Alicja Bobrowicz: O pani babci Wandzie mówi się „polska Niobe”. Podoba się pani to określenie?

Monika Lurie: To chyba jedna z tych rzeczy, które były od zawsze. Zdarza się nawet, że ktoś skojarzy moje nazwisko i zapyta, czy jestem wnuczką polskiej Niobe.

Jak wtedy pani reaguje?

– Dziwię się, ale się uśmiecham. To w sumie miłe, kiedy ludzie znają historię twojej rodziny.

Pamięta pani babcię?

– Miałam dwa lata, kiedy zmarła. Ale zawsze była obecna w moim życiu.

Kiedy poznała pani rodzinną historię?

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej