Najtrudniejsza scena „Wielkich kłamstewek”? – pytam Reese Witherspoon. Aktorka i producentka serialu poważnieje. – Ta, w której Celeste, którą gra Nicole Kidman, jest brutalnie duszona przez męża, a za chwilę udaje, że nic się nie stało. Żeby tylko dzieci nie dowiedziały się o zajściu. Chciałam podbiec do Nicole i krzyknąć: „Dziewczyno, na co ty sobie, do cholery, pozwalasz!?”. Ale przecież nie mogłam tego zrobić, bo to była fikcja. Myślałam, ile jest kobiet doświadczających takich strasznych rzeczy w rzeczywistości, i trzęsłam się z nerwów.

Spotykamy się w Pasadenie w Kalifornii. Reese Witherspoon jest pewna siebie, pięknie mówi – w każdym zdaniu czuje się absolwentkę literatury angielskiej.

„Wielkie kłamstewka” – opowieść o pięciu matkach w Monterey, małej mieścinie nad oceanem w Kalifornii – wyprodukowała razem z Nicole Kidman. Chciały, żeby na ekranie wybrzmiał dramat bohaterek powieści Liane Moriarty, książki, która stała się podstawą scenariusza, i był podobnie subtelnie opowiedziany. Australijska pisarka wykorzystała historię ze słuchowiska radiowego, które opowiadało o matce trojga dzieci od lat żyjącej w patologicznym związku z przemocowym partnerem. Bohaterka nie potrafiła wyjść z toksycznej relacji.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej