W najnowszym serialu Netflixa „Chambers” bohaterka grana przez Umę Thurman, matka w żałobie, ledwo podnosi się z łóżka. – Chciałam trochę poigrać ze swoim wizerunkiem niezniszczalnej superbohaterki. Sportretować zwykłą kobietę, która sobie nie radzi. Ma do tego prawo, które sama też chcę mieć – mówi mi Thurman, kiedy spotykamy się na festiwalu Series Mania we francuskim Lille.

Amerykanka wyróżnia się na tle elegancko ubranych turystów, którzy do Flandrii przyjechali uzupełnić szafy. Na wywiad w ekskluzywnym Grand Palais przychodzi w młodzieżowych trampkach i wygodnej bluzie. – Ciesz się, że nie poszłam na zakupy, bo musiałbyś czekać na mnie godzinę. Jestem fatalna w kupowaniu zarówno ciuchów, jak i podstawowych produktów żywnościowych. Gubię się już na poziomie przygotowywania listy zakupów. To duży problem, bo uwielbiam gotować, ale w mojej lodówce zawsze czegoś brakuje do skompletowania dania. Na szczęście dobrze wychodzi mi improwizowanie – rzuca zamiast „dzień dobry”, po czym wybucha charakterystycznym gardłowym śmiechem.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej