Pod koniec czerwca na brytyjskim festiwalu Glastonbury, najważniejszej i największej imprezie tego typu na świecie, zainscenizowała własny ślub. Na platformie w kształcie wielkiego, piętrowego tortu weselnego wystąpiła w seksownym białym gorsecie stylizowanym na suknię ślubną. Były też szampan i marsz weselny, czyli wszystko, co powinno się znaleźć na takiej uroczystości. Ale to nie entourage był najważniejszy, lecz płynące ze sceny przesłanie – że trzeba kochać siebie i wierzyć w swoje możliwości.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej