w ciąży. Na jednym ze zdjęć jest pierś, z której wycieka mleko. Na innym – mylnie branym za zdjęcie zrobione podczas miesiączki – wagina kobiety w połogu. W projekcie wzięły udział kobiety ze zmienionym ciałem: po amputacji nogi, pozbawiona czucia od pasa w dół, z zanikiem mięśni. W tej grupie znalazły się również kobiety w średnim wieku, które mówią o tym, że unieważniają sposób, w jaki traktowały siebie i swoje ciało do tej pory, i że są na początku nowej drogi. Zgłosiły się także seniorki. Pani około osiemdziesiątki powiedziała, że chce te zdjęcia zrobić, by kiedy już umrze, wnuczka je dostała i zobaczyła, jaka była jej babcia naprawdę.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej