Z Ewą Chalimoniuk, psychoterapeutką, rozmawia Agnieszka Jucewicz

Agnieszka Jucewicz: Śmierć bliskiej osoby to niejedyna strata, której doświadczamy. Czy każda automatycznie wiąże się z żałobą?

Ewa Chalimoniuk: Zacznijmy od tego, że bez strat nie ma życia. Niektóre z nich są rozwojowe, co oznacza, że tracąc coś, jednocześnie coś innego zyskujemy, i nie wymagają przeżywania żałoby. Małe dziecko na przykład w pewnym momencie musi się pożegnać z byciem karmionym piersią czy butelką, to je frustruje, ale dzięki temu idzie do przodu: uczy się jeść łyżeczką, usamodzielnia się. Nastolatek z kolei dostrzega, że rodzice wcale nie są idealni. Popełniają błędy, mówią jedno, robią drugie. To też jest strata. Umiejętność uznania, że rodzic co prawda nie jest bogiem, ale nadal pozostaje wartościowym człowiekiem, sprawia, że nastolatek się urealnia. Zaczyna rozumieć, że świat jest trochę dobry, trochę zły, ludzie są trochę dobrzy, trochę źli i on sam też taki jest. Każdy etap życia przynosi takie naturalne straty.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej