Aleksandra Warecka: Jak minęła noc?

Vanessa Nachabe-Grzybowska: Ignacy nie spał. Krzyczał, wył, rzucał się. Ostatnie trzy tygodnie były koszmarem. Chłopcy płakali non stop. Najpierw Ignacy zaczął, potem Maurycy. Z jakiego powodu? Chyba nikt tego nie dojdzie. Najważniejsze, żeby przetrwać. Jest trudno, chłopcy mają stany autoagresji. Na przykład Maurycy kopie się nogą w oko, Ignacy uderza w fotel z całej siły.

Długo to trwa?

Trzy, cztery dni, niekiedy nawet tydzień. Ignacy, gdy był młodszy, potrafił nie spać przez trzy tygodnie, ale był spokojny. A teraz nie dość, że nie śpi, to krzyczy. Gdy on wrzeszczy, nie wyrabiam. Nie wiem, co mu jest ani jak pomóc. Lekarz jest bezradny i ja jestem bezradna. Proszę, Ignacy. (Vanessa podaje 16-letniemu Ignacemu łyżkę do ust)

On nie lubi, jak o tym mówię.

Rozumie?

Sądzę, że coś rozumie. Aczkolwiek diagnozę mają, jaką mają.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej