Kalina Mróz: Halina Krüger-Syrokomska paliła fajkę i klęła jak szewc. To pierwsze skojarzenie kogoś, kto w ogóle o niej słyszał.

Anna Kamińska: Większość ludzi nie słyszała. Kiedy pada pytanie o polskie himalaistki, większość osób potrafi wymienić tylko nazwisko Wandy Rutkiewicz. Gdy pracowałam nad książką o Wandzie, rozmawiałam z himalaistami, którzy często powtarzali: „Wanda była skryta, w górach kalkulowała, nie wiadomo było, jaką podejmie decyzję, ale za to Halina…!”. I tu padały niezwykłe historie związane z otwartością, żywiołowością, emocjonalnością i generalnie ekspresją Haliny.

Na przykład?

Wanda przed wyprawami w góry chodziła po gabinetach różnych oficjeli i prosiła ich uprzejmie, poprawną polszczyzną o wsparcie – na przykład finansowe – ekspedycji. Halina wparowywała do tych gabinetów, rozsiadała się w fotelach, zapalała fajkę i mówiła: „Panie, kurwa, załatw nam pan to szybko, inaczej upierdoli pan nam wyprawę”.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej